Kołysanka z Auschwitz
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 4.22 / 5.00
liczba ocen: 2542
Ilość stron (szacowana): 240
SMARTIDEAS#Google Analytics
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
34.90 złpremium: 20.94 zł
27.92 zł
29.67 zł
34.90 zł
34.90 zł
Pozostałe księgarnie
19.20 zł
26.18 zł
27.48 zł
27.92 zł
29.31 zł
31.41 zł
31.41 zł
31.50 zł
34.90 zł
Opis:

Historia inspirowana życiem Helene Hannemann, matki, która poświęciła wszystko dla rodziny i dzieci, które miała nadzieję uratować

Helene Hannemann, rodowita Niemka, mieszka z mężem romskiego pochodzenia, z którym ma piątkę dzieci. Pewnego poranka 1943 roku do ich życia wkracza niemiecka policja nasłana przez SS. Najbliżsi Helene mają opuścić mieszkanie i zostać zesłani do obozu Auschwitz-Birkenau. Kobieta nie wyobraża sobie życia bez rodziny i dobrowolnie decyduje się na zesłanie do obozowego piekła.

Gdy doktor Mengele zleca założenie przedszkola, wyznacza Helene do opieki nad obozowymi dziećmi. Mają zająć baraki obok jego laboratorium. Kobieta nie ma złudzeń co do jego okrutnych intencji. Wspólnie z innymi więźniarkami zaczyna rozpaczliwą walkę o obozowe dzieci. Każdego dnia próbuje złagodzić ich cierpienia, chociaż wie, że los jej podopiecznych jest z góry przesądzony.

„Kołysanka z Auschwitz” to poruszająca opowieść o wytrwałości, nadziei i sile w jednym z najbardziej przerażających okresów w historii świata

CYTATY:
Przestajemy istnieć, jeżeli nie ma na tym świecie nikogo, kto by nas kochał.
Czasami, gdy rzeczywistość dręczy duszę, lepiej jest uciec w marzenia.
Czasem musimy stracić wszystko, aby zrozumieć, co jest najważniejsze.
Czasami to, czego nam brakuje, albo przeszkody, jakie napotykamy, stają się sprzymierzeńcami, którzy pomagają nam wytrwać.
Recenzje blogerów
Historia Helene Hannemann to historia pełna miłości, poświęcenia, troski i oddania rodzinie – dzieciom i mężowi. Przez wiele lat czytałam tylko o Polakach i Żydach więzionych w obozie Auschwitz. Niedawno poznałam historię czeskich więźniów z obozu Thieresienstadt dzięki powieści Uwięzieni w raju Xavier’a Guell, o której pisałam tutaj. Teraz przyszedł czas na obóz dla Romów, który funkcjonował w Birkenau. Romowie to trzecia grupa deportowanych, po Polakach i Żydach, a transporty więźniów przyjeżdżały tam aż z czternastu państw.

Helene to Niemka, która poślubiła Roma, Johanna, utalentowanego muzyka. Niestety wojna i prześladowania Romów sprawiły, że utrzymanie rodziny spoczęło na barkach Helene, pielęgniarki z wykształcenia. Ten poranek miał być jak wiele innych. Śniadanie, przygotowanie dzieci do szkoły, wyjście do pracy. Jednak szybko okazało się, że ten dzień to początek końca. Johann i dzieci mają zostać wywiezieni do obozu koncentracyjnego. Tylko oni, Helene jest przecież Niemką, nieskażoną romskim pochodzeniem.

Helene nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłaby zostawić rodzinę w tym trudnym czasie i decyduje, że pojedzie z nimi. Jak matka mogłaby zostawić swoje dzieci w obliczu śmierci? Kiedy transport z Romami dociera do Birkenau, rodzinna Hannemann’ów zostaje rozdzielona. Mąż Helene zostaje zabrany do męskiej części obozu, natomiast ona i ich piątka dzieci zostają w drugiej części. Wszechobecny głód, bród i przemoc przerażają nowo przybyłych, jednak muszą sobie zacząć radzić, aby przeżyć. Pomaga im fakt, iż są niemieckimi Romami, a tacy mają swój barak w nieco lepszym stanie niż inne. Przeżycie ułatwia im również pielęgniarskie wykształcenie Helene.

W szpitalu Helene poznaje Josefa Mengele, niemieckiego lekarza, Anioła Śmierci. Mengele nie bez powodu otrzymał taki przydomek. Zaraz po przybyciu do obozu podpisał dokumenty o eksterminacji wszystkich Romów zarażonych tyfusem oraz tych którzy potencjalnie mogli się zarazić. W tej sytuacji poznajemy charakter Helene, dzięki której na śmierć skazano o dwa baraki mniej niż w pierwszym momencie chciał dr Mengele.

Dla III Rzeszy bardzo ważne były pozory, a dla dr Mengele jego badania naukowe (choć wiemy doskonale, że z nauką nie miały zbyt wiele wspólnego). Dr Mengele postanowił, że w obozie będzie funkcjonowało przedszkole, a Niemka Hannemann będzie jego dyrektorką. W warunkach obozu koncentracyjnego każde polepszenie warunków było na wagę złota, więc Helene się zgodziła. Ale o tym co było dalej musicie przeczytać sami.

Codzienność obozu koncentracyjnego to coś, czego nie mogę pojąć i czego pewnie nigdy nie pojmę. Zastanawia mnie też ogrom matczynej miłości, która tu została wystawiona na wielką próbę, a mi mimo to Helene nie złamała się.

Kołysanka z Auschwitz to piękna opowieść o strasznych czasach, ale dzięki takim historiom dowiadujemy się o ludziach najwięcej.

Ocena: 5/6
©Idę czytać
BERLIN ‘43

Helene Hannemann to Niemka, która założyła rodzinę wraz z mężem Romem. W maju 1943 zupełnie nie spodziewa się, że i do jej mieszkania zapuka policja z nakazem umieszczenia w obozie koncentracyjnym. Oczywiście, jako rasowa przedstawicielka swojej narodowości może spokojnie pozostać w III Rzeszy. Ona jednak nawet przez chwilę nie myśli o opuszczeniu swoich najbliższych. Jaki los zgotuje im los w Auschwitz-Birkenau?

Godzina 5:59, mój pociąg do Poznania odjeżdża z peronu, a ja jeszcze nie do końca obudzona sięgam po książkę. I już po pierwszym rozdziale przypominam sobie, dlaczego właściwie unikam powieści o tematyce wojennej. Bo już po pierwszym rozdziale jest mi ciężko, bo już po pierwszym rozdziale czuję ciężar i smutek tak ogromny, że chce mi się płakać. Nie dlatego, że historia jest trudna i smutna. Ale dlatego, że opisana historia wydarzyła się naprawdę. Dlatego że Auschwitz i inne obozy koncentracyjne to nie wymysł pisarza, część świata przedstawionego, ale dlatego że to część rzeczywistości i to wcale nie tak odległej w czasie. Dlatego że okrucieństwo ludzi wobec siebie, ich tragedie i koszmar, przez jaki przyszło im przejść, miały miejsce. I ciągle mają miejsce, choć niekoniecznie w Europie.

Nie mieściło mi się to w głowie. Moje dzieci były zupełnie niewinne. Jedyna ich polegała na tym, że miały ojca Cygana. Ta wojna sprawiła, że świat oszalał.

Kołysanka z Auschwitz to książka w dużej mierze oparta na faktach i realnych postaciach. Niewiele w niej fikcji literackiej, niewiele w niej absurdu, co świetnie wyjaśnia historyczny dodatek na końcu. Wprawdzie to opowieść, jakich wiele miało miejsce w tamtym okresie, to nadal chwyta za serce. Autor opisuje ciężkie życie w obozie, gdzie wcale nie tak łatwo było o jakiekolwiek ślady człowieczeństwa. Człowiek przeciwko człowiekowi, nie tylko strażnik przeciwko więźniowi, ale też więźniowie przeciwko sobie. W końcu każdy chciał tylko przeżyć, uratować siebie i swoich najbliższych z tego koszmaru, nawet jeśli kosztem innych. Powieść czyta się bardzo płynnie dzięki stylowi pisarskiemu autora. W jego narracji czuć stres i wszechobecne napięcie, w końcu ciężko przewidzieć, co złego może się jeszcze przydarzyć bohaterom. I wprawdzie zdając sobie sprawę z realiów wojny nie powinnam być w żaden sposób zaskoczona zakończeniem, ale jednak miałam nadzieję na to, że będzie nieco inne…

