ebook Pierwsza osoba
3.24 / 5.00 (liczba ocen: 1263)

Pierwsza osoba
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
najlepsza cena! w ciągu miesiąca
E-book - polecana oferta: 27.22
34.90 złpremium: 20.94 zł Lub 20.94 zł
27.22 zł Lub 24.50 zł
34.90 zł
34.90 zł Lub 31.41 zł
-17% 25.35 zł
26.87 zł
29.67 zł
29.67 zł
29.67 zł
31.41 zł
31.50 zł
34.90 zł
34.90 zł
Inne proponowane

Pierwsza po „Ścieżkach Północy” powieść laureata Bookera. „Dobry pisarz musi mieć brudne ręce…” W swojej najnowszej fabule, zainspirowanej karierą autentycznego oszusta i własnym doświadczeniem z rolą pisarza widma, Richard Flanagan pyta o istotę literatury, prawdy i kłamstwa. „Richard Flanagan to jeden z najbardziej wszechstronnych autorów. Każda z jego powieści jest inna, zupełnie jakby nie pochodziły od jednego pisarza. (…) «Pierwsza osoba» to współczesna wersja «Portretu Doriana Greya»” – Joyce Carol Oates

W środku nocy Kif Kehlmann, młody, początkujący pisarz, odbiera telefon. Głos z niemieckim akcentem. To Siegfried Heidl, najsłynniejszy oszust w dziejach Australii. Ukradł bankom 700 milionów dolarów i czeka na proces. Wplątany w niejasne powiązania z CIA, NASA i zabójstwo wspólnika, szuka kogoś, kto napisze jego autobiografię. W sześć tygodni.
Dla Kifa to propozycja życia – honorarium, wynoszące 10 000 dolarów, mogłoby postawić jego rodzinę na nogi i pomóc mu skończyć własną powieść. Zgadza się. Jednak wraz z postępami w pracy ma coraz więcej wątpliwości. Dlaczego człowiek, który z łatwością okpił wielkich tego świata, miałby nagle zrzucić wszystkie maski i otworzyć się przed niedoświadczonym pisarzem? Dlaczego do spisania historii swojego życia Heidl wybrał akurat jego – autora książki o tasmańskim modernizmie i kilku opowiadań? Czy to wszystko nie jest czasem kolejną grą, ostatnim wielkim przekrętem króla oszustów? A jeśli tak – jaka w całej tej bladze ma być rola Kifa?
W miarę jak czas mija, a świat Kehlmanna zmierza ku wielkiemu katharsis, jedno pytanie nie daje mu spokoju: czym jest prawda? Ta frapująca, na przemian komiczna i przyprawiająca o dreszcz książka stanowi zapadającą głęboko w pamięć podróż w samo serce naszej epoki.

„Przejmująca, zabawna, niepokojąca, wzruszająca… Flanagan szczerze i uczciwie konfrontuje trudne prawdy o życiu pisarza i życiu rodzinnym, materialnym i duchowym ubóstwie, miłości, rozpaczy i pożądaniu” – „The Australian”

„Zjadliwie dowcipna… A przy tym też głęboka i dająca wiele do myślenia” – „The Bookseller”

Pierwsza osoba od Richard Flanagan możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
W 2018 roku nadszedł ten moment, gdy wszystkie powieści Richarda Flanagana w Polsce zostały wydane i czytelnikom pozostało jedynie czekać na nową książkę autora. I oto jest: Pierwsza osoba. Rzecz o tyle zaskakująca, że mocno odmienna od tego, co wcześniej prezentował nam autor – zamiast szerokiego tła mamy skupienie na detalu, zamiast wielu bohaterów, których losy tworzą jedną całość, mamy dwóch mężczyzn, których życia składają się z niepasujących do siebie elementów, zamiast historii całego narodu, historię jednego człowieka żyjącego tysiącem żyć. Czy nowa książka Richarda Flanagana spełniła moje oczekiwania?

Czy wszystko jest usprawiedliwione, gdy dążysz do spełnienia swoich marzeń? Kif Kehlmann to młody początkujący pisarz, który wciąż czeka na debiut, a póki co ledwie wiąże koniec z końcem, próbując utrzymać siebie i swoją rodzinę: żonę, która jest w bliźniaczej ciąży oraz ich córeczkę. Kif marzy o napisaniu książki, która odciśnie piętno na australijskiej (a może i światowej) literaturze, jednak póki co nic nie wynika z jego ciężkiej pracy. I wtedy pewnej nocy dzwoni telefon: to Siegrfied Heidl, najsłynniejszy oszust w dziejach Australii, który ma dla niego pewną propozycję. Kanciarz czeka na proces, odkryto bowiem, że okradł banki na 700 milionów dolarów. Jest też wplątany w niejasne powiązania z CIA, NASA i w zabójstwo wspólnika. Teraz szuka kogoś, kto zostanie jego ghostwriterem, chce bowiem stworzyć autobiografię. Kif miałby na to 6 tygodni, ale dostałby wynagrodzenie rzędu 10 000 dolarów. Mężczyzna toczy krótką bitwę, w której ideały mieszają się z wizją postawienia swej rodziny na nogi i uzyskania czasu potrzebnego, by dokończyć swą własną powieść – w końcu zgadza się na propozycję Heildla. Jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić?

Czasami przesuwałem ręką za oparciem naszej starej kanapy w poszukiwaniu monet, których potrzebowałem, żeby zebrać całą kwotę. Wieczorami i w weekendy naprawiałem stare meble, znalezione na śmietnisku, przemalowałem komodę i zastanawiałem się, jak zdołamy pomieścić troje dzieci w jednej ciasnej sypialni. Liczyłem i liczyłem, ale pisanie zawsze było jakby drugą osobą, a życie pierwszą, i czasem nie zostawało nam nic na jedzenie, żyliśmy więc o soczewicy albo grochówce, dopóki znowu nie pojawiało się trochę pieniędzy.

Pierwszą osobę można czytać na kilku poziomach: to historia początkującego pisarza, którego życie się zmienia, gdy spotyka Siegfrieda Heidla, niezwykle charyzmatycznego i wyrazistego człowieka, to historie (bo jest ich wiele) największego kanciarza w dziejach Australii, który oszukał wszystkich poza sobą i który wszystkim wmówił, że jest sprytny i najlepszy, tylko sam nie mógł w to uwierzyć, ale także historia autotematyczna, czyli powieść o pisaniu powieści. Jest tu również wiele gorzkich przemyśleń o współczesnym świecie, o rodzinie, o kompromisach, na jakie nie zawsze warto iść. Jest pytanie o to, co to znaczy być pisarzem, na co można sobie pozwolić i czy pewne działania to jeszcze determinacja czy już żałosne wymówki. Jest to wreszcie opowieść o życiu jako wielkiej bladze, w której nigdy nie wiemy, czy pod jednym kłamstwem i maską nie znajduje się następna, zupełnie jak w kreskówce Scooby Doo. To wprawia w podziw, ale czasem męczy.

Zaprzeczał swoim kłamstwom nowymi kłamstwami, a potem zaprzeczał własnym zaprzeczeniom. Jak gdyby nie potrafił żyć inaczej niż w chaosie samozaprzeczeń. Z konieczności niepełne opowieści Heidla zamiast negować ich rzekomą prawdę, potwierdzały ją. Nie twierdzę, że celowo dbał o to, żeby te jego sączone kropla po kropli historie nigdy do siebie dobrze nie pasowały, a często stały ze sobą w sprzeczności, ale jako odruchowy podstęp jego postępowanie okazało się bardziej niż skuteczne. Zadanie pogodzenia takich bulwersujących kłamstw spoczywało bowiem nie na nim, tylko na tobie, na każdym jego słuchaczu.

I Flanagan stawia nas w dokładnie takiej samej sytuacji, w jakiej postawił Kifa Siegfried: nie dowiadujemy się, co jest prawdą, nie otrzymujemy do dyspozycji wszystkowiedzącego narratora, który powie na końcu to było tak, tak i tak, a to zwykłe kłamstwo. Drażni nas to, że nic nie rozumiemy, że dajemy się wplątać w tę sieć przeinaczeń, mijania się z prawdą i zwykłego blagierstwa, a równocześnie od pewnego momentu nie potrafimy się oderwać od historii Heildla, jakby i na nas rzucił on swój czar. A skoro nie ma żadnego Heidla, jest tylko pisarz piszący o pisarzu, który pisze o oszuście, to kto tu pisze, a kto jest oszustem? Kto dał się nabrać, Kif czy my sami? Pierwsza osoba pełna jest krzywych luster, w których odbija się świat, jaki nie istnieje w rzeczywistości. I mimo że lektura tym razem trochę mnie męczyła, to mam przewrotne wrażenie, że o taki właśnie efekt chodziło Richardowi Flanaganowi. A może to kolejna oszukańcza warstwa? Nie wiemy i nigdy się nie dowiemy.

Czy więc nowa książka autora mnie zawiodła? Nie, ale sprowadziła na manowce, nie, ale momentami nużyła. Trudno mi jednak czynić zarzut z czegoś, co wydaje się doskonale przemyślaną i zrealizowaną strategią pisarską. Ależ spryciarz z tego Flanagana! Czytajcie, zgubcie się w labiryncie krzywych luster. Kto wie, może któreś na przekór odbije prawdziwą twarz Siegfrieda Heidla?

Ocena: 4+/6
©tanayah czyta
Na najnowszą, siódmą powieść Richarda Flanagana czekał cały świat. Po przeczytaniu jego poprzednich fantastycznych książek, z których jedna nagrodzona została Nagrodą Bookera, oczekiwania miałem naprawdę duże i ku mojej radości nie zawiodłem się. Owszem, Pierwsza osoba nie stanie się moją ulubioną powieścią Flanagana, ale historią aspirującego pisarza, który stopniowo poznaje życie najsłynniejszego australijskiego złodzieja, by spisać jego biografię, zaintrygowała mnie od pierwszej strony. Ta powieść to nie tylko ciekawa historia, ale też dobrze nakreślone studium postaci twórcy-pisarza. Polecam!



Ocena: 5/6
©Kto czyta, żyje podwójnie
Kreując czyjeś życie – Flanagan o literaturze

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wiele bylibyście w stanie poświęcić, by spełnić swoje marzenie? Jak wiele dzięki temu zyskać lub jak wiele… stracić? Czy marzenia mają w ogóle jakąś wygórowaną cenę, którą jesteśmy w stanie za nie zapłacić? Kiedy należy powiedzieć sobie “STOP”, wrócić do rzeczywistości i zaprzestać gonitwy za tym, co nieosiągalne?

Kif jest młodym utalentowanym mężczyzną, w którym drzemie dusza artysty. Od kiedy tylko pamięta pragnął być pisarzem. Jedno z jego opowiadań zostało nagrodzone, a on sam okrzykniętym nowym głosem literatury australijskiej. Jednak wraz z kolejnymi literackimi powieściami Kif powoli traci w siebie wiarę. Do tego sytuacja życiowa, w jakiej się znajduje, nie pozwala mu na rozwijanie swojej pasji. Jest odpowiedzialny za córeczkę Bo i bliźniaki, które pod sercem nosi jego żona. Nie może tak po prostu usiąść i pisać całymi dniami – musi szukać pracy, by starczyło im na jedzenie i wyprawkę dla dzieci… Czy aby na pewno?
Pewnego dnia Kif otrzymuje telefon od swojego przyjaciela Raya. Jak się okazuje, stary kumpel znalazł dla niego pracę. Myślicie: to świetnie, ułoży sobie życie. A co powiecie, jeżeli zdradzę Wam, że praca Kifa będzie jednocześnie spełnieniem jego marzeń? Ray zaproponował mu napisanie książki… Wszystko mogłoby się już zacząć dobrze układać, gdyby nie to, że osobą, o której życiu ma pisać, będzie największy oszust w historii Australii – Sigmund Heidl.

Tak właśnie postępował: pozwalał ludziom tworzyć kłamstwa ze swojej prawdy

Kif od samego początku nie dogaduje się z Heidlem. Jednemu zależy na napisaniu książki, opatrzeniu jej swoim nazwiskiem i wróceniu do domu z pełnym portfelem, drugiemu zaś jedyne, co chodzi po głowie, to unikanie mówienia prawdy. Heidlowi zależy na wydaniu książki zanim trafi do więzienia, jednak nie chce zbyt wiele zdradzać swojemu biografowi. Chce, by ze słów, które wypowiada, Kif sam zbudował jego życie na nowo.

Terminy i inne okoliczności sprawiają, że Kif w końcu ulega presji odpowiedzialności. Powoli przestaje wierzyć w to, co słyszy od swojego bohatera. Kreuje dla niego nowe życie, które ten wykorzystuje później w wywiadach. Tworzy na nowo Heidla, lecz jednocześnie zaczyna nienawidzić wszystko to, co jest dookoła – w tym te dwie wartości, które utrzymywały go przy życiu: rodzinę i literaturę. Kim staje się bohater, kiedy nie ma już nic?

Pierwsza osoba to pierwsza powieść Flanagana, którą mam okazję poznać. Autor powoli rozbudowuje akcję, stopniowo buduje emocje, wzbudzając skrajne uczucia podczas lektury. Ciężko tu polubić bohaterów – wszyscy z nich wydają nam się bardzo ludzcy, posiadający też te ludzkie, najgorsze cechy: chciwość, zawiść, zazdrość. Postać Kifa jest też pewną alegorią, która pobudza nas do zadania sobie pytania o sens istnienia literatury w życiu człowieka: pisarza i czytelnika. Niemoc twórcy i kreacja fikcyjnej rzeczywistości pokazują nam, że ta Wielka Literatura, w którą tak usilnie wierzymy, nie jest niczym innym, jak tylko kłamstwem. Jaką cenę przychodzi nam zapłacić za sukces i czy umiemy się nim cieszyć wtedy, gdy już go osiągniemy? Czy jesteśmy gotowi, by udźwignąć jego ciężar? Czy czasem wszyscy nie jesteśmy jak bohaterowie tej książki: chciwi i nienasyceni jak Kif czy może jesteśmy oszustami, jak Heidl? W jakie ideały wierzymy w świecie, w którym ich już nie ma? Do odpowiedzenia na te pytanie zmusza nas lektura Pierwszej osoby Richarda Falanagana.

Ocena: 4/6
©Jej Wysokość Literatura
Do Richarda Flanagana mam olbrzymią słabość. Pokochałam go po Ścieżkach Północy, a wiem, że dla wielu z Was ta książka też jest wyjątkowa. Na blogu znajdziecie jeszcze tekst o Pragnieniu, o reszcie jego książek nie pisałam, choć każdą przeczytałam, z mniejszą lub większą przyjemnością. Mam do tego autora sentyment jeszcze z jednego względu – jest pisarzem australijskim. W swoich książkach często odnosi się do historii tego kraju i choć pisze powieści, można się z nich wiele dowiedzieć o australijskim świecie.

Pierwsza osoba to jego najnowsza powieść. Po skończeniu lektury długo zastanawiałam się, jak i co o niej napisać, i chyba do tej pory nie wiem. Flanagan ma zdolność takiego pisania, że po przeczytaniu jego zdań natychmiast zaczynasz się zastanawiać, gdzie jest ukryte znaczenie. To piękna proza, jednocześnie konkretna, mocno osadzona w rzeczywistości i metaforyczna. Warto wspomnieć, że pomysł napisania takiej historii Flanagan zaczerpnął ze swojego życia – jako młody pisarz stworzył biografię słynnego australijskiego oszusta, Johna Friedricha. Ale na tym inspiracja się nie kończy – kiedy przyjrzymy się biografii Friedricha, widzimy, że to dosyć dokładny pierwowzór książkowego Heidla. W tym momencie nie sposób nie pomyśleć, ile w takim razie innych rzeczy z powieści również miało miejsce w życiu Flanagana?

O czym jest Pierwsza osoba przeczytacie z tyłu książki lub na stronie wydawcy. Ja bym chciała zwrócić Wam uwagę na kilka rzeczy i wspólnie zastanowić się nad pewnymi sprawami. Flanagan jest mistrzem niepostrzeżonego wzbudzania silnych emocji. Całości nie czyta się łatwo, być może jest to spowodowane formą – dialogi nie mają myślników, do których jesteśmy przyzwyczajeni, a wspomnienia narratora czasami zlewają się ze sobą i przypominają strumień świadomości. Ale kiedy już wdrożymy się w to wolniejsze, bardziej uważnie czytanie, wyłoni się przed nami oszałamiający świat literatury, ze wszystkimi swoimi warstwami i poziomami.

Bo tak naprawdę historia Kifa to pretekst do zadania sobie fundamentalnych pytań o rolę i znaczenie literatury w życiu człowieka – i czytelnika, i pisarza. To rozważania o rynku książki, o sprowadzeniu książki do produktu, który ma się tylko lepiej sprzedawać, to komentarz do wydawania książek kucharskich przez celebrytów. To też pochylenie się nad sytuacją pisarza, odnajdą w tej powieści pociechę wszyscy początkujący autorzy, ale też da im ten tekst dużo do myślenia. To ukazana frustracja i rozpacz twórcy, gdy nie może tworzyć, a co za tym idzie, krążące pytania o sens, a przede wszystkim o talent. To pytania o to, co jest ważniejsze w życiu i czy da się pogodzić przyziemne obowiązki z artystyczną twórczością. To w końcu opowieść o pasji i natchnieniu, które może pomóc stworzyć nam arcydzieło, ale może też zniszczyć nas i naszych bliskich. Jaka jest cena sukcesu? I czy jesteś gotów ją zapłacić? Znajdziemy w niej też wiele psychologii i relacji międzyludzkich, nad którymi warto się zastanowić – czy my nie postępujemy tak samo? Czy wszyscy nie jesteśmy w jakimś stopniu oszustami i jednocześnie dajemy się oszukiwać?

W wydawnictwie szeptano, że Paley boi się literatury. I nie bez powodu. Po pierwsze nie sprzedaje się ona zbyt dobrze. Po drugie, można słusznie zauważyć, że zadaje pytania, na które nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Dzięki niej ludzie dziwią się sami sobie, a to w sumie rzadko przynosi pożytek. Przypomina im, że życie polega na porażce, a prawdziwą niewiedzą jest nie zdawać sobie z tego sprawy.

I jeszcze dwie rzeczy. Główny bohater Flanagana jest skonstruowany po mistrzowsku. Najpierw jesteśmy całym sercem za nim, lubimy go, współczujemy mu, biedny zdolny młody człowiek, który nie ma szczęścia w życiu, któremu są ciągle rzucane kłody pod nogi. Ale na pewno mu się uda! Przecież zasługuje na to! Im dalej jednak czytałam, moje uczucia do Kifa zmieniały się diametralnie. Potem mnie irytował, a na końcu mogłam nim tylko pogardzać. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jeśli bohater wzbudza wielkie emocje, nawet te negatywne, to książka jest dobra. Mogę to tylko tutaj powtórzyć. Po drugie nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że autor prowadzi grę z czytelnikiem. Jaką, tego jeszcze do końca nie rozpracowałam. Zresztą – cała książka jest grą. Heidl prowadzi grę z Kifem. Kif ze swoimi czytelnikami. Flanagan z nami. Jest w tym coś nieuchwytnego i bardzo niepokojącego. To rodzaj niepokoju, którego nie spodziewamy się po takiej historii i dlatego jeszcze bardziej w nas uderza.

Naprawdę, świat wypełniały różne idiotyzmy, ale o czym byśmy rozmawiali, gdyby nie one? Być może jedyną różnicą między człowiekiem i zwierzęciem jest ludzka zdolność do sycenia swoich dni i życia całym kosmosem głupstw, aż wreszcie przychodzi jedyna realna rzecz na świecie – śmierć – aby skończyć ten nonsens. Ostatnio zazdroszczę każdemu cierpiącemu na śmiertelną chorobę. W chwilach większej nadziei modlę się o raka.

Zostawię was z tym powyższym cytatem. Flanagan pięknie pisze o sprawach najtrudniejszych. Nie jest to książka dla każdego czytelnika, ale zdecydowanie warto spróbować się z nim zaprzyjaźnić. I wracać raz na jakiś czas do jego powieści, bo mają wiele warstw, które mogą się nam pokazać dopiero w odpowiednim czasie.

Ocena: 5/6
©Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi
Książki ociekające cynizmem bywają trudne w odbiorze, ale mają tę cenną zaletę, że są prawdziwe. Pierwsza osoba<, to podręcznik dla adeptów skutecznej manipulacji i kreacji fałszywej rzeczywistości. Przesycona obrazami pustki współczesnych gestów i produkowanych na cele komercyjne – słów. W tym konkretnym przypadku dotyczy ludzi świata literatury i show biznesu, ale Czytelnik z łatwością odnajdzie analogie do każdej innej dziedziny życia.

Richard Flanagan, przedstawia przemysł wydawniczy jako rozkładający się organizm. Autorzy nie piszą samodzielnie ani jednego słowa w swoich bestsellerach. Literaturę wysoką stanowią książki kucharskie gwiazd i pieczołowicie zmyślane biografie celebrytów. Liczy się oprawa książki. Treść jest kwestią drugorzędną.

Wraz z głównym bohaterem, pisarzem niewolnikiem, jesteśmy wysysani przez tzw. energetycznego wampira. Człowieka, który jest tylko z pozoru niepoukładany i chaotyczny. Zostajemy wciągnięci w wir pracy nad historią życia, światowej sławy oszusta, która może naprawdę zmęczyć. I choć wysiłek Czytelnika wydaje się początkowo daremny, warto go podjąć. Mniej więcej w połowie powieści bowiem, padają niezwykle trafne spostrzeżenia. Niezbyt radosne, jednak boleśnie celne. Jak gdyby sama fabuła książki była jedynie pretekstem, do ujawnienia tych kilku, głęboko poruszających konkluzji.

Doświadczenie tej lektury, z pewnością koryguje spojrzenie na wiele fundamentalnych spraw. Dawka ironii, paradoksów i braku skrupułów jest iście diabelska. Ale po tym bolesnym zastrzyku zyskujemy odporność. Na ułudę sukcesu i szczerości ludzkich intencji.

Takie szczepienie przeciw bezgranicznej ufności.

Ocena: 5/6
©Wiedziennik
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć