Kółko się pani urwało
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.26 / 5.00
liczba ocen: 664
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
29.99 złpremium: 17.99 zł
21.00 zł
25.49 zł
25.49 zł
29.99 zł
Pozostałe księgarnie
20.74 zł
23.99 zł
25.41 zł
25.49 zł
26.99 zł
27.00 zł
28.49 zł
29.99 zł
Opis:

Tajemnicze morderstwo w kamienicy na warszawskiej Woli, wielkie afery z reprywatyzacją w tle, a do tego wszystkiego charakterna emerytka z nieodłącznym kraciastym wózkiem na zakupy jako rodzima panna Marple. Tego w polskim kryminale jeszcze nie było!

Najpierw włamano się do jej mieszkania. Złodzieje nie tylko ukradli pieniądze, biżuterię czy cenne dokumenty, lecz również sprofanowali najcenniejszą pamiątkę po mężu – jego galowy mundur. Policja zabiera się do śledztwa jak pies do jeża, chociaż ślepy wpadłby na to, że wszystkie tropy prowadzą do sąsiada z góry, faceta bez nogi. Nie ma mowy, tego munduru mu nie przepuści. Postanawia policzyć się z nim sama. Okazuje się jednak, że facet bez nogi został zamordowany, a ona sama jest pierwszą podejrzaną. Nie pozostaje jej nic innego, jak chwycić rączkę wiernego wózka zakupowego i rozpocząć własne śledztwo.
Warszawskie bandziory, strzeżcie się! Nadchodzi Zofia Wilkońska, postrach klubów seniora!

Recenzje blogerów
Czy poza mną jest jeszcze ktoś w tym kraju, kto nie czytał debiutu Jacka Galińskiego Kółko się pani urwało? W pewnym momencie miałam wrażenie, że jestem ostatnią na tej planecie, która nie poznała jeszcze przygód najniebezpieczniejszej polskiej seniorki – Zofii Wilkońskiej. Szczególnie, że powieść ta doczekała się już nawet dodruków. Przyznam się Wam, że mocno śledziłam działania promocyjne związane z tą publikacją. Było dla mnie bowiem niezwykle ciekawe, jak ta książka zaczęła żyć w świadomości bookstagramowiczów, blogerów, czytelników. Czasem zdarza się, że zbyt duża promocja szkodzi książce. Mam jednak wrażenie, że ta została tak umiejętnie poprowadzona, przy dużym udziale jej autora zresztą, że w rezultacie Kółko się pani urwało stało się książką pożądaną, trochę kultową nawet, taką, którą po prostu nie wypada nie znać.

Główną bohaterką powieści i jednocześnie jej narratorką jest wspomniana już Zofia Wilkońska. Pani Zofia wraca z miasta ciągnąc powoli swój wózeczek zakupowy i dostrzega, że w jej mieszkaniu nie ma drzwi. Znaczy są, jednak jakby nie do końca w tym miejscu w którym być powinny. W środku odkrywa, że złodzieje zabrali jej oszczędności i ważne dokumenty. Na domiar złego, bandyci zniszczyli najcenniejszą pamiątkę po jej zaginionym mężu – galowy mundur. I tego już dziarska seniorka popuścić nie może. Policja wydaje się mieć ważniejsze sprawy na głowie, niż okradziona staruszka. Zofia Wilkońska postanawia więc sama wymierzyć sprawiedliwość. Niestety, facet bez nogi, którego postanowiła ukarać pani Zofia, jest już martwy. A seniorka staje się główną podejrzaną w sprawie jego zabójstwa. Staruszce nie pozostaje więc nic innego jak zakasać rękawy, spakować zakupowy wózeczek i zmierzyć się z bandytami, który byli na tyle głupi by wejść Wilkońskiej w drogę.

Powiem Wam, że nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w lekturach komedii kryminalnych, więc chyba nie do końca mogę być obiektywna. Niemniej jednak, jeśli chodzi o moją skromną czytelniczą osobę, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła ta książka i ubawiłam się przy niej jak dziecko. Może nie spadłam ze śmiechu z łóżka ale kilka razy zdarzyło się w duchu, ale jednak porządnie roześmiać podczas jej lektury. Do tego książkę Jacka Galińskiego czyta się lekko (mimo kryminalnych akcentów) i z rosnącym zaciekawieniem. Autor w głównej bohaterce zebrał chyba komplet przywar polskich seniorów a mimo to poczułam do niej wielką sympatię. Całość jest niezwykle lekka, pełna humoru i napisana z wielką wprawą, szczególnie jak na debiut.

Powieść Kółko się pani urwało właściwie już od pojawienia się jej w zapowiedziach mocno mnie intrygowała, szczególnie, że jak wiecie mam słabość do polskich twórców, zwłaszcza tych debiutujących. Tym mocniej cieszę się, że w końcu po nią sięgnęłam. Teraz z niecierpliwością czekam na kolejną publikację Jacka Galińskiego. A tymczasem jeśli jeszcze jakimś cudem nie czytaliście tej książki, serdecznie Wam ją polecam. Szczególnie teraz. To idealna pozycja na letnie upały na plaży, pod gruszą, na wyjazdy wakacyjne. To jedna z tych lektur, przy której można po prostu wypocząć.

Ocena: 5/6
©Kocham Cię, moje życie
Kiedy widzisz na okładce książki tytuł od czapy, wiedz, że coś się wydarzy... Debiut Jacka Galińskiego budzi różne emocje wśród czytelników, ale nie przeglądałam recenzji przed lekturą. Po prostu zobaczyłam okładkę, przeczytałam tytuł i wiedziałam, że muszę ją mieć. Czy warto było? Po mojej ocenie widać, że jak najbardziej. Bo mnie się, proszę Państwa, Zofia Wilkońska bardzo spodobała.

Główna bohaterka to żywotna emerytka, która nie rozstaje się ze swoim wózeczkiem zakupowym. Groteskowa, ironiczna, trochę zarozumiała, z obrazem siebie i otoczenia kompletnie nie przystającym do rzeczywistości. Czasami o czymś zapomni, a innym razem zapamięta coś na mur-beton. Jak to starsza pani, która mieszka sama i w większości wypadków musi liczyć głównie na siebie. Również w kwestiach finansowych, więc i jej interesujące sposoby na oszczędzanie pojawią się w tekście. Kiedy pewnego dnia kobieta staje się ofiarą przestępstwa, a organa ścigania nie spieszą się, by ująć sprawcę, pani Zofia postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Niestety, nie wszystko idzie po jej myśli. Jednak Wilkońska nie poddaje się, a wręcz przeciwnie. Kolejne trudności tylko dodają jej energii i budzą u niepozornej emerytki całe pokłady kreatywności. Co Was czeka, jeśli sięgniecie po tę powieść? Spodziewajcie się włamania (i to nie jednego!), trupa i porwania. O reszcie atrakcji nie wspomnę .

Akcja jest dynamiczna, pełna zwrotów i zabawnych sytuacji. Nie przeszkadzały mi nawet wulgaryzmy, które pojawiły się w dialogach staruszki z pewnym oprychem. Były po prostu na swoim miejscu, dodając atmosferze pazura.

Narracja w tej książce niesamowicie przypadła mi do gustu. No i co z tego, że fabuła jest dość przewidywalna? Myślę, że to nie zawsze ma największe znaczenie. Kiedy o swoich działaniach opowiada Zofia Wilkońska, człowiek cieszy się nieprzerwanym pasmem humoru. Próbowałam wybrać jakiś cytat dla potwierdzenia mojej tezy, ale nie mogłam, ponieważ podobały mi się WSZYSTKIE dialogi. Dodam tylko, że najlepiej nie czytać tej książki publicznie. Ciągłe chichranie się w trakcie czytania mogłoby wywołać u potencjalnych obserwatorów skojarzenia dalekie od tych związanych z lekturą.

Polecam tę powieść każdemu, kto lubi lekkie, żartobliwe historie kryminalne i nietuzinkowych bohaterów. Naprawdę warto poznać panią Zofię (chociaż może niekoniecznie w realnym życiu, ponieważ niektóre cechy jej charakteru mogą być trudne do zaakceptowania na dłuższą metę). Mam nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie.

Ocena: 6/6
©Bibliotecznie
Rzuciłam się na Kółko się pani urwało jak kot na tuńczyka. Wygłodzony kot na tłustego tuńczyka. Miałam kwiczeć, prychać, wyć, tracić dech i nabawiać się bólu mięśni brzucha. I?

Pani Zofia zostaje okradziona. Nieusatysfakcjonowana działaniami policji, sama podejmuje czynności. Znajduje zwłoki, niewątpliwie zamordowanego sąsiada.

Dodatkowo szybko okazuje się, że w tle czają się „czyściciele kamienic” i aferka reprywatyzacyjna.

I strasznie mi przykro, nic tu nie jest śmieszne. Niestety, tak bardzo nie znosiłam głównej bohaterki, że nic mnie nie śmieszyło. Ta baba jest po prostu tak głupia i wredna, że odebrała mi chyba możliwość bawienia się tą książką. Spodziewałam się skrzyżowania Mamusi i Lucyny, Jadzi i Teresy (vide książki Joanny Chmielewskiej) a dostałam nieprawdopodobną jędzę, której głupota przyprawia o wstrząs! (I to jest emerytowana nauczycielka?! matkobosko współczuję uczniom!)

Po okażdym odłożeniu książki bardzo trudno było mi do niej wracać. Nawet postaci policjantów i bandytów, o rozmaitych stopniach nieudolności nie śmieszyły. A mogłyby gdyby nie Zofia.

No niestety, autor nie jest Chmielewską w spodniach. A humor w Kółko się pani urwało koło humoru Chmielewskiej nawet nie leżał. I niestety, w moim odczuciu, nie zasługuje absolutnie na takie porównanie. Nie wiem kto je wymyślił. Chyba nie czytał JCh. Przykro mi, bo tęsknię za humorem w stylu królowej Joanny.

Czyli tak – promocja trafiona, bo mnóstwo ludzi kupiło książkę, ale oparta na całkowitej nieprawdzie, i podejrzewam, że „chmielewszczycy” czują się wpuszczeni w maliny oraz zrobieni w balona.

A ja mam wrażenie bycia dziwolągiem, cały świat się zachwyca niesamowitym humorem, opisuje jak to się śmiał do rozpuku. Robi świetne, wymyślne, zabawne zdjęcia. A ja nic. Buuu. Nuuudaaa.

Bardzo mi przykro, bo autor robił znakomite wrażenie w kontaktach z czytelnikami w mediach społecznościowych. Jest duuuuużo sympatyczniejszy niż jego bohaterka. Szkoda.

Ocena: 2/6
©CzytAśka
... czym tak naprawdę jest życie. Nieustanną pogonią za czymś, czego nie możesz mieć. A gdy ci się wydaje, że już to masz, ono wyślizguje ci się z rąk i wpada z powrotem do sklepowej zamrażarki. Sięgasz szybko, żeby nie dać się wyprzedzić. Chwytasz w obawie, że data przydatności już dawno minęła, ale nie przeczytasz małych literek, bo życie jest jak promocja kurczaka w markecie. Niby atrakcyjne, ale potrafi zakończyć się w najmniej oczekiwanym momencie.

A nie mówiłam, że kwiecień miesiącem debiutów? Mówiłam :) tym razem wpadło w moje ręce Kółko się pani urwało Jacka Galińskiego. Wpadło to złe określenie, bo od momentu jak ujrzałam książkę wiedziałam, że muszę koniecznie ją przeczytać ,bo po pierwsze debiut, a po drugie był moment, że strach było lodówkę otworzyć, żeby nie wypadła książka Pana Galińskiego. Musiałam po prostu wiedzieć o co tyle hałasu.

Zofia Wilkońska to starsza pani, która mieszka w centrum Warszawy w kamienicy, która lata świetności dawno ma za sobą. Zdawałoby się, że staruszka jak staruszka, oszczędzająca na każdym kroku, potrafiąca pojechać na drugi koniec miasta ze swoim nieodłącznym wózeczkiem, bo tam akurat jest promocja, ale nic bardziej mylnego, bo nikt z nas nie chciałby Zofii spotkać na swojej drodze. To wyjątkowo rześka i upierdliwa staruszka. Cała akcja zaczyna się w momencie, gdy nasza bohaterka po zakupowych łowach wraca do domu, a tam... nie ma drzwi. Czyżby synuś chciał zrobić mamusi niespodziankę? A gdzież tam. Do mieszkania naszej Zofii ktoś się włamał, włamał i ukradł oszczędności jej życia, biżuterię, pudełko z papierami po zaginionym małżonku, ale mało tego ktoś zadeptał mundur zaginionego Henryka. To już była przesada i nasza bohaterka poczuła się jakby dostała w twarz. Przybyła na miejsce policja w postaci Borewicza w oczach Zofii nie poradzi sobie ze znalezieniem sprawce, więc nasza krewka staruszka postanawia wziąć sprawę w swoje ręce. Podejrzenie jaj pada na sąsiada bez nogi i nasza bohaterka włamuje się do niego i to w taki sposób jakby przez całe życie nic innego nie robiła. Po przetrząśnięciu mieszkania okazuje się, że beznogi sąsiad nie żyje. No i tu się rozkręca cała akcja, w którą wplątuje się Zofia. Mamy aferę reprywatyzacyjną , mamy porwanie głównej bohaterki tylko z pozoru niepozornej staruszki, której nieodłącznym atrybutem jest wózek zakupowy. Czy nasza bohaterka oczyści się z zarzutów? Jak poradzi sobie z bandytami, których jedynym celem było przejęcie kamienicy? Przekonajcie się sami sięgając po Kółko się pani urwało.

To wyjątkowo udany debiut i mam wrażenie, że rodzimi autorzy komedii kryminalnych mogą zacząć odczuwać strach , bo oto pojawiła się konkurencja w osobie Pana Jacka Galińskiego. Autorowi udało się stworzyć książkę pełna poczucia humoru, ale też książkę oddającą obraz naszych polskich realiów, gdzie starsi ludzie dostają emeryturę w takiej wysokości, że polują na każdą promocję w markecie, stoją w niebotycznych kolejkach do lekarzy i nie do końca wiadomo czy dożyją do wyznaczonej daty operacji. Smutne to niesamowicie, bo my też kiedyś będziemy starzy. Ale też Jacek Galiński udowadnia, że starość wcale nie musi być nudna.
Świetnie wykreowane postacie, sprawa kryminalna, która zdaje się być dokładnie przemyślana i spojrzenie na aktualne tematy sprawiają, że książkę czyta się dobrze i wyjątkowo sympatycznie. Ja już wiem, że będę wyglądać kolejnych tytułów Pana Jacka.

Ocena: 4+/6
©Biblioteczka u Rudej
Debiut Jacka Glińskiego to także poniekąd mój debiut z komedią kryminalną, zwłaszcza wśród polskich pisarzy. Książka, która miała zaważyć na moim podejściu do gatunku, więc miała wysoko postawioną poprzeczkę. Od razu przyznam, że ubawiłam się setnie, nie raz i nie dwa śmiejąc się w głos z sytuacji, które stały się udziałem bohaterki. Wiem też, że nie jestem odosobniona w swoim osądzie, ale do rzeczy. O czym jest ta historia i czemu tak dobrze się ją czyta?

Spokojna starsza pani, Zofia Wikońska, została okradziona, zdemolowano jej mieszkanie, ukradziono dokumenty po mężu i sprofanowano jego mundur. Tylko policja może pomóc staruszce w odnalezieniu winnego. Ha! Tylko, że Pani Zofia nie jest spokojną, niedołężną osobą. To kobieta z charakterem, wiedząca wszystko najlepiej i szybko oceniająca ludzi. Doskonale wie, że za włamaniem stoi sąsiad z dołu. I kiedy policja nic nie robi w tej sprawie, kobieta bierze sprawy w swoje ręce. Kiedy sąsiad zostaje znaleziony martwy pani Zofia zostaje pierwszą podejrzaną. Musi się wykaraskać z kłopotów, co przy jej temperamencie nie jest łatwe.

Starsza pani jako główna bohaterka powieści kryminalnej nie raz już się pojawiała, ale taka starsza pani jak Zofia Wikońska jeszcze nie. Kawał świetnej roboty wykonał autor tworząc taką postać, tym bardziej, że jest ona jak najbardziej prawdziwa, a wiele jej cech można odnaleźć w bliżej lub dalej znanych nam ludziach. Pani Zofia to kobieta z charakterem, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Wie lepiej, ocenia ludzi, działa zamiast rozmawiać. Żeby wykorzystać promocję jest w stanie pojechać daleko, żeby odkryć zbrodnię i policzyć się z winnym również. Z jednej strony to starsza pani, która kultywuje stare obyczaje, z drugiej często nie przejmuje się konwenansami.

Jej spotkanie z policją nie należy do przyjemnych. Nie wierzy młodemu policjantowi, który twierdzi, że ciężko odkryć kto jest winien. Nie raz daje burę aspirantowi, który ma do niej anielską cierpliwość. Pani Zofia potrafi też łamać prawo, jeśli jest jej to na rękę. Nie raz ma więcej szczęścia niż rozumu i wychodzi z wielu trudnych i niebezpiecznych wydarzeń obronną ręką.

Jej działania sprawiają, że nie da się zachować powagi, kilkakrotnie parskałam śmiechem kręcąc głową z niepoprawności bohaterki i jej działań całkowicie niezgodnych z sytuacją.

Historia jest ciekawa, bo wraz z rozwojem akcji pojawia się wiele wydarzeń, które znamy z telewizji i innych mediów. Kradzież i morderstwo nie są przypadkowe i wiodą do historii o wiele bardziej skomplikowanej, za którą stoi wiele osób.

W tym wszystkim jednak autorowi udało się zawrzeć tę smutniejszą stronę życia starszych osób - niewielka emerytura, odsunięcie od życia, słaby kontakt z bliskimi, nie te zdrowie. Mimo całej swej żywiołowości bohaterka jest osobą wrażliwą, która wspomina swoją młodość z sentymentem i smutkiem.

Książka przedstawia wiele środowisk, ze starej warszawskiej kamienicy bohaterka przenosi się w kilka różnych miejsc, żeby na końcu poznać nieprawdopodobną prawdę. Jest to wyraźny sygnał, że Kółko się pani urwało to dopiero początek przygód Pani Zofii i w przyszłości pojawi się kontynuacja.

Świetny debiut łączy w sobie ciekawe, nietuzinkowe postacie, wciągającą historię, która z jednej strony bawi, z drugiej ma drugie dno. Wszystko łączy lekki język, który sprawia, że ten tytuł pochłania się w jeden wieczór. Zdecydowanie takie komedie kryminalne mogłabym czytać częściej.

Ocena: 6/6
©Książkowe Wyliczanki
Kiedy zbrodnia bawi zamiast przerażać.

Do komedii kryminalnych mam ogromny sentyment, chociaż przyznam, że nie jest mi łatwo trafić na autora, który w odpowiedni sposób wykorzysta humorystyczny element powieści i sprawi, że chociaż raz parsknę śmiechem na głos. Przez długi czas żaden autor, poza Alkiem Rogozińskim, nie potrafił wzbudzić we mnie dziecięcej radości i takiego rozbawienia, nad którym aż ciężko zapanować. Teraz muszę przyznać, że Jackowi Galińskiemu, za sprawą Zofii Wilkońskiej, się to udało. Już nie pamiętam, kiedy poprzednio tak dobrze bawiłam się przy książce.

Zofia Wilkońska ma sporego pecha w ostatnim czasie. Najpierw włamano jej się do mieszkania, z którego ukradziono pieniądze, kilka drobiazgów i cenne dokumenty. Zgłoszenie sprawy na policję nie daje oczekiwanych rezultatów, co zmusza Wilkońską do podjęcia działań na własną rękę. Kto by się spodziewał, że Zofia z ofiary stanie się podejrzaną o dokonanie morderstwa.

Galiński ma w swoim stylu coś uzależniającego co sprawia, że jego książkę chce się czytać bez żadnych przerw. Najlepiej jednym ciągiem, żeby od razu dowiedzieć się, jak zakończy się kryminalna zagadka i co stanie się z bohaterami. W jego powieści jest coś uroczego, chociaż dziwnie to brzmi, kiedy w myśli ma się zarys fabuły i te liczne nie do końca przyjemne sytuacje. Mam wrażenie, że to wszystko za sprawą bohaterów i kreowania ich osobowości w taki sposób, żeby jednak przyciągnąć do nich czytelnika, bez względu na to, jaką rolę te postacie pełnią w fabule. Mam na myśli to, że autor nie dzieli swoich bohaterów na zasadzie przeciwstawieństw, na tych potencjalnie dobrych i złych, ale każdemu nadaje takie cechy, aby zbalansować te pozytywne i negatywne odczucia. Oczywiście, jako czytelnicy, jakoś ich sobie kategoryzujemy wedle własnego uznania, ale bohaterowie, którzy powinni być czarnymi charakterami, nadal potrafią wzbudzić sympatię. Dzięki takiemu zabiegowi autor daje czytelnikowi możliwość zdecydowania, z którym z bohaterów się polubi bardziej, a którego nie będzie darzył sympatią. Nic nie zostaje odgórnie narzucone. Dodatkowo wszyscy wydają się być istotnymi elementami tej komicznej układanki, wspólnie tworząc pełną kompozycję charakterów i osobowości.

Jeżeli chodzi o Zofię Wilkońską, czyli główną bohaterkę debiutu Galińskiego, to zdecydowanie nie polubiłam się z tą starszą panią. Mam wrażenie, że autor wykorzystał ją do stworzenia kobiety z osobowością, w której nastąpiła kumulacja wszystkich najgorszych i najbardziej denerwujących cech emerytek. Moja osobista awersja do pań w podeszłym wieku dała o sobie znać w momentach, w których Wilkońską spotykało coś złego, a ja z radością zacierałam ręce, jednocześnie myśląc, że może wreszcie czegoś ją to nauczy. Oczywiście mam świadomość tego, że stworzenie irytującej bohaterki było celowym zabiegiem Galińskiego, a to ostatecznie też wyszło mu na dobre, bo ta szurnięta kobiecina nadal siedzi mi w głowie.

Styl autora jest bardzo lekki, co moim zdaniem jest dosyć istotnym elementem przy książkach, które mają bawić. Po przejściu przez liczne zawirowania fabularne i poznaniu specyfiki każdej z postaci mogę stwierdzić, że Galiński sam dobrze bawił się przy pisaniu tej powieści. Widać po niej pewną naturalność, nie zauważyłam żadnych wymuszonych elementów, co ostatecznie w znacznym stopniu wpłynęło na mój pozytywny odbiór tej powieści. Humor, który zaserwował nam autor, opiera się w głównej mierze na zmyślonych wydarzeniach. Jednak nie brakuje szyderstw i uszczypliwości dotyczących faktycznych problemów w społeczeństwie, które stanowią bardzo rzeczywiste dopełnienie całej historii.

Galińskiemu należą się gratulacje za udany debiut i stworzenie powieści, która wywołuje różnorodne emocje u czytelnika, ale jednocześnie spełnia swoje zadanie i bawi. To komedia kryminalna na wysokim poziomie, po którą warto sięgnąć, jeżeli szukacie książki, z którą chociaż na chwilę oderwiecie się od nudnej i szarej rzeczywistości. Poza elementami humorystycznymi znakomicie został poprowadzony wątek kryminalny, który sprawia, że fabuła staje się pełniejsza i jeszcze bardziej ciekawa. Chciałam na koniec dodać, że obyło się bez ofiar śmiertelnych, ale trochę bym skłamała.

Ocena: 5/6
©Rude recenzuje
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć