ebook Diabeł Urubu
3.75 / 5.00 (liczba ocen: 888) Ilość stron (szacowana): 240

Diabeł Urubu
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria:  /
E-book - najniższa cena: 17.04
wciąż za drogo?
27.81 złpremium: 17.94 zł Lub 17.94 zł
23.32 zł Lub 20.99 zł
29.90 zł Lub 26.91 zł
-36% 17.04 zł
22.99 zł
kliknij aby zobaczyć pozostałe oferty (5)
Inne proponowane
Doskonały debiut literacki autora Krótkiej historii siedmiu zabójstw, wyróżnionej Nagrodą Bookera. Obrazoburczy i poetycki zarazem. Pociągający i odpychający. Tylko Marlon James potrafi tak igrać z uczuciami czytelników.

Pierwsza powieść w literackiej karierze Jamajczyka to książka niezwykła, ukazująca z empatią i brutalną szczerością rodzimą wyspę pisarza i mentalność jej mieszkańców. To także wstrząsająca wiwisekcja religijnej sekty.

Jest rok 1957. Niewielka wioska Gibbeah to zapomniane przez cywilizację miejsce, pokryte kurzem, pamiętające jeszcze czasy plantacji, ale obecnie pogrążone w biedzie. Mentalnym przywódcą miejscowej społeczności jest pastor Hector Bligh, który bardziej niż wiernych kocha beczułki z rumem.

Pewnego dnia nad Gibbeah zaczynają krążyć złowieszcze czarne sępy. Wpadają do kościoła, rozbijając okna. W ślad za ptakami w wiosce pojawia się człowiek, który nazywa siebie Apostołem Yorkiem. Przejmuje kościół i pod sztandarem ducha odnowy wprowadza nowe zasady. Wokół Apostoła zaczynają gromadzić się ludzie, którzy chcą mu pomóc sprowadzić pozostałych mieszkańców na bogobojną ścieżkę.

Pastor Bligh nie ma wyjścia, musi odstawić rum i odzyskać zaufanie wiernych. Który z duchowych przywódców wygra tę biblijną potyczkę o rząd dusz?

Najlepszy i najważniejszy debiut, jaki miałam okazję przeczytać. Pisarstwo Jamesa przywodzi na myśl wczesne powieści Toni Morrison, a także książki Jessici Hagedorn i Gabriela Garcii Márqueza.

Kaylie Jones, amerykańska pisarka

Marlon James (ur. 24 listopada 1970) pisarz jamajski. Urodził się w Kingston, stolicy wyspy. Oboje rodzice pracowali w policji (matka jako detektyw, ojciec jako prawnik). W 1991 roku ukończył studia w dziedzinie języka i literatury na University of the West Indies, a w roku 2006 uzyskał tytuł magistra w zakresie creative writing na Wilkes University, prywatnej uczelni w stanie Pensylwania. Od roku 2007 uczy języka angielskiego i kreatywnego pisania w Macalester College w Saint Paul w stanie Minnesota. Jako pisarz zadebiutował w 2005 roku, ukazującą się właśnie na polskim rynku powieścią Diabeł Urubu, opisującą historię biblijnych zmagań w realiach odległej jamajskiej wioski połowy XX wieku. Jego druga książka, Księga nocnych kobiet z 2009 roku, opowiada o buncie niewolnic na jamajskiej plantacji na początku XIX wieku. Krótka historia siedmiu zabójstw to trzecia i najgłośniejsza powieść w dorobku Jamesa. Autor otrzymał za nią w 2015 roku American Book Award oraz jako pierwszy Jamajczyk w historii nagrody Man Booker Prize. Powieść została też ogłoszona książką roku w m.in. The New York Times, Chicago Tribune, The Washington Post, The Boston Globe, Time, Newsweek, The Huffington Post, The Seattle Times, The Houston Chronicle, Publishers Weekly i Library Journal.

 
Diabeł Urubu od Marlon James możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Przecież mężczyźni to dzieci, tylko trochę wyższe.
Marlon James – nazwisko, po którym właściwie nie trzeba dodawać wiele. Może tylko tyle, że w końcu mamy okazję poznać w Polsce jego debiut w rewelacyjnym tłumaczeniu Roberta Sudoła. Debiutancka powieść Jamesa to opowieść o władzy, zemście i karze, opowieść osadzona w znanym z innych jego powieści brudnym, brutalnym świecie. I choć Diabeł Urubu podobał mi się najmniej z trzech powieści Jamesa, nadal uważam, że to wybitna literatura i naprawdę warto po nią sięgać!



Ocena: 5/6
©Kto czyta, żyje podwójnie
Debiutancką powieść Marlona Jamesa wydawcy odrzucili aż 78 razy. Zaraz po opublikowaniu stało się o niej bardzo głośno – znalazła się m.in. wśród finalistów Los Angeles Times Book oraz Commonwealth Writers' Prize. W kilkadziesiąt lat później jej autor dostał nagrodę Bookera za Krótką historię siedmiu zabójstw. Życie jest zaskakujące, tym bardziej życie opowieści. Kiedy przeczytałam tę informację na okładce Diabła Urubu zastanawiałam się, jak to się stało, że choć tyle razy sponiewierana przez wydawnictwa, powieść w końcu trafiła do czytelników, a jej autor stał się jednym z kluczowych twórców tej epoki?

Kiedy przed przystąpieniem do lektury czytałam recenzje o niej, padały w nich często takie słowa jak „lepka”, „gęsta”, „elektryzująca”, „obfita”, „liryczna”. Dziwiłam się przede wszystkim tej gęstości i lepkości – choć temu drugiemu wyrazowi zdecydowanie bardziej. Zaśmiałam się nawet do siebie pytając „W jaki to sposób książka może być lepka?”. A jednak kiedy zaczęłam ją czytać, zrozumiałam do czego odnosi się to wyrażenie. Na nic tu moje tłumaczenie – to zrozumieć można tylko poprzez lekturę debiutanckiej powieści Jamajczyka.

Dotychczas zetknęłam się tylko z jedną książką Jamesa i była nią Księga nocnych kobiet. Krótka historia siedmiu zabójstw jakoś mi umknęła, za to ta druga pochłonęła mnie całkowicie. Choć czytelnicy mogą narzekać na specyficzny styl i język autora, są one właśnie tym, co wyróżnia go od innych. Poprzez mowę swoich bohaterów Marlon James opisuje Jamajczyków jak nikt inny i czyni z nas cichych obserwatorów, którzy jak jedni z mieszkańców Gibbeah, wytykają nos zza brudnej szyby i obserwują to, co dzieje się na zewnątrz. Doprawdy nigdy chyba jeszcze nie odczuwałam tak silnie, że jestem częścią tej powieści, jak uczynił mi to Marlon James! Co tym razem oczyma wyobraźni pokazuje nam Jamajczyk w najnowszej, wydanej przez Wydawnictwo Literackie, książce?

Mieszkańcy Gibbeah żyją tym samym rytmem każdego dnia. Pastor, który sprawuje opiekę nad ich miejscowością – Hector Blight – jest pośmiewiskiem wszystkich. Choć z ambony sam wygłasza górnolotne kazania, sam nie stroni od kieliszka, przez co nadano mu nawet pseudonim „Rum Kaznodziej”. To, że mieszkańcy widzą go śpiącego gdzieś w krzakach, często obnażonego jest na porządku dziennym. Gdy zatem do Gibbeah przybywa ubrany na czarno mężczyzna wraz ze stadem eskortujących go sępników Urubu, zwący się Apostołem Yorkiem, który dosłownie wykopuje Blighta z kościoła, mieszkańcy są przerażeni, ale doznają też w pewien sposób ulgi. W końcu pijaczynę dosięgła ręka bożej sprawiedliwości, a nimi, zbłąkanymi owieczkami, zaopiekuje się ktoś, kto ma podstawy by ich nauczać.
Od tego momentu pastor wiedzie proste życie nad rzeką, staczając się jeszcze niżej, niż był. Gdy goniącego go za bielizną, porwaną przez nurt wody, zauważa żyjąca skromnie wdowa, mocną, babską ręką postanawia postawić pastora na nogi. W tym samym czasie Apostoł na dobre rozgaszcza się w jego kancelarii, jako pomoc biorąc sobie Lucindę o dwóch duszach – dziennej i nocnej, praktykującą obeah, rzucającą klątwy, gotującą mikstury, pełną zawiści, zazdrości, pożądania i namiętności, które biczowaniem próbuje wypędzić ze swojego ciała. Apostoł York pociąga za sobą tłumy, wpajając w ich umysły słowa o pomście i potępieniu, namawiając ich do porzucenia żon, dzieci, rodziców na rzecz Jezusa. Mieszkańcy Gibbeah wstępują za nim na drogę okrucieństwa i przemocy, obłędu, gdzie zadawanie krzywdy sobie nawzajem nie zna końca… Jedyną osobą, która mogłaby go pokonać jest Hector Blight, ale czy ten pijacki wrak człowieka znajdzie w sobie siły, bym dobrem zwalczyć zło?

Diabeł Urubu to świetna, choć niezbyt długa książka. Wciąga czytelnika pomiędzy swe karty, jak i inne powieści tego autora. Osoba niewiedząca, że jest to debiut Marlona Jamesa, po stylu tej powieści i zgrabnej formie, sama z pewnością nie domyśliłaby się tego. Niezwykle cieszy mnie opis folkloru jamajskiej społeczności, bo tak, jak napisałam już wcześniej, jest to część specyficznego, niepowtarzalnego stylu autora. Język, jakiego używa, obfitość przekleństw i wulgaryzmów, podnoszą autentyczność tej powieści. Marlon James ze społeczności Gibbeah stworzył na swój sposób mikrokosmos – świat, poza którym nie ma innego miejsca, niż ta jamajska wieś. Nie docierają do nas bowiem wieści z zewnątrz, poza tym jednym wydarzeniem – przybyciem Apostoła. Ten obłęd, szaleństwo, w którym całkowicie zatracili się wieśniacy z Gibbeah, porywa i nas. Dajemy się zahipnotyzować Marlonowi Jamesowi tak, jak oni dali się omamić Yorkowi.

Ocena: 4/6
©Jej Wysokość Literatura
Diabeł Urubu to debiut Marlona Jamesa, znanego nam już z Krótkiej historii siedmiu zabójstw i Księgi nocnych kobiet. Jego książki ciągle przede mną, ale teraz tak sobie myślę, że idealnie się złożyło. Zaczynając od debiutu mogę obserwować naturalny rozwój Jamesa jako pisarza – a jest co obserwować, bo Diabeł Urubu to książka, o której długo będę pamiętać.

Przy powieściach zawsze się zastanawiam, co takiego sprawia, że dana książka przyciąga moją uwagę. Kiedyś już Wam pisałam, że ja powieści nie umiem doceniać. A jednak czasami zdarzają się takie, które mnie porywają – językiem, budową zdań, celnością spostrzeżeń, sposobem opisywania rzeczywistości. Czasami nie chodzi o to, co znajdę w danej książce, ale jak to jest opisane. To u mnie bardzo rzadkie, ale tym właśnie podbiła moje czytelnicze serce książka Jamesa.

Na początku nie miałam pojęcia, co o niej myśleć. Rozpoczyna się końcem, kończy początkiem. Gęsta, lepka atmosfera uderza czytelnika już od pierwszych zdań. Zostajemy wrzuceni do jamajskiej wioski, w której ścierają się dwie rzeczywistości – ta oficjalna, na pokaz i ta za drzwiami domów. Poznajemy całą galerię postaci, o których nie da się zapomnieć – postaci tak ludzkich, tak pięknie stworzonych przez Jamesa, że zachwycających, nawet w swoich najgorszych wcieleniach.

Na okładce przeczytamy, że James stworzył wstrząsającą wiwisekcję religijnej sekty. I rzeczywiście tak jest, ale warto poszukać w tej opowieści czegoś więcej. Podstawowa oś wydarzeń to pojawienie się Apostoła Yorka w małej wiosce i wszelkie tego następstwa. Jednocześnie to doskonały obraz małej społeczności ludzi, którzy są zamknięci na świat zewnętrzny i funkcjonują tylko między sobą. To opowieść pełna metafor, niedopowiedzeń, tragiczna, ale mająca w sobie elementy komizmu, tak plastyczna, że człowiek z trudem łapie oddech podczas lektury. To wiwisekcja religijnej sekty, wiwisekcja małej społeczności i również samego człowieka – w co i jak wierzy, kiedy przestaje myśleć samodzielnie, kiedy jest podatny na manipulację, do czego jest zdolny. To również doskonale skonstruowana opowieść o zemście, tej najbardziej przerażającej, dotykającej najbardziej bolesnych spraw, samego sensu człowieczeństwa. Nie wiem dlaczego, ale cały czas podczas lektury myślałam o Władcy much. Obie te książki skrycie i niepostrzeżenie wchodzą w czytelnika, drążą, zmuszają do myśli, których wolelibyśmy unikać.

Diabeł Urubu to niesamowita książka. Czytelnik ją zaczyna i na początku wie, co jest dobre, a co jest złe, wie kto jest dobrym bohaterem, a kto złym, jest pewny swoich emocji, uczuć i własnych poglądów. Po skończeniu lektury wszystko się zmienia – czytelnik nie wie, co tak właściwie się wydarzyło, relacja dobry-zły przestaje mieć znaczenie, a na pewno nie jest już tak jednoznaczna, jak na początku. Nie wiemy nawet, po której stronie stanąć. Do tego opowieść Jamesa to niesamowite splątanie ludzkich losów. Po skończeniu lektury próbowałam przemyśleć wszystko, poukładać sobie w głowie, zastanowić się nad losami bohaterów. Nie do końca mi się to udało, bo jednak emocje dominują. Życie każdego człowieka z tej wioski jest tak bardzo intensywne, tak bardzo bogate w przeżycia, że ciężko to zamknąć w zdania. Do tego ich życia są tak bardzo powiązane ze sobą wzajemnie, że trudno wyodrębnić pojedynczą historię. Zostałam z wieloma zakończeniami w głowie, z masą możliwości i różnych opcji, z silnymi uczuciami do każdego z bohaterów, z myślą, że ta bardzo konkretna historia o małej jamajskiej wiosce, jest wbrew pozorom bardzo uniwersalna i bliższa nam, niż może się wydawać.

To kawał doskonałej literatury. Przykład na to, jak plastyczny i żywy potrafi być język, ile emocji potrafi przekazać i jak bardzo potrafi dotknąć czytelnika. Tłumaczył Robert Sudół i jemu również należą się słowa uznania. Czytajcie, bo warto!

Ocena: 5/6
©Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi
Rzadko tak się zdarza, ale czasem się zdarza: już po przeczytaniu jednej książki Marlona Jamesa miałam dziwną pewność, że za co tylko chwycę, co wyszło spod jego palców, to mnie nie zawiedzie. Krótka historia siedmiu zabójstw postawiła poprzeczkę bardzo wysoko, a Księga nocnych kobiet tylko utwierdziła mnie w podziwie dla jamajskiego pisarza. Tym razem wzięłam na tapet debiut autora, Diabła Urubu, mogło więc być różnie: James mógł dopiero brać literacki rozbieg, a fabuła miała prawo rozłazić się w szwach. I co? I nic z tych rzeczy. Po raz kolejny po przeczytaniu jego książki poczułam się oszołomiona i bezbronna.

Jamajka, Gibbeah. Rok nie jest ważny, ale można wywnioskować, że jest to pierwsza połowa XX wieku. Do zapuszczonej wioski przybywa diabeł, i jak to zwykle bywa, nikt nie wie kiedy i nie wie, że oto jest zanim nie będzie za późno i zanim gniew boży nie spadnie na mieszkańców. Pastor Hector Bligh, nazywany przez parafian Rum Kaznodziejem z powodu jego niezwykłej słabości do kieliszka, też nie zauważył żadnych szczególnych znaków, ale może to i nic dziwnego, bowiem dawno już odszedł daleko od Boga. Któregoś dnia w Gibbeah pojawia się Apostoł York, charyzmatyczny mężczyzna, który dosłownie wyrzuca pastora na bruk, przypieczętowując jego upadek. Odtąd to on troszczy się o dusze mieszkańców wioski, a jego płomienne kazania są dla wiernych ożywczą odmianą po bełkotliwych przemowach pastora. Apostoł York wierzy w Boga starotestamentowego, gniewnego i bezwzględnego, nieuznającego miłosierdzia i oczekującego ogromnych ofiar za grzechy. Zaczynają się rządy twardej ręki, a na tych z mieszkańców, którzy nie chcą iść za Yorkiem, pada blady strach.

Jeżeli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do Królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie(Mk 9, 43–48).

York staje się apostołem zemsty i potępienia, i jest straszniejszy tym bardziej, że uczynił z mieszkańców Gibbeah bezwolnych wykonawców swojej woli. Mało kto oparł się jego urokowi i charyzmie. Bo York jest piękny i ma ogromny dar zjednywania tłumów. Żar jest w jego ciele i w jego słowach. Lucinda, pierwsza z jego służek, bezskutecznie usiłuje spróbować żaru z obu tych źródeł. A parafianie kipią przeinaczonym przez Yorka słowem bożym i obezwładniającym szaleństwem. Z tej drogi może ich zawrócić jedynie pastor Bligh, o ile znajdzie siły… Rum Kaznodziejem zaopiekowała się Wdowa Greenfield. Wyłowiła z rzeki, kiedy oszołomiony, wciąż pijany, łapał niezdarnie uciekające części swego białego garnituru. Obmyła, napoiła, nakarmiła i dała kąt do spania w dawnej sypialni jej nieżyjącego już męża. Teraz o dusze mieszkańców Gibbeah zawalczą pastor Bligh i Apostoł York. Kto zwycięży?

Podążaj za mną, a poprowadzę cię poza ból, poza grzech, poza cuda, bo ja jestem drogą, Clarence, ja jestem drogą. Poza wszystko, co sobie myślałeś. Poza to, co normalne, co rzeczywiste..

Diabeł Urubu to historia o krzywdzie i o zemście za nią. O okrucieństwie i o karze. Apostoł York nie uznaje nadstawiania drugiego policzka, on płonie żądzą krwi. Jest pogrążony w szale i nie ma litości – przyszedł po odkupienie dla mieszkańców Gibbeah, ale to odkupienie prowadzi przez ogień i krew. To opowieść o tym, do czego prowadzi fanatyzm religijny i co może jeden pełen charyzmy człowiek, który porwie tłumy. Nie jest bowiem trudno wyzwolić w człowieku zło, wystarczy odpowiednio umotywować to, co ma zrobić. Wystarczy zło ubrać w pozorne szaty dobra. Gdy diabeł przemówi z odpowiednią słodyczą, nikt nie pozna w nim wysłannika Złego.

Każdy, kto trwa w Nim, nie grzeszy, żaden zaś z tych, którzy grzeszą, nie widział Go ani Go nie poznał. Dzieci, nie dajcie się zwodzić nikomu; kto postępuje sprawiedliwie, jest sprawiedliwy, tak jak On jest sprawiedliwy. Kto grzeszy jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku (1 J 3, 6–8).

To debiutancka powieść Marlona Jamesa, ale jeśli czytać ją bez znajomości kolejnych książek autora, to można by tego w ogóle nie zauważyć. Już w Diable Urubu Jamajczyka wyróżniały świetny, wyrazisty styl oraz elektryzujący język pełen slangowych określeń. Zawsze, gdy czytam jego powieści, czuję się w końcu jak przyszpilony przez entomologa szpilką motyl: nie mogę się ruszyć z powodu przeszywających mnie emocji. Sprawy, które opisuje Marlon James, bohaterowie, których tworzy, dramaty i uniesienia, które ich dotykają, zapadają gdzieś we mnie – i nie inaczej było tym razem. Pisarz ma własny, osobny język, dla białego mieszkańca Europy dość niespotykany, ale wyśmienicie pasujący do historii, które opowiada. Ponownie pozostaje mi skłonić się przed kunsztem tłumacza, Roberta Sudóła, bo transkrypcja dzieł Marlona Jamesa to z pewnością niełatwa, ale satysfakcjonująca praca.

Jeśli porówna się debiut do Księgi nocnych kobiet czy Krótkiej historii siedmiu zabójstw to widać oczywiście, że pierwsza powieść nie miała takiego stopnia skomplikowania jak kolejne. Jednak jedyne, co może wskazywać na to, że to pierwsza książka autora to stosunkowo niewielkie nagromadzenie i skomplikowanie wątków. W Diable Urubu, pominąwszy klamrę kompozycyjną, która spina tą samą sceną początek i zakończenie, fabuła jest linearna i biegnie zasadniczo od punktu a do b. Już w drugiej powieści James porzucił ten prosty schemat, dodając odnogi fabularne ubogacające historię, natomiast nagrodzona Bookerem Krótka historia siedmiu zabójstw to już olbrzymie, pulsujące kłącze, które rozrasta się i plącze, choć w sposób absolutnie kontrolowany. Mimo tej dość prostej budowy Diabeł Urubu nie jest bynajmniej książką prostą, a już na pewno nie prostacką. To kawał dobrej prozy z gatunku tych, która wali prosto w splot słoneczny i zostawia czytelnika na chwilę bez tchu. Zresztą z korzyścią dla niego samego. Jednym słowem: czytajcie.

Ocena: 5-/6
©tanayah czyta
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć