Cymanowski Młyn
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.36 / 5.00
liczba ocen: 656
Ilość stron (szacowana): 420
najlepsza cena! w ostatnich dwóch tygodniach
SMARTIDEAS#Google Analytics
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
26.90 złpremium: 16.14 zł
20.45 zł
22.87 zł
26.90 zł
26.90 zł
Pozostałe księgarnie
20.44 zł
20.45 zł
21.18 zł
22.33 zł
22.51 zł
23.94 zł
24.21 zł
24.50 zł
26.90 zł
26.90 zł
Opis:

Małżeństwo Moniki i Macieja przechodzi głęboki kryzys. Wyjazd, który miał ratować związek, okazuje się początkiem trudnych do wyjaśnienia zdarzeń. Na światło dzienne wypływają przerażające wspomnienia o krwawych zbrodniach sprzed lat… Znakomite połączenie powieści obyczajowej i thrillera duetu pisarskiego Witkiewicz–Darda. Lektura na najwyższym poziomie emocji!

Monika i Maciej łudzą się, że tajemniczy prezent: urlop w leśnym pensjonacie, z dala od ludzi i cywilizacji, może jeszcze wszystko uratować. Początkowo ulegają romantycznym chwilom, jednak nagły wyjazd Macieja budzi demony przeszłości. Łukasz, przystojny syn właściciela, do złudzenia przypomina Monice jej byłego narzeczonego. Czy to tylko przypadkowe podobieństwo?
Wyjazd, który miał ratować związek, okazuje się początkiem trudnych do wyjaśnienia i niepokojących zdarzeń. Nic nie jest oczywiste, bohaterowie głęboko skrywają tajemnice, a na światło dzienne wypływają przerażające wspomnienia o krwawych zbrodniach sprzed lat.
Kim tak naprawdę jest Łukasz? Czy małżeństwo Moniki i Maćka przetrwa próbę sił? I jaką rolę pełni dziewczynka ze starej wyblakłej fotografii?

CYTATY:
Czasem los wie lepiej od nas, co jest nam potrzebne w życiu i kieruje nasze kroki tam, gdzie możemy to dostać.
Czasem lepiej być samemu niż z kimś, z kim się zupełnie nie chce być. Jak jesteś z kimś, kogo nie kochasz, blokujesz sobie szansę na prawdziwą miłość i szczęśliwą przyszłość.
Czasem tak już jest, że złe rzeczy są początkiem czegoś dobrego.
Recenzje blogerów
Czasem lepiej być samemu niż z kimś, z kim się zupełnie nie chce być. Jak jesteś z kimś, kogo nie kochasz, blokujesz sobie szansę na prawdziwą miłość i szczęśliwą przyszłość.

Po lekturze Pudełka z marzeniami i cyklu Wyręby oraz Zabij mnie, tato uznałam, że nie mogę przejść obojętnie obok tego pisarskiego duetu. Byłam bardzo ciekawa, jak wypadnie wspólna powieść specjalistki od dobrych zakończeń i mistrza grozy. Co wynikło z tego niecodziennego połączenia? Z pewnością nie do końca to, czego się spodziewałam. Atmosfera wywołująca gęsią skórkę i dreszcze, którą pamiętałam z Wyrębów, została mocno polukrowana, prawdopodobnie za sprawą pióra Magdaleny Witkiewicz. Nie jestem pewna, czy o to chodziło w tej literackiej unii...

Monika i Maciej przechodzą poważny kryzys. Ich małżeństwo wisi na włosku i wcale nie zanosi się na to, by miał się wydarzyć jakiś cud, ratujący sytuację. Pewnego dnia znajdują w skrzynce na listy voucher na darmowy pobyt w nieznanym im pensjonacie na Kaszubach. Nie mają pojęcia, kto sprezentował im ten wyjazd, ale postanawiają się tam wybrać, by podjąć próbę ratowania związku. Na miejscu czeka na nich właściciel, pan Jerzy Zawiślak, a także całe połacie odludnych przestrzeni. Widoki jak z bajki, zerowy zasięg telefonu, brak Internetu, cisza, spokój i... bagna, na których podobno straszy niejaka Helenka. Wkrótce do pensjonatu wraca z podróży syn właściciela, Łukasz. Przystojny i sporo młodszy od małżonków mężczyzna zajmuje się w agroturystyce końmi. I nie tylko nimi.

Mijają zaledwie trzy dni, kiedy okazuje się, że Maciej musi niespodziewanie wrócić do Warszawy, by pomóc w czymś wspólnikowi. Monika jest wściekła! Przecież to miały być ich dwa tygodnie na odnowienie więzi, a tymczasem jej mąż korzysta z pierwszej możliwości, by uciec do miasta. I zostawia ją samą z dwoma obcymi facetami. I z legendami o niebezpiecznych bagnach, na których zaginęło już kilka osób. A w dodatku w pensjonacie znajduje się biblioteczka pełna okultystycznych publikacji...

Akcja w powieści nie jest bardzo dynamiczna, a atmosferze brakuje sporo do grozy. Pierwsze dwieście stron to typowo obyczajowa historia dwójki głównych bohaterów, którzy trochę pogubili się w życiu. W okolicach tej dwusetnej strony zaczęłam się niecierpliwić, ale i tak miałam w planie doczytać książkę do końca, więc czekałam na rozwój wypadków, wyłapując przy okazji drobne "smaczki", niepostrzeżenie zagęszczające atmosferę. W okolicach 250 strony pióro Dardy wreszcie przebiło się przez warstwy lukru, więc nie traćcie nadziei podczas lektury. Nie mogę napisać więcej, bo za dużo bym zdradziła. W każdym razie fabuła nabiera rumieńców, więc finał zdecydowanie podniósł mi ciśnienie.

Niższa ocena za zbyt mało grozy w powieści, a także za słabe zaangażowanie korekty. Wiem, powtarzam się, ale nic nie poradzę na to, że irytują mnie częste literówki i pogubione wyrazy.

Najgorszą rzeczą w życiu chyba jest nie wiedzieć, czego się chce.

Ocena: 4/6
©Bibliotecznie
Bardzo byłam ciekawa co wyjdzie z połączenia pióra Magdaleny Witkiewicz oraz Stefana Dardy. Powieść obyczajowa z elementami thrillera, czy raczej historia grozy z wątkiem obyczajowym? W którą stronę skłaniają się autorzy?

Cymanowski młyn w początkowej fazie nie ma w sobie nic przerażającego.
Poznajemy Macieja i Monikę, którym tajemniczy ofiarodawca, podarował wycieczkę, z którą oboje wiążą nadzieje na naprawę relacji w swym małżeństwie.
Jednak już w momencie przyjazdu na miejsce, historia nabiera rumieńców. Powoli, coraz intensywniej odczuwamy klimat tajemnicy, który otacza czytelnika z każdej możliwej strony.
Niemal wszyscy bohaterowie zdają się coś ukrywać. Właściciel pensjonatu – Jerzy, jego syn – Łukasz, Maciej, jak i w końcu sama Monika.
Również miejsce, w którym rozgrywa się akcja skrywa swe sekrety, mroczne Pomarlisko i związana z nim tragiczna historia, tajemnicza fotografia młodej dziewczyny i jej przerażające widma. W końcu, mamy również owiany legendą skarb i zdesperowanego na punkcie kosztowności Jerzego.

Bardzo dobrze autorzy ukazują, do czego posunąć się może człowiek z miłości od syna. Jak bardzo stara się ukształtować rzeczywistość pod szczęście własnego dziecka.
Starzec w swych poczynaniach kieruje się cały czas ojcowską miłością. Z całego serca pragnie dla niego dobrego życia.
To moim zdaniem najciekawsze postać tej książki. Najbardziej tajemnicza, najmroczniejsza, mimo, iż jej działaniem kierują poniekąd szlachetne pobudki.

W miarę rozwoju akcji tej powieści, narasta również towarzyszące jej napięcie. Sprzyja temu rewelacyjne oddany krajobraz i aura miejsca, w którym rozgrywa się akcja książki. Wkrótce z bohaterami, szczególnie z Łukaszem, zaczyna dziać się coś dziwnego. Jego upodobanie do okultyzmu otwiera mrocznej sile drzwi do świata żywych…
Ten wątek jest zdecydowanie najmocniejszy i najbardziej trzyma w garści czytelnika. Sprzyja temu wieloosobowa narracja, dzięki której możemy obserwować nie tylko różne punkty widzenia danej sytuacji, ale też powolny wpływ zaświatów na sposób postępowania bohaterów.

Motywem, który z kolei mnie irytował, była Monika i jej ciągłe oddawanie się wspomnieniom minionej – pierwszej miłości. Retrospekcje te z biegiem czasu stają się po prostu nużące…
Wyidealizowana przez nią postać tragicznie zmarłego chłopaka, nie pozwala kobiecie na otwarcie się całkowite na nowy związek, nowe doświadczenia. Mam odczucie, iż jej mąż już na samym starcie był na przegranej pozycji. Zawsze porównywany do Piotra, z którym równać nie może się nikt. Jak się jednak okaże, tajemnice nie ominęły również i jego.

Często, w trakcie lektury zadawałam sobie pytanie: dlaczego gospodarze uparcie inwestują w pensjonat, choć od długiego czasu nie przynosi on zysku i patrząc w przyszłość, przy dobrych wiatrach, zwróci się gdy Łukasz będzie już sędziwym starszym panem? Wszak wszystko włącznie z zdradliwą przyrodą odstrasza turystów od tego miejsca… Los bywa jednak pokrętny, rzeczywistość zmienna, a przeznaczenie czyha na swe ofiary…

Świetnie wpasowuje się tutaj sparafrazowany przez autorów utwór zespołu SDM Z nim będziesz szczęśliwsza. Polecam odtworzyć sobie tę piosenkę w trakcie czytania Cynamowskiego…

Powieść Cymanowski młyn zdecydowanie ma klimat mroku, czegoś zagadkowego, niewytłumaczalnego, paranormalnego.
Groza w książce narasta stopniowo, tak, by w końcówce osiągnąć swe apogeum. Mimo wszystko jednak, ośmielę się określić ten tytuł jako mocniejszą powieść obyczajową, gdyż faktycznie występują tu elementy horroru i thrillera. W przeważającej części jest to jednak obyczaj. Chciałoby się krzyknąć: więcej grozy! Fragmenty te bowiem czytałam naprawdę z zapartym tchem.

Myślę, że w Cymanowskim młynie znajdą coś dla siebie zarówno miłośnicy literatury obyczajowej, jak i gatunku mocniejszego, choć ci drudzy mogą mieć lekki niedosyt…

To co, przyjmujecie zaproszenie?

Z nim będziesz szczęśliwsza
Dużo szczęśliwsza będziesz z nim
Ja, cóż – włóczęga, niespokojny duch
Ze mną można tylko
Pójść na Pomarlisko
I zapomnieć wszystko

Ocena: 4/6
©Miłość do czytania …
Bardzo byłam ciekawa jak można dorobić szczęśliwe zakończenie do thrillera?

No proszę, można!

Małżeństwo na skraju rozstania, otrzymuje w prezencie voucher na urlop, do pensjonatu na odludziu. W odruchu próby ratowania związku dwoje pracoholików postanawia zostawić pracę, jechać, wypocząć i może odnaleźć to, co ich kiedyś połączyło.

I na początku jest słodko.

Ale krótko.

A potem bywa różnie!

I czytelnik gubi się w sympatiach, niechęciach, domysłach i… lękach!

Specjalistka od szczęśliwych zakończeń i specjalista od dreszczowców napisali opowieść w której obyczajowo-romansowe perypetie przeplecione są solidną dawką grozy.

Nie lubię horrorów, opowieści o duchach, topielcach, okultyźmie itp., romansowe obyczaje też nie są moim ulubionym gatunkiem, ale muszę przyznać, że nie mogłam się oderwać. A dreszczyk po plecach przelatywał!

Co prawda, w niektórych momentach może bywało zbyt dosłownie, i wtedy z lęku nici. Bo lęk wzbudza to co ukryte poza kręgiem światła latarki, to co podpowiada nam wyobraźnia, pobudzona mgłą, skrzypieniem gałęzi, chlupotem bagien i krzykiem nieznanego nocnego ptaka! A nie oślizgła ręka truposza.

Wątek obyczajowy też niczego sobie, a słodkie zakończenie tym razem ma w sobie jednak łyżkę dziegciu. To dobrze, po tym wszystkim sama słodycz byłaby mdląca. Bardzo fajnie dwoje skrajnie różnych autorów splotło swoje gatunki, i efekt przekroczył moje oczekiwania.

Połknęłam w dwa dni.

Polecam!

Ocena: 5/6
©CzytAśka
Książka posiada skrajne opinie, według mnie dlatego, że nie jest to jeden gatunek literacki. Jest to połączenie thrillera, horroru z powieścią obyczajową. Trudno więc zadowolić czytelników i pani Magdy i pana Stefana. Z racji tego, że lubię i obyczaj i thriller byłam jej bardzo ciekawa.

Małżeństwo Moniki i Macieja przechodzi kryzys, każde z nich zajęte jest głównie pracą. Pewnego dnia otrzymują voucher na urlop w leśnym pensjonacie na Kaszubach, gdzieś z dala od ludzi i cywilizacji. Nie wiedzą, kto im go sprezentował, ale skoro już go dostali to wybierają się razem na wspólne wakacje. Liczą, że czas spędzony razem, bez telefonów, telewizji i innych ludzi pomoże im uratować to, co zostało z ich małżeństwa. Choć początek wakacji nie był udany potem jednak zaczyna się wszystko układać.

Niestety Maciej wkrótce wraca do Warszawy, ponieważ był wezwany pilnie do pracy. Monika ma ogromny żal do swojego męża, że ją zostawił samą. Spędza czas z Łukaszem, synem właściciela, który przypomina jej bardzo jej narzeczonego, który zginął w wypadku wiele lat temu.

Wyjazd, który miał naprawić małżeństwo okazał się wielką próbą dla ich związku. Czy podobieństwo Łukasza do dawnej miłości jest przypadkowe? Kim jest Łukasz? Dlaczego maż Moniki wyjechał i nie ma z nim kontaktu?

Rozdziały, które opowiada Monika o swoim czasie w Cymanowskim Młynie, są przeplatane z narracją trzecioosobową opowiadającą historią Zawiślaka, obecnego właściciela pensjonatu. Na pewno postać pana Jerzego jest wielkim zaskoczeniem tej książki.

Szczerze pisząc, książkę czytało mi się ciężko. Po dojściu do 50 strony zaczęłam czytać od nowa, bo miałam wrażenie, że nic nie rozumiem. Na pewno po spotkaniu autorskim byłoby mi łatwiej zrozumieć wiele rzeczy. Na szczęście druga połowa książki ratuje całość.

Nastawiałam się na więcej grozy, chciałam się bardzo mocno bać, a tak się nie stało i chyba dlatego byłam tak zawiedziona. Szczerze mówiąc czytając inne opinie myślałam, że będę się bała teraz lasu, bagien, ale raczej nie... Mam niestety wrażenie, że książki nie zapamiętam na długo.... Ogólnie czyta się to naprawdę szybko (II połowa), autorzy zaskakują kilkoma momentami, więc według mnie warto sięgnąć po tę książkę i samemu ocenić jak wyszło połączenie Pani Magdy - specjalistki od szczęśliwych rozwiązań z mistrzem horroru.

Na pewno zaciekawił mnie styl pisania Stefana Dardy i o ile nie lubię w książkach fabuły o zjawiskach paranormalnych to postaram się przeczytać coś innego tego autora. Wtedy dam Wam znać czy jest strasznie.

Ocena: 4/6
©Matka książkoholiczka
Cymanowski Młyn to chyba jedna z bardziej oczekiwanych przeze mnie pozycji wydawniczych w ostatnim czasie. I jak twórczość Magdaleny Witkiewicz jest mi znana, tak z książkami Stefana Dardy jest to moje pierwsze spotkanie. Co wniknęło ze współpracy dwóch pisarzy tak różnych od siebie gatunków?

Głównymi bohaterami powieści są Monika i Maciej. Małżonkowie na co dzień poświęcają się pracy i gonitwie wielkiego miasta, co powoduje coraz większy rozłam między nimi. Pewnego dnia dostają tajemnicze zaproszenie do gospodarstwa agroturystycznego na wypoczynek. Z dala od cywilizacji i innych ludzi, zbliżają się do siebie i udaje im się spędzić cudowne, romantyczne i pełne uniesień chwile. Niestety idylla nie trwa długo, ponieważ Maciej musi nagle wrócić do pracy. Czy ich małżeństwo przetrwa tą próbę? Nie jest to pytanie bezzasadne. Szczególnie że Monika pozostaje w pensjonacie sama z młodym synem właściciela Łukaszem, który coraz bardziej przypomina jej narzeczonego i wielką miłość z przeszłości. Tymczasem w gospodarstwie zaczynają dziać się dość niepokojące rzeczy i do głosu dochodzą mrożące krew w żyłach tajemnice.

Cymanowski Młyn to wspaniałe połączenie powieści obyczajowej i thrillera z elementami grozy. Trudno mi o jednoznaczną ocenę tej książki, z uwagi na to, że spodziewałam się czegoś innego. Z drugiej strony to w końcu nie wina książki, że miałam takie a nie inne oczekiwania. Nie mniej jednak uważam, że książka jest ciekawa. Podobał mi się pomysł, narracja podzielona na bohaterów, specyficzny klimat i stopniowe rozbudzanie ciekawości w czytelnikach w trakcie odkrywania kolejnych tajemnic. Trochę mniej podobali mi się bohaterowie (choć z psychologicznego punktu widzenia niezwykle ciekawi) i zakończenie. Myślę, że duet Witkiewicz & Darta sprawdził się znakomicie, choć rozumiem też, że wierni czytelnicy, któregoś z nich mogą się czuć lekko rozczarowani. Ja, mimo że spodziewałam się trochę czegoś innego, rozczarowana nie byłam. Tym bardziej z czystym sercem mogę Wam polecić tę książkę.

Ocena: 5/6
©Kocham Cię, moje życie
Sami stawiamy sobie ograniczenia, budujemy mur w głowie, przez który nawet nie próbujemy przeskoczyć. A może warto postawić wszystko na jedną kartę i po prostu być szczęśliwym?

Książki Pani Magdaleny Witkiewicz znam i czytam, Stefan Darda to dla mnie zupełne novum, chociaż muszę przyznać, że niejednokrotnie rzuciło mi się to nazwisko kiedy przeglądałam strony księgarni. Bardzo byłam ciekawa tej książki, bo już sam napis na okładce intryguje mistrzowskie połączenie thrillera i powieści obyczajowej. Czy faktycznie takie mistrzowskie, czy jak w większości przypadków, wiele hałasu o nic? Tym bardziej, że ostatni gdzie nie spojrzałam to biła po oczach okładka najnowszej książki duetu Witkiewicz & Darda.

Monika i Maciej, młode małżeństw z Warszawy niespodziewanie i zupełnie nie wiadomo od kogo dostaje voucher na pobyt w pensjonacie na Kaszubach. Nie układa im się ostatnio najlepiej i wyjazd postanawiają wykorzystać na odbudowanie wzajemnych relacji. Głusza i piękne okoliczności przyrody powinny temu sprzyjać tym bardziej, że oboje zostają odcięci od świata, bo w pensjonacie brak zasięgu i zero łączności ze światem ( kto był na Kaszubach to zna to doskonale). Początkowo wszystko układa się tak jak oboje zaplanowali, spędzają ze sobą mnóstwo czasu i wszystko zdaje się być na dobrej drodze, ale... idylla zostaje przerwana przez nagły wyjazd Maciej do Warszawy. Wyjazd ten powoduje całą lawinę zdarzeń z udziałem Moniki, budzą się demony przeszłości , wspomnienia i duchy, które nigdy nie powinny pojawić się znowu na powierzchni ziemi. Czy małżeństwo Moniki i Macieja przetrwa próbę? Czy uda im się odbudować to co zdaje się, że minęło bezpowrotnie? Czy tajemnice z przeszłości powinny ujrzeć światło dzienne. No i czy książka będzie miała szczęśliwe zakończenie jak na Panią Magdalenę przystało. O tym wszystkim dowiecie się sięgając po Cymanowski Młyn.

Książkę czyta się błyskawicznie, jest mrocznie i momentami przerażająco, a fabuła do samego końca nie jest przewidywalna, nie wiadomo kto ujdzie z życiem, a to pozostanie na bagnach otaczających Cymanowski Młyn. To książka zaskakująca i chyba jeszcze takiej na rynku wydawniczym nie było. I do tego napisana w taki sposób, że nie sposób odróżnić kto jest autorem poszczególnych scen. Jedynie wątki romantyczne i rozterki głównej bohaterki. jak się domyślam są autorstwa Pani Magdy, a reszta... reszta niech zostanie tajemnicą tak jak tajemniczy jest cały Cymanowski Młyn. I choć nie jestem miłośniczką horroru (a tutaj jest go dużo), to książkę bardzo dobrze mi się czytała. Myślę też, że mimo wielu, niekoniecznie dobrych opinii, to warto sięgnąć po książkę, bo to gwarancja dobrej rozrywki i świetny umilacz czasu. Ja przeczytałam i absolutnie nie żałuję.

Ocena: 4/6
©Biblioteczka u Rudej
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć