Cisza białego miasta
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.32 / 5.00
liczba ocen: 3933
Ilość stron (szacowana): 576
najlepsza cena! w historii śledzenia
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
-40% 23.90 zł
39.90 złpremium: 23.94 zł
25.94 zł
29.93 zł
33.92 zł
Pozostałe księgarnie
31.41 zł
31.56 zł
31.92 zł
31.92 zł
33.56 zł
35.91 zł
39.90 zł
39.90 zł
39.90 zł
Opis:
Pierwsza część fenomenalnej TRYLOGII BIAŁEGO MIASTA, pełnej mrocznych rodzinnych tajemnic, baskijskiej kultury i tradycji

Mieszkańcami hiszpańskiej Vitorii wstrząsa wiadomość o podwójnym morderstwie, łudząco podobnym do brutalnych seryjnych zbrodni sprzed dwudziestu lat. W tym samym czasie na swoją pierwszą przepustkę z więzienia ma wyjść skazany za tamte zabójstwa Tasio Ortiz de Zárate. Wracają stare obawy i strach, ludzi zaczyna ogarniać przerażenie.

Unai López de Ayala, „Kraken”, śledczy specjalizujący się w profilowaniu kryminalnym, stara się zapobiec kolejnym zabójstwom. Jego metody pracy nie podobają się Albie, podkomisarz, z którą utrzymuje dwuznaczne relacje… Rozpoczyna się wyścig z czasem, niebezpieczeństwo czai się za każdym rogiem, a każdy dzień przynosi kolejny zwrot w śledztwie.

Seryjny morderca dbający o każdy szczegół makabrycznych zbrodni i profiler, który potrafi dotrzeć do najmroczniejszych zakamarków ludzkiego umysłu. Który z nich wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko?

„Fascynowała mnie dziwna symetria wydarzeń. Podwójne ofiary, w wieku kończącym się na zero albo na pięć… Zabójca i policjant o identycznym wyglądzie… To, że morderstwa ustały, kiedy Tasio trafił do więzienia, i to, że zostały wznowione, kiedy miał z niego wyjść… Fascynowała mnie i – przyznam szczerze – spędzała mi sen z powiek”.

 
CYTATY:
Rozmowę kontroluje ten, kto mówi mniej.
Czasami pamięć wbija pinezki w nieistotne momenty z przeszłości i utrwala je na zawsze, chociaż "na zawsze" to bardzo dużo czasu.
Recenzje blogerów
Opowieść, która nie ma prawa istnieć

Fiestas de la Virgen Blanca – hiszpańskie święto obchodzone w sierpniu w stolicy Kraju Basków, Vitorii. To właśnie popularna La Blanca, w trakcie której ulice Vitoria-Gasteiz zapełniają się tłumami świętujących mieszkańców, stanowi scenerię dla ekscytującego kryminału Cisza białego miasta, którym to Eva García Sáenz de Urturi, rozpoczyna niesamowicie wciągający cykl kryminalny.

OPOWIEŚĆ, KTÓRA DE FACTO NIE ISTNIEJE

Hiszpańska pisarka zaskakuje już na wstępie, gdyż zamiast skorzystać z tradycyjnej i tym samym bezpiecznej narracji, oddaje głos bohaterowi, który fizycznie nie ma prawa opowiadać tej historii. Unai López de Ayala to z pewnością doświadczony i mocno zaangażowany w śledztwo profiler, to także wyjątkowo rzetelny narrator, ale jak pokazuje szokujący prolog, Unai to przede wszystkim pogrążona w śpiączce ofiara seryjnego mordercy. Mordercy, o którym opowiada czytelnikowi z zaskakującą wręcz dokładnością. Początkowo zabieg ten może wydać się ryzykowny, autorom nie zawsze udaje się wykorzystać potencjał narracji pierwszoosobowej, ale Eva García Sáenz de Urturi robi to właściwie bezbłędnie. Narrator okazuje się bowiem niezwykle rzetelny w swojej opowieści, przybierając w oczach odbiorcy wizerunek niemal wytrawnego gawędziarza.