Może to specyficzne podsumowanie, ale Kołysanka z Auschwitz to książka o wojnie, jakich wiele. Nie wyróżnia się raczej zbyt mocno na tle innych, mocno oddziałujących na czytelnika powieści. Czym jedynie może się różnić, to przystępnością i prostotą w przedstawieniu tematu czy też płynnością czytania. Polecam przede wszystkim osobom lubiącym przedstawioną tematykę.

Ocena: 5/6
©Caroline Livre
Już nie zliczę, która to z kolei książka o tematyce Auschwitz, jaką przeczytałam. Każda z nich pozostawia w pamięci coś, o czym nie sposób zapomnieć.

W zeszłym roku odwiedziłam muzeum w Auschwitz. Chodziłam między budynkami, po tamtych drogach, po kamieniach, byłam w środku i zastanawiałam się, jakim cudem w tak małym pomieszczeniu upchnięto dwieście osób. Byłam w krematorium. I przeżywałam to bardzo…

Co czuli tamci ludzie? Pozbawieni wszystkiego, całego człowieczeństwa? Upodleni, głodni, chorzy, wyczerpani, przerażeni… Rozdzieleni z bliskimi: z matkami, mężami, dziećmi, rodzicami. Nie zostało im już nic poza nadzieją, wiadomo przecież, że ta umiera na samym końcu.

Przez okna wpadało światło reflektorów odbierające nam widok księżyca i gwiazd. Pewnego dnia, gdy obóz będzie pogrążony w mroku i ciszy, na ziemię znów spłynie czysty blask ciał niebieskich i świat ponownie stanie się dobrym miejscem do życia.

Helene Hannemann z pochodzenia była Niemką. Wyszła za mąż za Roma, Johanna, świetnego i bardzo utalentowanego skrzypka. Ci dwoje bardzo się kochali i dochowali się pięciorga dzieci: Blaza, Otisa, bliźniaków: Ernesta i Emily oraz najmłodszej pociechy, córeczki Adalii. Żyli skromnie, ale szczęśliwie, aż do maja 1943 roku, kiedy do ich domu przychodzą Niemcy i rozkazują się pakować. Helene, jako Niemka, nie musi jechać z nimi, ale ona decyduje się zostać z rodziną.

Podróż bydlęcymi wagonami do obozu, w ścisku, smrodzie, brudzie, bez jedzenia i wody, to dopiero początek ich udręki. W Auschwitz Helene zostaje oddzielona od męża, kobiety i mężczyźni przebywają osobno. Dla niej, która nie spędziła bez męża i jego wsparcia nawet jedego dnia, to coś niewyobrażalnego…

Jego oczy mówiły wszystko. Że go znowu zobaczę. Że mnie nie zostawi, nawet w piekle. Johann, podobnie jak Orfeusz, który zszedł do podziemnego świata umarłych, by ocalić żonę, przybędzie i uratuje mnie z łap samej śmierci.

Z Helene zostają ich dzieci i to dla nich kobieta musi walczyć o każdy dzień. Życie w obozie to udręka. Ludziom doskwiera głód, chłód, robactwo, choroby. Przetrwanie tutaj z piątką dzieci graniczy wręcz z cudem. Walka o każdy kawalątek stęchłego chleba, ohydnej kawy, czegokolwiek, co da się zjeść, bywa ponad siły zwykłego człowieka.

Helene jest zrozpaczona, ale jednocześnie zdesperowana i zdeterminowana, by w tych nieludzkich warunkach zawalczyć o życie swoje i swoich dzieci.

Byłam starym statkiem wśród burzy – przy życiu trzymały mnie moje dzieci. Musiałam nadal dla nich walczyć, starać się podtrzymywać nadzieję, spoglądać śmiało w twarz każdemu dniu i modlić się, żeby ten koszmar wreszcie dobiegł końca.

Tymczasem w Auschwitz pojawia się doktor Josef Mengele. Uprzejmy, przystojny, uśmiechnięty… Ale my, czytelnicy, za dobrze już wiemy, że to tylko pozory. Znamy przecież z różnych źródeł Josefa Mengele i to, jakim był on potworem.

Helene jeszcze tego nie wie.

Jest podejrzliwa, ale kiedy doktor powierza jej misję stworzenia w Birkenau przedszkola dla dzieci, właśnie tu, w cygańskim obozie, zgadza się. Upatruje w tym szansy dla dzieciaków. Nie tylko swoich, ale również dla tych wszystkich, które los rzucił właśnie tu, w to straszne, przerażające miejsce.

Czy rzeczywiście ów pomysł wypali? Czy można stworzyć tutaj najmłodszym choć namiastkę czegoś normalnego? Zapewnić chleb, mleko i jakieś zabawki? I co z intencjami Josefa Mengele? Helene chce spróbować, wierzy bowiem, że dzieci zasługują na wszystko, co najlepsze, a ona – jako pielęgniarka – jest w stanie zapewnić im opiekę, nie tylko medyczną, ale również dać nadzieję na inne, lepsze życie.

(…) pomyślałam, że dopóki dzieci śpiewają, świat wciąż ma szansę na ocalenie.

Kołysanka z Auschwitz to przepięknie opisana historia. Mimo osadzenia jej w takich, a nie innych realiach, gdzie wszystko jest przytłaczające, odrażające, wstrętne, a moralność i zasady od dawna już nie istnieją, powieść przesycona jest poezją.

Wszystkim wydarzeniom przyglądamy się oczami głównej bohaterki. To z nią przeżywamy każdą potworność i każdą tęsknotę. To z nią rozpaczliwie walczymy o każdy dzień, o każdy okruch chleba, o każdy skrawek koca dla dzieci, o szansę zobaczenia się z ukochanym mężem. To właśnie dzieci trzymają ją przy zdrowych zmysłach, to dzięki nim Helene jeszcze rano wstaje i ma siłę wyjść z baraku, tylko dla nich staje twarzą w twarz z trzema uzbrojonymi więźniarkami. To wszystko tylko dla nich…

Wtedy zrozumiałam, że być matką to coś znacznie więcej, niż wychowywać dzieci; to naginać duszę, aż własne ja na zawsze połączy się z ich pięknymi niewinnymi twarzami.

Książka została przepięknie wydana przez Wydawnictwo Kobiece. Dostała twardą okładkę z przejmującą ilustracją w barwach sepii, sugestywną, klimatyczną, zapowiadającą interesującą lekturę.

Do jej powstania przyczyniły się pamiętniki Helene Hannemann, które prowadziła w obozie i które na krótkie chwile pozwalały jej się oderwać od okrutnej rzeczywistości Birkenau. Bo należy tu koniecznie wspomnieć, że Helene jest postacią autentyczną, podobnie, jak opowiedziana w książce historia jej pobytu w obozie. Jest kobietą, która poświęciła się w imię miłości do dzieci. Jako przedstawicielka czystej aryjskiej krwi, Niemka, mogła wybrać wolność, jednak zdecydowała się pozostać z rodziną, tutaj, w obozie.

I tak sobie myślę… Czy jakakolwiek matka, w takiej sytuacji, postąpiłaby inaczej? Pozwoliłaby wywieźć swoje dzieci do obozu, sama pozostając na wolności? Czy którakolwiek mogłaby z czymś takim potem żyć? Mnie, jako matce, wydaje się to zupełnie nierealne.

Kiedy sięgam po tego rodzaju powieść jak Kołysanka z Auschwitz, z góry mniej więcej wiem, czego mogę się spodziewać. Wychodzę jednak z założenia, że to, co wydarzyło się w takich obozach, nigdy nie powinno zostać zapomniane. I powinno być przekazywane dalej i dalej. Bo coraz mniej jest już tych, którzy to piekło przetrwali i mogą nam o tym opowiedzieć. A kiedy tych zabraknie, te opowieści znikną także, a z nimi pamięć o ofiarach, o bohaterach, o tych, którzy zdołali wyrwać się z piekła, o tych, którym dopisała odrobina szczęścia i o tych, którzy nie dali rady… Uważam, że nie powinniśmy do tego dopuścić, bo takie historie muszą istnieć w naszej pamięci i na kartach książek. Tylko wówczas istnieje szansa, że coś takiego jak Auschwitz-Birkenau nigdy więcej się już nie powtórzy.

Tę książkę powinien przeczytać każdy. Bez wyjątku.

Ocena: 6/6
©Papuzie pióro
Czasami musimy stracić wszystko, aby zrozumieć, co jest najważniejsze. Kiedy życie odbiera nam rzeczy, bez których - jak dotąd sądziliśmy - nie da się żyć, i zostawia nas nagich wobec rzeczywistości, prawdziwą wartość zyskuje to, co do tej pory pozostawało niewidoczne.

Zdaje sobie sprawę, że głupio to zabrzmi, ale lubię książki o tematyce obozowej i II wojnie światowej. Wiedziałam, że muszę przeczytać Kołysankę z Auschwitz. To książka, oparta na autentycznych wydarzeniach i kolejne świadectwo tamtych dni, o których nie wolno nam zapomnieć.

Kołysanka z Auschwitz opowiada o Helene Hannemann, matce pięciorga dzieci i żonie Roma. To na barkach Helene w tych okrutnych czasach spoczywa utrzymanie rodziny, bo jej mąż utalentowany muzycznie skrzypek nie może w nazistowskich Niemczech pracować. Rodzina jest dla Helene całym światem i dlatego nie waha się nawet sekundy, gdy pewnego ranka zjawiają się żołnierze, którzy mają wywieźć Johanna wraz z dziećmi do Auschwitz. Kobieta wyrusza z nimi, bo nie wyobraża sobie życie bez ukochanego męża i dzieci. W bydlęcych wagonach, po wielodniowej podróży trafiają do Auschwitz. To tutaj przy torach kolejowych małżonkowie zostają rozdzieleni. Czy na zawsze? Czy może uda im się przeżyć to piekło na ziemi?
Helene jako Niemka i kobieta czystej rasy zostaje wyznaczona do utworzenia na terenie obozu przedszkola. To szansa nie tylko dla jej dzieci, ale także dla innych maluchów, aby chociaż przez chwilę poczuć ciepło, aby zapomnieć o urągających warunkach, w których przyszło im wegetować, bo życiem tego nazwać nie można. To dzięki pomocy doktora Mengele, dla którego placówka była początkowo oczkiem w głowie, udało się stworzyć przedszkole z zabawkami, z książeczkami, kubkiem mleka czy kromką dodatkowego chleba. To była dla tych dzieci odrobina normalności, tego co powinny mieć w normalnym życiu. To nasza bohaterska Helene wraz z pomocą kilku romskich matek i pielęgniarek udało się prowadzić przedszkole do sierpnia 1944 roku. Gdy następowała likwidacja Ziegeunerlager, a więc obozu dla Romów i przedszkole zostaje zlikwidowane, a Helene po raz kolejny dostaje szansę na życie, żelazny list od doktora Mengele, który pozwala jej opuścić obóz, ale tylko jej, dzieci mają zostać zgładzone, bo przecież nie należą do czystej rasy. Dobrze się domyślacie, Helene do ostanie chwili nie opuściła swoich dzieci, a nawet więcej z wysoko podniesioną głową i kołysanką na ustach odjechała wprost do komory gazowej.

To piękna, wzruszająca i chwytająca za serce historia o bezgranicznym poświęceniu matki. To książka, która wzrusza i ściska za gardło. To książka wobec której nie da się przejść obojętnie, przeczytać, odłożyć na półkę i zapomnieć. To książka, która na długo pozostanie w głowie. Autor sugestywnie ukazuje nam obóz, gdzie królują nieustanny brud i odór, głód i strach, ale i w takim miejscu znaleźli się ludzie, którzy nie zapomnieli być ludźmi.

Nie będę dawać gwiazdek, bo żadna gwiazdka nie odda tego co Mario Escobar przedstawił na kartach Kołysanki z Auschwitz.
©Biblioteczka u Rudej
Są takie książki, które na długo zapadają nam w pamięci. Takie, których tematyka nie należy do przyjemnych, ale zdecydowanie każdy z nas powinien je znać. Mam tu na myśli literaturę obozową. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że ostatnie pokolenie, które pamięta zdarzenia opisywane we wspomnianych książkach, nie będzie żyć wiecznie. Nie możemy dopuścić do tego, by to co przeżyli podczas II Wojny Światowej zostało zapomniane, wyparte. To właśnie naszym zadaniem jest pielęgnowanie historii.

Nie ukrywam, że często zdarza mi się sięgać po literaturę, która porusza wspomniany wyżej temat. Ostatnią przeczytaną przeze mnie książką jest Kołysanka z Auschwitz, autorstwa Mario Escobara. Opowiada ona o losach Helene Hennemann i jej rodziny.

Helene, jako rodowita Niemka, nigdy nie powinna trafić do obozu Auschwitz-Birkenau. Zapewne nigdy by tam nie trafiła, gdyby nie fakt, że wyszła za mąż za Roma Johanna i założyła z nim rodzinę. Kiedy po jej bliskich przychodzi policja, by umieścić ich w obozie, kobieta dobrowolnie zgłasza się by zabrano ją wraz z nimi. Mimo to, na miejscu zostaje ona oddzielona od męża. Razem z dziećmi zostaje umieszczona w cygańskich barakach. Jednak ze względu na swoje aryjskie pochodzenie i wykształcenie podejmuje pracę w obozowym szpitalu. Wkrótce doktor Mengele powierza w jej ręce prowadzenie przedszkola, mieszczącego się nieopodal jego laboratorium. Kobieta od początku zdaje sobie sprawę jaki los czeka jej podopiecznych, jednak za wszelką cenę chce zapewnić im jak najlepsze warunki życia, niejednokrotnie ryzykując swoim.

Kiedy zaczęłam czytać Kołysankę z Auschwitz nie nastawiałam się na szczęśliwe zakończenie. Mimo, to bardzo chciałam poznać losy bohaterów. Z każdą kolejną stroną było mi zwyczajnie przykro, że ludzie musieli przechodzić tak wielką gehennę. Ogrom cierpienia wyrządzonego człowiekowi przez drugiego człowieka zwyczajnie nie mieścił (i nie mieści) mi się w głowie. Zwłaszcza jeśli krzywdzone są dzieci, które w swoim krótkim życiu, nie zdążyły jeszcze dobrze poznać świata.

Zważywszy na trudną i ciężką tematykę, Mario Escobar potrafił tę historię pięknie ubrać w słowa. To nie tylko opowieść o heroicznej walce, ale także o bezwarunkowej miłości do bliźniego. Miłości, która nie zwraca uwagi na pochodzenie czy wiek. Opowieść o niezwykłej odwadze. Jest to zdecydowanie przejmująca, bardzo dobrze napisana książka. Mimo swojej niewielkiej objętości, przesycona do cna emocjami, które po jej zakończeniu pozostawiają nas w zadumie i zmuszają do refleksji.

Historia zawarta w Kołysance z Auschwitz nie jest wytworem wyobraźni autora. Escobar przy jej pisaniu inspirował się prawdziwymi losami Helene Hannemann. Autor w krótkiej notce na końcu książki wyjaśnia, które informacje są prawdziwe, a które nieco zmienił, by pozostawić czytelnikowi miejsce na choć trochę nadziei.

Cieszę się, że dzięki tej książce mogłam poznać historię Helene i jej rodziny. Zachęcam Was, byście również po nią sięgnęli - zdecydowanie jest to lektura warta uwagi.

Ocena: 6/6
©Kasia i Książki
Świadectwo matczynej miłości

Mario Escobar oddaje do rąk czytelników książkę o poruszającej historii matki, która dla swoich dzieci poszła prosto do piekła. Kołysanka z Auschwitz ukazuje losy Helene Hannemann, Niemki, która poślubiła mężczyznę romskiego pochodzenia. Johann był wirtuozem skrzypiec. Owocem ich miłości jest piątka dzieci. Niestety los nie był dla nich łaskawy. Pewnego majowego dnia 1943 roku niemiecka policja nasłana przez SS burzy spokój tej rodziny. Całe ich dotychczasowe życie runęło niczym domek z kart, a nadzieja na lepsze jutro zgasła niczym płomień. Mąż Helene ze względu na swoje romskie pochodzenie wraz z piątką dzieci mają zostać zesłani do obozu Auschwitz-Birkenau. Kobieta stając przed wizją rozdzielenia z dziećmi i mężem postanawia dobrowolnie pójść z nimi. Matka nie mogła pozwolić, by ktoś skrzywdził jej dzieci. Mario Escobar z pieczołowitą dokładnością opisuje losy tej rodziny. Ta wzruszająca opowieść ukazuje czarne karty z historii ludzkości. Poznajemy mrożące krew w żyłach opisy transportowania do obozu, podczas którego ludzie zostali okradani ze swego dobytku, ale co najgorsze z godności, która dla niemieckich żołnierzy nie miała najmniejszego znaczenia.

Helene wspólnie z innym więźniami rozpoczyna walkę o życie swoje i swoich najbliższych. Kobieta, jako wykształcona pielęgniarka, zostaje zmuszona przez doktora Mengele do założenia przedszkola na terenie obozu. Helene ma świadomość, iż dzieci z całego obozu poddawane są nieludzkim doświadczeniom. Pragnie jednak zapewnić dzieciom namiastkę normalności oraz stworzyć odrobinę nadziei w otaczającej ich mrocznej rzeczywistości. Historia, którą poznajemy na kartach tej książki, porusza nasze emocje. A świadomość, iż jest ona inspirowana prawdziwymi wydarzeniami potęguje bicie serca. Ta niezwykła opowieść o sile macierzyńskiej miłości uświadamia nam, jak wiele może znieść człowiek, a rodzicielska miłość skłania nas do największych poświęceń. Kołysanka z Auschwitz to książka, która powinna być dla nas nie tylko przestrogą, by nie powielać błędów historii, lecz również lekcją tego, abyśmy wiedzieli jak postępować w sytuacjach zagrażających bezpieczeństwu naszym najbliższym. I nie zamierzam rozwodzić się nad dylematem, czy w obecnych czasach rodzice są skłonni do takich poświęceń. Myślę, że to indywidualna sprawa każdego z nas. Życzę jednak nam wszystkim, abyśmy nie musieli nigdy stawać przed takimi dylematami.

Sam Mario Escobar przyznaje, że w jego twórczości pisarskiej ta książka pozostanie w jego pamięci jako książka, którą najtrudniej było mu napisać, w całej zawodowej karierze. Autor do głębi starał się oddać ducha Helene Hanneman. I myślę, że udało mu się to w pełni zrealizować. Dzięki tej książce pamięć o heroicznym czynie napędzanym siłą macierzyńskiej miłości już na zawsze pozostanie w pamięci czytelników. Mario Escobar porusza najdelikatniejsze struny naszych emocji, a postawa Helene udowadnia, iż ludzka godność ma najwyższą wartość. Kołysanka z Auschwitz to niezwykła książka będąca świadectwem bezgranicznej matczynej miłości. I choć druty wyznaczały granicę wolności, miłość matki nie miała granic. Warto sięgnąć do tej historii bowiem dzięki niej możemy uświadomić sobie, że matczyna miłość nie zna granic i sięga wyżej niż obozowe druty.

Ocena: 6/6
©Czyt-NIK
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć