ebook Japonia utracona
3.86 / 5.00 (liczba ocen: 1415) Ilość stron (szacowana): 288

Japonia utracona
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

E-book - polecana oferta: 28.49
37.00 złpremium: 22.20 zł Lub 22.20 zł
28.49 zł Lub 25.64 zł
31.45 zł
37.00 zł
37.00 zł Lub 31.45 zł
25.90 zł
25.90 zł
26.87 zł
31.45 zł
31.45 zł
33.30 zł
33.30 zł
37.00 zł z kodem: 27.00 zł
37.00 zł

Jedyne w swoim rodzaju wprowadzenie do kultury japońskiej. Alex Kerr opowiada o dawnej architekturze Kraju Kwitnącej Wiśni, o wnętrzach, obyczajach, religii, teatrze kabuki, kolekcjonerstwie i kaligrafii. Książkę pisał po japońsku, dla Japończyków i jako pierwszy obcokrajowiec otrzymał za nią nagrodę literacką Shincho Gakugei.

Autor miał dwanaście lat, gdy w 1964 roku zamieszkał z rodzicami w Japonii i spędził tam niemal całe swoje życie. Jak się okazało, rok ten był punktem zwrotnym w historii kraju organizującego właśnie letnie igrzyska olimpijskie. Rozpoczął się wtedy okres boomu ekonomicznego i gwałtownej modernizacji. Kerr, zafascynowany tradycyjną kulturą japońską, próbuje w książce pokazać to, co na jego oczach ulegało głębokim przeobrażeniom. Z zaangażowaniem opowiada o dawnej architekturze i wnętrzach, obyczajach, religii, teatrze kabuki, kolekcjonerstwie i kaligrafii. Książkę pisał po japońsku, dla Japończyków i jako pierwszy obcokrajowiec otrzymał za nią nagrodę literacką Shincho Gakugei.

Japonia utracona od Alex Kerr możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Alex Kerr wsiąkł w Japonię całkowicie. Podobnie jak wiele osób wychowanych w kulturze Zachodu z niepokojem patrzył na zanikanie tego wszystkiego co w kulturze Japonii ceniono najbardziej, a co sami Japończycy paradoksalnie traktowali jako symptomy zacofania swojego kraju.

W roku 1991 opublikował pierwszy z artykułów, które następnie złożyły się na książkę Ostatni rzut oka na piękną Japonię. Przetłumaczony na język angielski tekst (oryginalnie artykuły napisane zostały po japońsku) ukazał się już pod nowym, obecnym tytułem.

Kerr opisując tradycyjną Japonię zabiera czytelnika w podróż po meandrach japońskiej duszy. Nie tylko pokazuje znikające dziedzictwo Japonii, ale także stara się o zdefiniować przyczyny takiego stanu rzeczy. Książka jest więc także pewnego rodzaju psychologicznym portretem społeczeństwa, jego zachowań, spojrzenia na siebie , stosunku do dziedzictwa kulturowego, oceny wartości posiadanych dóbr narodowych.

Jednak najciekawsze, najbardziej wartościowe w książce Kerra są właśnie owe opisy utraconych wartości. Rzeczy, które jak wspomniałem, chyba najbardziej przyciągają osoby z innych kręgów kulturowych. Spokój, zaduma, namysł. Tym właśnie cechom przeciwstawia autor jaskrawość i krzykliwość współczesnej Japonii.

Niezwykle ciekawa, mocno przykuwająca uwagę lektura. Za symboliczne można uznać, że odczuwa się tekst (Amerykanina z urodzenia) Kerra, niczym melancholijną opowieść jednego z ostatnich prawdziwych Japończyków. Smutkiem napełnia fakt, że – co sam autor potwierdza – nadziei na odwrócenie trendu zmian, nie widać.

Ocena: 5/6
©donos kulturalny
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Przyjemny zbiór zasługujący na 4,5 gwiazdki. Raczej nie dla osób, które chcą w Japonii widzieć romantyczny kraj samurajów, popełniających seppuku na jedno skinienie ich pana. Albo ulotny świat gejsz, herbaciarni, świątyń shinto i buddyzmu czy pełnych pokory perfekcjonistów. Ani też dla osób, które wyobrażają sobie Japonię jako odległą ojczyznę Pana Miyagiego z Karate Kid.

    Zbiór tych esejów jest pewnie już dość mocno zdezaktualizowany, ale z drugiej strony jest też istotnym ogniwem, łączącym "Japonię dawniej" z "Japonią teraz" i pozwala lepiej zrozumieć przemiany jakie zaszły w tym społeczeństwie. Bo w gruncie rzeczy Japonii, którą widujemy w filmach Kurosawy czy w Wyznaniach Gejszy już dawno nie ma, a jej relikty ukrywają się pod powierzchnią z betonu, szkła, aluminium i plastiku.

    Japończycy, ogólnie jako społeczeństwo niewiele interesują się swoją przeszłością i kultywują tylko nieliczne z tradycyjnych sztuk, ale czy nie dzieje się tak w wielu krajach w Europie? No właśnie. Sądzę, że jest to jeden z powodów sympatii Polaków do Kraju Kwitnącej Wiśni, chociaż pewnie taki, z którego nie zdajemy sobie sprawy.

    My też, podobnie jak Japończycy, kultywujemy tylko niektóre z naszych "narodowych" cech i sztuk, w między czasie rozpaczliwie starając się nadążyć za Zachodem i wpasować w trendy. Podobnie jak Japończycy zamiast dbać o przyrodnicze dziedzictwo kraju zakładamy leśne plantacje, a w miastach próbujemy wyrugować zieleń i ograniczyć ją do minimum.

    Z drugiej strony, w wielu narzekaniach autora na "zanik tradycyjnej Japonii" uśmiechałam się kącikiem ust, bo to trochę tak, jakby narzekać na to, że ludzie na polskiej wsi nie mieszkają już w drewnianych chatach krytych strzechą i nie orzą pól tak jak dawniej. Autor najwyraźniej nie zna pojęcia "mono no aware", a sądzę, że bardzo by mu się przydało. To pojęcie ciągle żyje i ma się dobrze w Kraju Kwitnącej Wiśni, zarówno w literaturze, filmie i w anime, ale też w codziennym życiu. Japończycy doskonale wiedzą, że nic nie trwa wiecznie i wszystko przemija - nie ważne, jak bardzo chcielibyśmy zachować przy życiu urokliwe wąskie uliczki z domkami krytymi dachówką, szkoły kabuki, gejsz, ikebany, drzeworyty, kaligrafię czy dojo, w których naucza się judo czy karate. Wszystko się zmienia, idzie "z duchem czasu" lub zostaje zapomniane. Ludzie w Polsce wieku Kerra i starsi z rozrzewnieniem wspominają muzykę dawnych lat, ceramikę z Włocławka czy Ćmielowa, kolekcjonują stare szalkowe wagi czy szable albo kieliszki czy wazony z kryształu. To normalne. Przeszłość zawsze wygląda piękniej kiedy patrzy się na nią z perspektywy czasu. Ale wszystko przemija i się zmienia.

    W czasie, kiedy powstawał ten zbiór esejów anime w Japonii dopiero raczkowało, a zainteresowanie autora sztukami walk jest raczej niewielkie, nie znajdziemy tam więc słowa o pierwszym, a tylko nieliczne o drugim. Kerr skupia się głównie na parawanach, ceremoniach herbaty, kabuki, kaligrafii i architekturze. Sztuce bardziej wysokiej niż niższej. Nie wspomina o mandze. Kilka razy przewija się w jego esejach kimono, ale bardziej jako ubolewanie, że coraz mniej Japończyków wykorzystuje ten ubiór na co dzień. Autor najwyraźniej nigdy nie miał na sobie żadnego kimona i nie wie, jak może być ono niewygodne.

    Dużo przyjemności sprawiły mi natomiast fragmenty, gdzie Kerr opisuje przygody z pokrywaniem dachu strzechą, odnawianie domu w Tenmangu i spędzanie w nim czasu. Chwile, gdy jakieś zapomniane dzieło sztuki odzyskiwało swój dawny blask i historię. To było ciekawe. Dobrze czytało się kawałki o świątyniach buddyzmu i chramach shinto. I o przepełniającej te miejsca obecności bóstw i duchów. Opisy kabuki też były fascynujące, chociaż w pełni można docenić je dopiero gdy chociaż raz oglądało się wymienione w eseju przedstawienia.

    Nie można odmówić Kerrowi pewnego zmysłu literackiego. Jego eseje jednak są dla mnie wypełnione smutkiem człowieka, który pragnął zachować Japonię z okresu Heian czy Muromachi, sprawić, by była ciągle żywa i niezmieniona. Owszem, jej elementy ciągle żyją, ale nie będą trwać wiecznie i chyba z tym autor nie umie się pogodzić. Zobaczył zachód słońca i ubolewa nad tym, że nie trwa on wiecznie. A przecież właśnie w tej przemijalności tkwi piękno wszystkich wspomnianych przez Kerra sztuk. I kto wie... w końcu przecież i kryształowe wazony i kieliszki wracają w Polsce do łask, a w Japonii na pewno niejedna Sztuka przeżyje swój renesans w nieco odnowionej formie. Słońce znów wzejdzie, ale dzień, który wtedy nastanie nie będzie taki sam jak poprzedni. I to jest piękne.

Warto zerknąć