"TUTAJ KOŃCZY SIĘ TWOJE POLOWANIE, TUTAJ ZACZYNA SIĘ MOJE"

Unai López de Ayala opowiada swoją historię z tak dużym zaangażowaniem, że czytelnik zwyczajnie chce jej słuchać. Co ciekawe, autorka regularnie przeplata jego opowieść z wydarzeniami sprzed kilkudziesięciu lat, które dla odmiany relacjonuje tradycyjny narrator. Prowadzący obecne śledztwo Unai skupia się w dużej mierze na śladach, które morderca celowo pozostawia na kolejnych miejscach zbrodni. Bohater ten szybko dostrzega ich zbieżność z paskudną sprawą, która wiele lat temu spędzała sen z powiek nie tylko jemu, ale prawdopodobnie wszystkim mieszkańcom Hiszpanii. Pojawiając się na miejscu zbrodni, każdorazowo kieruje do seryjnego mordercy słowa modlitwy, której treść potwierdza, jak bardzo zależy mu na schwytaniu okrutnego sprawcy. „Tutaj kończy się twoje polowanie, tutaj zaczyna się moje” – wypowiadana przez profilera myśl świadczy nie tylko o jego bojowym nastawieniu, ale też staje się jego znakiem rozpoznawczym, szczególnie dla poznającego go sukcesywnie odbiorcy.

"OTWÓRZ OCZY, #KRAKEN"

Autorka barwnie opisuje nie tylko samego narratora, ale także innych bohaterów, wśród których warto wyróżnić kreację podkomisarz Alby, utrzymującej z profilerem mocno dwuznaczne relacje, a także skazanego za dawne zabójstwa Tasia Ortiza de Zárate, którego postać w tej historii zdaje się mieć największe znaczenie. Przebywający w zakładzie karnym Tasio ewidentnie ma kontakt ze światem zewnętrznym, ma też zaskakująco dużą wiedzę o kolejnych zbrodniach, dzięki czemu może jawnie prowokować zagłębionego w trudnym śledztwie profilera. Wykorzystując siłę mediów społecznościowych, zwraca się do śledczego poprzez własne konto na Twitterze i używając jego dawnego przezwiska Kraken, zdaje się go nie tyle drażnić, co wręcz śmiać mu prosto w twarz. Tasio jest cwany i nieobliczalny, ale trzeba przyznać, że to właśnie dzięki niemu śledztwo nieustannie posuwa się do przodu. Aktywny udział tego bohatera z pewnością stanowi smakołyk dla czytelnika, pytanie tylko, czy rzeczywiście to sam Tasio kontaktuje się z profilerem?

ŚWIĘTO BIAŁEJ PANIENKI

Eva García Sáenz de Urturi doskonale rozdziela proporcje między warstwę kryminalną i obyczajową, zauważalnie dba o równomierny bieg akcji, właściwe tempo oraz optymalnie zgrane dialogi, ale jednocześnie nie zapomina o opisach bogatej scenerii. Można oczywiście łudzić się, że ta powieść budziłaby równie duży zachwyt, gdyby umieścić jej akcję w egzaltowanej Francji lub mocno romantycznych Włoszech – te kraje dostarczają przecież równie niesamowitych wrażeń – ale jestem przekonana, że to właśnie magiczny klimat samej Vitorii – Vitorii pochłoniętej obchodami święta Białej Panienki i Vitorii obsypanej wieloznacznymi muralami – sprawia, że Cisza białego miasta jest w każdym calu książką niezwykłą, osobliwą i ekscytującą.

Ocena: 5+/6
©Mozaika Literacka
Wyobraź sobie, że umierasz. I nie jest to zwyczajna śmierć. Twój największy koszmar właśnie się spełnia, a Ty nie możesz temu zapobiec. Nie toniesz, nie jesteś ofiarą kolejnego wypadku na drodze. Nie płoniesz. Twoje gardło puchnie od pszczelego jadu, a Ty umierasz w męczarniach. Apitoksyna obecna w Twoim organizmie sprawia, że się dusisz. Wyszukany sposób na śmierć, a to jedynie wyobrażenie…

Po dwudziestoletniej odsiadce seryjny morderca ma wyjść właśnie na pierwszą przepustkę. W tym czasie całą Vitorią wstrząsa informacja o zabójstwie. W Starej Katedrze zostają znalezione zwłoki pary dwudziestolatków z pożądlonymi przez pszczoły gardłami. Problem w tym, że nie będą oni jedyni… Śledczym prowadzącym sprawę jest Unai López de Ayala, który specjalizuje się w profilowaniu kryminalnym. Rozpoczyna się walka z czasem, z przeciwnikiem, którym jest wilk w owczej skórze. Istnym kameleonem. Ta sprawa wydobędzie z ludzi to, co najgorsze. W pewnym momencie nic już nie jest niewinne. To prawda. Na kartach tej prawie sześćset stronicowej powieści, pierwszego tomu Trylogii Białego Miasta, dzieje się wiele rzeczy, które sprawiają, że zastanawiamy się nad istotą człowieczeństwa oraz tego, do czego zdolny jest człowiek podsycany nienawiścią. Praktycznie do wszystkiego. Nie oszukujmy się, autorka pokusiła się o dość wyszukaną metodę uśmiercenia wykreowanych przez nią postaci. Jest to brutalne zagranie, a zarazem rzadko spotykane w powieściach kryminalnych. Cieszy mnie fakt, iż pisarka pokusiła się o taką oryginalność, którą z powodzeniem łączy ze schematami znanymi głównie z kryminałów. I choć już w połowie historii z łatwością możemy się domyślić, kto jest seryjnym mordercą, Eva García Sáenz de Urturi tak konstruuje zagadkę, że po pewnym czasie nawet tego nie jesteśmy pewni w stu procentach. Autorka idealnie odwzorowała postać wilka w owczej skórze. Psychopaty, którego nie sposób jest wychwycić. Osobnika zawsze będącego o krok do przodu, który nie cofnie się przed niczym. Mamy do czynienia z bardzo dobrze wykreowanym portretem psychologicznym takiej osoby. Co ciekawe, Cisza białego miasta ukazuje również znakomity obraz hiszpańskiego społeczeństwa, jak i przedstawia nam urok Vitorii, miasta położonego w północnej Hiszpanii, stolicy prowincji Álava i wspólnoty autonomicznej Kraju Basków. Ja zazwyczaj nie gustuję w tego typu klimatach i nie interesuję się zbytnio okręgiem Półwyspu Iberyjskiego, a mimo wszystko ogromnie zaciekawiło mnie to, jak pisarka ukazuje swój kraj z własnego punktu widzenia. Uważam, że jest to na tyle zbilansowane, iż bardzo dobrze łączy się z głównym wątkiem kryminalnym. Opisy nie przytłaczają i przede wszystkim nie nudzą. Uważam, że styl oraz umiejętność kreowania nieoczywistych historii Evy Garcii Sáenz de Urturi to ogromna zaleta, bo choć możemy się domyślić kto jest mordercą, jak i motywu zbrodni, tak zakończenie wprawiło mnie w osłupienie, a to się naprawdę rzadko zdarza. Ponadto w książce bardzo ważną rolę odgrywa symbolika oraz liczne nawiązania do różnorakich legend, oraz mitologii — nawet nordyckiej, choć w niektórych przypadkach ograniczają się one do jednej tylko rzeczy, jak np. pseudonim głównego bohatera „Kraken”, czy już w szerszym stopniu eguzkilore — kwiaty, które bliżej nam znane będą pod nazwą „dziewięćsił bezłodygowy”. Co one symbolizują? Eden, gdzie żyła para, zanim została wygnana z raju. To symbol uniwersalny, a zarazem bardzo intymny. Jednocześnie uważam, że nie brakuje tutaj rzeczy, które można było rozegrać troszkę inaczej, lub niektóre wątki rozwinąć. Pisarka jest absolwentką optometrii, która po studiach pracowała w branży optycznej, następnie zaczęła wykładać na Uniwersytecie w Alicante. W swoją powieść wplata jeden wątek związany z jej zawodem, który ku mojemu rozczarowaniu został przedstawiony bardzo pobieżnie, a który można było rozwinąć i przedstawić bardziej szczegółowo. Moją uwagę przykuł też fakt, iż większość świadków oraz podejrzanych w sprawie, albo naczytało się zbyt wiele kryminałów, albo ma wrodzoną zdolność prowadzenia śledczych jak psy na smyczy. Miałam momentami wrażenie, że role jakby się odwróciły, co lekko mnie irytowało. Mimo wszystko minusów jest tutaj zdecydowanie mniej, niż plusów, dlatego swojego zdania nie zmienię. Na takie kryminały chce się trafiać jak najczęściej. Jest to zdecydowanie mocny początek tego roku i już czekam na kolejną część.

Ocena: 5+/6
©Marionetka Literacka
Każda zbrodnia ma swojego autora i motyw, lecz nie zawsze oba te elementy szybko zostają zidentyfikowane. Niekiedy pod jednym i drugim kryje się kolejne dno i maska, a każde zawiera w sobie cząstkę nieznanej ogółowi prawdy. Jeśli ktoś skupi się jedynie na tym, co zauważalne jest na pierwszy rzut oka może mylnie odczytać tropy, a od tego już krok by dać się zmylić.

Dwie dekady spokoju, lecz przeszłość nie została zapomniana, a teraz znowu daje o sobie znać. Dwadzieścia lat temu monumentalną Vittorią wstrząsnęła seria brutalnych morderstw, osoba sprawcy także była szokiem dla mieszkańców. Teraz znowu wracają reminenscencje tego, co miało miejsce, zwłaszcza, że morderca ma wyjść na wolność. Policjanci muszą wrócić do serii zabójstw z powodu nowych ofiar. Zabójca jeszcze nie opuścił więzienia, a już niepokój zagościł w umysłach Vittoryjczyków. Unai Lopez de Ayala, profiler i śledczy stoi przed trudnym zadaniem, czuje, że to dopiero początek nowego łańcucha zbrodni, jak długi będzie to zależy od niego i współpracowników. Sprawca niczego nie ułatwia, nie zostawia po sobie żadnego śladu, poza oczywiście zamordowanymi. Niezwykle brutalny sposób wydaje się naśladowaniem poprzedniej serii, lecz czy tak jest faktycznie? Kim jest ten, który przywołał dawne demony? Na to pytanie starają się odpowiedzieć media, policja i przede wszystkim Unai, dla niego to sprawa więcej niż priorytetowa. Jednak odkrycie prawdy nie należy do zadań łatwych, zwłaszcza gdy osobiste dramaty są jeszcze bardzo świeże. Dzień za dniem składa z detali obraz, w jakim cały czas brakuje kluczowego elementu, czy jest już blisko niego? Ile jeszcze osób jest na liście sprawcy i kto będzie następny? To, co już wiadomo nie nastraja optymistycznie, zaklinanie rzeczywistości nic nie da, śmiertelna wyliczanka wciąż jest powtarzana.

Jeśli oczekujecie bardzo szybkiej akcji, która przyniesie prawie od razu odpowiedzi na pytania to przy „Ciszy białego miasta” musicie uzbroić się w cierpliwość. Jednakże ta ostatnia zostanie wynagrodzona niesztampową zagadką, a raczej zagadkami, oraz intrygującym śledztwem. Jeżeli do tego dodać monumentalność zabytków Vittorii oraz surowość hiszpańskich wiejskich krajobrazów to otrzymujemy lekturę, dla której warto zarezerwować czas i delektować się suspensem, nie skupiającym się tylko w jednym wątku, lecz odnajdujemy go w kilku. Autorka w pierwszej części trylogii rozpoczęło sporo tematów, jedne pozostawiając w zawieszeniu bądź niedopowiedzeniu, inne kończąc. Zręcznie powiązano folklor oraz historię lokalną z kryminalną stroną, co stanowi mocną stronę powieści. Wielowiekowe mury stanowią doskonałą oprawę dla zbrodni, dochodzenia, a przede wszystkim dla postaci, wykreowanych z cieniem sekretów, mających za sobą życiowe i zawodowe doświadczenie. Eva Garcia Saenz de Urturi postawiła na detale, nie da się ich nie zauważyć, tak samo jak drobiazgowych opisów kulis, drugiego planu oraz przeszłości, która w tym wypadku odgrywa jedną z kluczowych ról. Ponad pięćset stron gwarantuje kryminalną ucztę na najwyższym poziomie, w jakiej jest miejsce na przystawkę, danie główne i deser oraz wiele kontrastowych smaków. Warto zarezerwować sobie czas na lekturę, tak by nie być zmuszonym na jej przerywanie, chociaż podzielona także zachowuje swoją moc. Cisza białego miasta to nie tylko wciągający thriller, lecz również początek trylogii lub raczej prawdziwej sagi kryminalnej, której dalszego ciągu możemy na razie domniemywać, a jest co najmniej kilka punktów, mogących dać równie satysfakcjonujący suspens.

Ocena: 6/6
©Taki jest świat
Moim zdaniem to będzie jedna z gorętszych kryminalnych premier tego roku. I, wierzcie mi, wcale nie przesadzam. Przed Wami bardzo wciągający pierwszy tom hiszpańskiej trylogii, który do polskich czytelników trafi pod koniec lutego. Przez tę historię zarwiecie noc!

Tutaj się kończy twoje polowanie, tutaj zaczyna się moje.

W hiszpańskiej Vitorii dochodzi do makabrycznej zbrodni – w Starej Katedrze ktoś porzuca nagie zwłoki pary dwudziestolatków, ułożone w charakterystycznej pozie, z pożądlonymi przez pszczoły gardłami. Morderstwo do złudzenia przypomina serię sprzed dwudziestu lat, za którą do więzienia trafił przebiegły Tasio Ortiz de Zárate. Czy to możliwe, że jakimś cudem udało mu się dokonać mordu zza krat? A może ma godnego siebie naśladowcę? Na te pytania spróbuje odpowiedzieć profiler kryminalny Unai López de Ayala (nazywany Krakenem), który bardzo szybko przekona się, że morderca wciągnął go w brutalną, bezwzględną i bardzo osobistą grę. Śledczy będzie musiał się zmierzyć nie tylko z morderczym okrucieństwem, lecz także z demonami przeszłości.

Nie wiem, czy też tak macie, ale im bardziej coś jest zachwalane, z tym większą ostrożnością i podejrzliwością do tego podchodzę. Tak też było tym razem. Jeszcze zanim Cisza białego miasta trafiła w moje ręce, nasłuchałam się samych zachwytów, zresztą popartych sprzedażą w Hiszpanii, gdzie powieść, a później cała trylogia, szturmem wdarła się na listy bestsellerów (w ciągu pięciu miesięcy od premiery pierwszego tomu kupiło go siedemset tysięcy czytelników!). Czy mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego faktycznie mieli rację? Absolutnie tak!!! Dawno nie czytałam tak doskonale skrojonego, maksymalnie absorbującego i zaskakującego kryminału. Mimo solidnej objętości szybko ujrzycie ostatnią stronę (i tu brawa dla polskiej tłumaczki), bo z rozdziału na rozdział tak bardzo rośnie napięcie i zapętlają się wątki, że książka w pewnym momencie staje się nieodkładalna.

W Ciszy… przyciąga przede wszystkim świetnie poprowadzona historia seryjnego mordercy, które swoje zbrodnie zaplanował bardzo perfidnie i z niemal aptekarską dokładnością. Odkrywanie jego modus operandi, a także motywów nim kierujących, sprawia czytelnikowi niebywałą frajdę, ale jest też wcale nie łatwą łamigłówką – mimo iż od początku tak naprawdę nasza uwaga jest skierowana w stronę konkretnej osoby. Ciekawość dodatkowo podsyca wątek z lat siedemdziesiątych, który w pewnym momencie wskakuje w tę układankę niczym brakujący, a zarazem najbardziej kluczowy puzzel. Autorce wyśmienicie udała się również kreacja bohaterów, a zwłaszcza Krakena, który – jakże mogłoby być inaczej – nosi w sobie tajemnicę i związaną z nią traumę. Jego prywatna historia jest równie ekscytująca i przede wszystkim idealnie uzupełnia się z głównym wątkiem. Dość skomplikowane relacje profilera z kilkoma kluczowymi dla fabuły postaciami skłaniają ponadto do ważnych refleksji, które nie zawsze – powiedzmy sobie szczerze – towarzyszą lekturze kryminałów.

To, co jeszcze w tej powieści zachwyca, to mocno wyczuwalna hiszpańska atmosfera, pełna baskijskiej kultury, tradycji i rozmaitych ciekawostek, także kulinarnych. Na początku trochę się bałam, że nagromadzenie tego typu drobiazgów przytłoczy fabułę i rozmyje to, co w niej najistotniejsze, na szczęście autorka wplotła je z wielkim wyczuciem, czyniąc z nich bardzo klimatyczne tło dla intrygi.

Z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnego tomu, a Wam już zazdroszczę, że tę lekturę macie jeszcze przed sobą.

Ocena: 6/6
©SieCzyta
Piszę te słowa na miesiąc przed premierą książki, tuż po jej lekturze. Nie lubię odkładać pisania opinii/recenzji (jakkolwiek to nazwiecie) w czasie - dużo szczegółów wówczas umyka, a i moim zdaniem "najlepsze" są te emocje zaraz po zakończeniu czytania (nawet, jeśli za pół roku stwierdzę, że miałam jakieś zaćmienie umysłu i książka wcale nie była taka emocjonująca). W każdym razie - emocje po Ciszy białego miasta są duże i uważam, że to kawał dobrej lektury, mimo że dostrzegam w niej kilka minusów.

Zaczynając jednak od początku - mamy końcówkę lipca, gdy Vitorią wstrząsa podwójne morderstwo, podobne do tych, które miały miejsce dwadzieścia lat wcześniej. W Starej Katedrze zostają znalezione zwłoki pary dwudziestolatków z pożądlonymi przez pszczoły gardłami. Problem polega jednak na tym, że sprawca tychże (Tasio) został za nie skazany i odbywa karę pozbawienia wolności. Śledczy Unai, specjalizujący się w profilowaniu kryminalnym, wraz ze swoją partnerką, pod kierownictwem nowej podkomisarz próbują zapobiec kolejnym morderstwom - podobieństwo do tych sprzed lat jest zbyt uderzające, by mówić tylko o przypadku. Jak jednak mogło do nich dojść, gdy Tasio przebywał w więzieniu? To stawia pod znakiem zapytania wszelkie dotychczasowe ustalenia w sprawie. Tasio, który ma właśnie wyjść na pierwszą przepustkę, chce pomóc naszemu śledczemu w znalezieniu mordercy, by oczyścić się z zarzutów - twierdzi, że dwadzieścia lat w więzieniu spędził niewinnie.

W sprawie pojawiają się nowe tropy i nowe... trupy. Sprawca działa schematycznie, kalkulując wszystkie możliwe wątki, które mogłyby doprowadzić do jego osoby. Unai, który nie może dojść do siebie po osobistej tragedii, za wszelką cenę chce doprowadzić sprawę do szczęśliwego finału. Nowa podkomisarz początkowo nie jest przychylna jego metodom działania, jednak to z biegiem czasu zaczyna się zmieniać.

Cisza białego miasta jest książką wielowątkową - autorka porusza wiele tematów, by jak najdokładniej i najwierniej przekazać czytelnikowi wizję wykreowanej rzeczywistości. Dzięki temu otrzymujemy naprawdę wyczerpujący obraz, jednak niektóre informacje mogą być przytłaczające, jak np. opisy architektury, czy samego miasta i obchodzonych przez Hiszpanów świąt. Dla zapalonych podróżników to zapewne nie lada gratka, jednak dla mnie były one męczące. Jedyne, co spróbowałam wygooglać, to Dom Migren w Vitorii, jednak niczego takiego nie znalazłam ;) Domyślam się, że autorka chciała pokazać także kulturę tego miasta, jak również życie ich mieszkańców i przyznać muszę, że jej się to udało, choć w moim odczuciu książka zawiera zbyt duże nagromadzenie tego typu informacji. Same natomiast wątki, składające się na całą fabułę, zostały opisane interesująco i wydaje się, że z rozmysłem.

Co do bohaterów - hiszpańskie imiona i nazwiska spowodowały, że początkowo nie wiedziałam, kto jest kim. Naprawdę mocno mieszały mi się imiona z nazwiskami, no ale taki urok już tych hiszpańskiego. Postać śledczego Unai została nakreślona ciekawie i charakterystycznie, choć miałam wrażenie, że czasami był zbyt wolny w rozumowaniu, jak na śledczego. Podkomisarz Alba jest dla mnie trochę enigmatyczną bohaterką i mam do niej ambiwalentne odczucia. Pomiędzy tą dwójką pojawił się oczywiście wątek romantyczny, jednak odniosłam wrażenie, że autorka nie do końca umie o nim pisać. W moim odczuciu co jakiś czas sobie przypominała "o, miałam pisać o romansie, a napiszę tu jakieś zdanko, nie wiem, może się masturbował? o, albo niech ona każe mu się w nią nie wgapiać na komendzie". Końcówka pod tym względem wypadła znacznie lepiej, niż początek i środek, więc jest nadzieja, że w kolejnych tomach wątek ten zostanie podany bardziej realnie.

Narracja jest poprowadzona dwojako. W czasach teraźniejszych jest pierwszoosobowa, z punktu widzenia Unai, natomiast wydarzenia z przeszłości opisywane są w formie trzecioosobowej. Niestety w tej narracji trzecioosobowej można było się pogubić, gdyż w sąsiadujących ze sobą zdaniach potrafiła przeskakiwać z głowy jednego bohatera do drugiego, co wybijało z rytmu. Nie zmienia to jednak faktu, że te wydarzenia z przeszłości dodają smaczku całej historii i dają czytelnikowi naprawdę niezłą zagwostkę. Autorka bardzo sprawnie łączy te dwie - wydawałoby się, że nie mające ze sobą nic wspólnego - historie i daje finał, który wyzwala właśnie te emocje, o których pisałam na początku. Zakończenie tej historii rekompensuje opisane przeze mnie minusy, które wydawałoby się, że nie pozwolą ocenić książki wysoko.

Historia, jaką wykreowała autorka, jest tak nieprawdopodobna, że wręcz genialna. Pojawia się oczywiście pytanie, czy pewne kwestie faktycznie mogą mieć miejsce z pewnego punktu widzenia (nie napiszę, jakiego, bo to mogłoby obnażyć istotną kwestię z książki), jednak wierzę, że autorka wykonała porządny research. Na szczęście nie ma tutaj tego uczucia kopnięcia w brzuch, gdy prawda wyskakuje jak Filip z konopi i nie można było się niczego wcześniej domyślać. Autorka zgrabnie podrzucała to tu to tam delikatniutkie wskazówki, w którą stronę rozwinie się historia, jednak dopiero po przewróceniu ostatniej kartki można zdać sobie z tego sprawę. Cisza białego miasta to naprawdę kawał dobrej roboty, a dla ostatnich dwustu stron zarwałam nockę, tak tam się działo.

Podsumowując - Cisza białego miasta to kolejna dobra pozycja dla fanów thrillerów, otwierająca 2019 rok. Bardzo się cieszę, że miałam możliwość przeczytać ją przedpremierowo, bo dzięki temu będę mogła Wam ją polecać. Nie zrażajcie się objętością tej książki - faktycznie ta historia tak wciąga, że kartki przewracają się same.

Ocena: 5/6
©Zakątek czytelniczy
Seryjny morderca, zawiła intryga, inteligentny śledczy, zwroty akcji. W Ciszy białego miasta mamy wszytko to, co poprawny kryminał zawierać powinien. Ale to nie szkielet i dobre podstawy czynią z tej powieści kryminał wyborny. To wypełnienie tegoż szkieletu w postaci rewelacyjnej kreacji postaci, specyficznego klimatu idealnie współgrającego z gorącem, duchotą hiszpańskich uliczek oraz realistyczne oddanie nastrojów, międzyludzkich relacji. kultury mieszkańców Vitorii sprawia, że Cisza białego miasta wyróżnia się na tle wydanych ostatnimi czasy kryminałów.

Zaczyna się od delikatnego tąpnięcia, bo narratorem powieści jest inspektor Ayala przebywający na oddziale intensywnej terapii z kulą w mózgu. Jego stan jest krytyczny, ale nic to! Nie przeszkadza mu to w snuciu ciekawej, zawiłej historii o tym "jak do tego doszło".
A kończy się wymownym "ojapierdykam!"

Miastem Vitoria wstrząsa informacja o podwójnym zabójstwie. Panika nabiera kuriozalnych wręcz rozmiarów z prostej przyczyny: zwłoki dwudziestoletniej dziewczyny i dwudziestoletniego chłopaka to kontynuacja serii morderstw do jakich dochodziło... dwadzieścia lat wcześniej. Żeby było ciekawie – seryjny morderca – Tasio Ortiz de Zarate – odpowiedzialny za te zbrodnie siedzi w więzieniu i na dniach ma wyjść na swoją pierwszą przepustkę. Pytanie jest proste: kto zabija? Czy wspólnik, czy naśladowca, a może osoba, która od samego początku stała za tą serią zabójstw? Sprawę przejmuje profiler Unai Lopez de Ayala (zwaby także Krakenem), który próbuje nie tylko powstrzymać szaleńca przed kontynuacją planu, ale uporać się z mocno skomplikowaną, pełną zawirowań sytuacją osobistą. Na dokładkę dostajemy historię z przeszłości, która nakierowuje nasz tok myślenia na logiczne! no przecież! rozwiązanie.

Pewne jest, że dokonuje zamachu na nasze rytuały, nasze zwyczaje, nasze historyczne zabytki. Ten gość nienawidzi wszystkiego, co ma związek z Vitorią.

Prawie sześćset stron doskonałej lektury, która zabiera nas na rozpalone słońcem hiszpańskie uliczki, wypełnione gwarem i ludzką życzliwością kawiarnie, dające wytchnienie od codziennego skwaru chłodne wnętrza kościołów. Autorka w bardzo plastyczny sposób przybliża nam codzienność mieszkańców Vitorii, w której przyjaźń, lojalność, honor i bezinteresowność wciąż nie są pojęciami abstrakcyjnymi.
Zagadka kryminalna jest dopracowana i wiarygodna. Nie ma nic gorszego niż przekombinowany, pełen supłów kłębek intrygi, który nawet po rozwinięciu – wyjaśnieniu nadal jest pełen nieścisłości.
Zarówno watek obyczajowy z lat siedemdziesiątych jak i dylematy moralne, życie prywatne Krakena były naprawdę interesujące. Niekiedy... nawet bardziej niż rozwiązanie zagadki kryminalnej.

Eva Garcia Saenz de Urturi skupiła się na motywach, omijając pikantne szczegóły z sekcji zwłok oraz epatujące brutalnością tortury, co cieszy mnie niezmiernie. Odnoszę wrażenie, że w literaturę kryminalną wkradł się niepokojący trend, w którym to miałką fabułę i mizerne zdolności językowo – stylistyczne autora zastępują szokujące opisy ofiar i tortur. Dlatego właśnie Cisza białego miasta tak bardzo przypadła mi do gustu – to kryminał piękny pod względem językowym, pozbawiony obrzydliwych, zbędnych relacji z miejsca zbrodni, sięgający trochę głębiej niż "zabił, bo tak".

Czasami wystarczy nadstawić ucha i słuchać. Ci, którzy zetknęli się z mordercą, często mają sporo do powiedzenia, tyle że my, śledczy, nie traktujemy ich poważnie, uważamy się za ekspertów, chociaż nie znamy napastników ani ofiar, w przeciwieństwie do ich otoczenia.

Polecam. Zdecydowanie, intensywnie i hurraoptymistycznie polecam!

Ocena: 5+/6
©Tylko skończę rozdział
Cisza białego miasta to pierwszy kryminał, przeczytany przeze mnie w 2019 roku. Cieszę się, że trafiłem właśnie na tę książkę, bo dzięki niej odżyła we mnie, nadwątlona ostatnio przez dużą ilość dość podobnych do siebie historii, miłość do tego gatunku literatury.

W Hiszpanii, przed obliczem baskijskiego słońca, w cieniu baskijskich zabytków, twa wyścig seryjnego mordercy z stróżami prawa. Morderca jest recydywistą i po 20 latach od osadzenia, ponownie paraliżuje Vitorię. Jest jednak jeden szkopuł. Ten, który ma dokonywać morderstw… jeszcze nie wyszedł z więzienia. To stanie się dopiero za kilka dni. Ludzie jednak giną, zawsze dwójkami, zawsze dziewczyna i chłopak, zawsze w odpowiednim wieku, zawsze w odpowiedniej pozycji i zawsze bez śladów walki.

Ludzie ze skazą są niebezpieczni, bo wiedzą, że potrafią przetrwać.

Czy profilerowi Unai, młodemu śledczemu, który o zbrodniach sprzed lat dowiedział się jeszcze podczas nauki w szkole policyjnej, uda się rozwiązać zagadkę? Od razu mówię, że uda się. W tego typu książkach udaje się zawsze. Droga będzie jednak kręta i wyboista, wijąca się jednak przez piękne miasto i równie uroczą okolicę. Autorka bardzo się napracowała, aby oddać specyfikę regionu, wraz z jego tradycją, sztuką kulinarną, architekturą oraz społecznością.

Nie można zbudować tamy na morzu ani wstawić drzwi na polu.

Historia jest właściwie pozbawiona wad. Fabuła jest spójna, logiczna i ciekawa. Jeśli ktoś oczekuje nieoczekiwanych zwrotów akcji, nie zawiedzie się. Modus operandi jest bardzo, muszę przyznać, bardzo oryginalne. Ciekawa jest również narracja, która przeskakuje z czasów współczesnych do czasów poprzedniego pokolenia. Na uwagę zasługuje też kreacja bohaterów. Autorka na tyle dobrze skroiła osobowości, że czytelnik jest w stanie się emocjonalnie związać. Nie jest to może duża zażyłość, ale zawsze.

Jedyny zgrzyt jaki miałem, to „hiszpański temperament”. W dość jednak poważnej książce zdanie, w którym bohaterowi o mało co nie eksplodują gonady, wydało mi się groteskowe. A takich „uniesień” jest kilka? A może to zwyczajnie niezbyt trafne tłumaczenie?

Całość oceniam bardzo pozytywnie. Jeśli ktoś się zastanawiał nad tą książką, to niech przestanie i zacznie ją czytać.

Ocena: 5/6
©Blog PanCzyta.pl
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Wizyta w słonecznej Hiszpanii, która zmrozi Ci krew w żyłach!

    Rewelacyjny thriller osadzony w zupełnie mi dotąd nieznanych baskijskich klimatach. Mroczne sekrety, rodzinne tajemnice i okrutne zbrodnie, znajdziesz tu wszystko, czego można oczekiwać od powieści z tego gatunku, a nawet więcej. Mamy też zwroty akcji, fałszywe tropy, niejasne podejrzenia i parę śledczych, gnębionych przez własne demony. Wszystko to ukazane na tle lokalnego, niezwykle barwnego folkloru sprawia, że ciężko się od tej powieści oderwać. Z niecierpliwością czekam na kolejne części trylogii.

Inne proponowane
Warto zerknąć