Sto lat samotności
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 4.03 / 5.00
liczba ocen: 583523
cena od: 23.50
Powiadom o promocji
Otrzymasz e-mail,
kiedy cena spadnie poniżej np. 23.50 zł
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
23.50 zł
25.12 zł
26.16 zł
30.29 zł
31.90 zł
Pozostałe księgarnie
31.90 zł
23.93 zł
26.48 zł
28.71 zł
29.00 zł
30.31 zł
31.90 zł
31.90 zł
Opis:

Na poły baśniowe dzieje rodziny Buendía i miasteczka Macondo, które przyniosły Gabrielowi Garcíi Marquezowi jak najbardziej realną światową sławę oraz miejsce wśród najważniejszych pisarzy XX wieku. Arcydzieło literatury iberoamerykańskiej sprzedane w ponad 50 milionach egzemplarzy!

Miała to być pierwsza powieść Gabriela Garcíi Marqueza. Dzięki swym dziadkom znał od dziecka historię Macondo i dzieje rodziny Buendía, prześladowanej fatum kazirodztwa. Świat, w którym rzeczy nadzwyczajne miały wymiar szarej codzienności, zwyczajność zaś przyjmowana była jak zjawisko nadprzyrodzone; świat bez czasu, gdzie wiele rzeczy nie miało jeszcze nazw, był też jego światem. Potrzebował aż dwudziestu lat, by wreszcie spisać te rodzinne opowieści z całym dobrodziejstwem i przekleństwem odniesień biblijnych, baśniowych, literackich, politycznych; uświadomił nam, że „plemiona skazane na sto lat samotności nie mają już drugiej szansy na ziemi”.

CYTATY:
Potrzeba smutku stała się nałogiem w miarę niszczycielskiego działania lat.
Umrzeć jest o wiele trudniej, niż to sobie człowiek wyobraża.
Sekretem dobrej starości jest nie co innego, tylko szczery pakt z samotnością.
Życie nie jest tym, co człowiek przeżył, ale tym, co i jak zapamiętał.
Minuta pojednania więcej znaczy niż całe życie przyjaźni.
Literatura jest najlepszą zabawką, jaką wymyślono, żeby drwić z ludzi.
Recenzje blogerów
Plemię skazane na sto lat samotności

O swoim czytelniczym związku z Marquezem wspominałam Wam już nie jeden raz. Wszystko zaczęło się, kiedy miałam jakieś trzynaście lat i sięgnęłam po Miłość w czasach zarazy, którą po kilku stronach rzuciłam, bo książka mnie znudziła. Kiedy ponownie po nią sięgnęłam byłam już szesnasto-, albo siedemnastolatką i miejsce nudy przejął zachwyt. Ale im bardziej wgłębiałam się w twórczość Kolumbijczyka, tym więcej odkrywałam powracających motywów, których nie potrafiłam zrozumieć, które mnie od jego literatury odrzucały. I tak na zmianę – to przepadałam z zachwytu i rozkoszowałam się każdym słowem, to byłam na pisarza zła i miałam ochotę rzucić niektórymi książkami w kąt. Ale czytałam wytrwale, z biegiem lat nabrałam czytelniczej pokory, przybyły mi nieco wiedzy i dziś uparcie powtarzam, że Marquez jest moim ulubionym pisarzem, absolutnym geniuszem i mistrzem. To prawda, mieliśmy trudne momenty, ale takowe zdarzają się w każdym związku… A ostatnio z powodu wciąż rosnącej tęsknoty do południowo-amerykańskiego słońca i Marquezowskiej prozy postanowiłam odświeżyć sobie lekturę Stu lat samotności.

Cała rzecz dzieje się w Macondo – w miasteczku założonym przez Josego Arcadia i jego żonę, a zarazem kuzynkę Urszulę, którzy po wielotygodniowym marszu w końcu postanawiają się osiedlić w miejscu, do którego udało im się dotrzeć. Można w tym motywie dopatrzyć się podobieństwa do biblijnej wędrówki do Ziemi Obiecanej, oczywiście z nutą Marquezowskiego humoru – bohaterowie nie docierają bowiem do właściwej ziemi, do tej, którą sobie wymarzyli i do której wskazano im drogę, ale zmęczeni marszem postanawiają się poddać. Właściwie nie wiadomo, gdzie owa ziemia jest położona – wszystkiego możemy się tylko domyślać. Zaczyna się jak z bajki – za górami i za lasami – ale będzie musiało minąć bardzo wiele lat, zanim sam założyciel miasta odkryje, że Macondo nie tylko ma dostęp do morza, którego tak bardzo osadnikom brakowało, ale jest… wyspą! Macondo można też traktować jako metaforę tak samo odciętej od świata i pozostawionej samej sobie Ameryki Południowej, do której docierają tylko strzępki informacji o tym, co dzieje się na świecie. Z początku wioską (kontynentem) nikt się nie interesuje, ale z biegiem czasu zaczynają do niej docierać angielscy kolonizatorzy. Przez liczne podobieństwa do mitów i biblijnych opowieści Macondo nabiera cech mitycznych, które stają się mocniejsze i wyraźniejsze wraz z trwaniem akcji powieści.
Samą nazwę miasteczka zapożyczył niby Marquez od kompanii bananowej leżącej nieopodal miejscowości, w której się wychował, ale znacznie bardziej przypomina ona Aracataca – miasto powstałe w XIX wieku, założone przez ludzi, uciekających przed wojną domową.

Zapytał co to za miasto i w odpowiedzi wymieniono nazwę, której nigdy przedtem nie słyszał i która nic nie oznaczała, a jednak tej nocy we śnie przybrała dźwięk magicznego zaklęcia – Macondo

Sto lat samotności można nazwać sagą rodzinną, bowiem opowiada ona aż o siedmiu pokoleniach rodziny Buendiów i chociaż losy poszczególnych członków rozpisane są z rozmachem – sama powieść liczy nieco ponad 400 stron. Marquez skupia się przede wszystkim na mężczyznach, których nękają te same żądze i pragnienia, ale to kobiety starają się utrzymać wewnętrzny spokój domu, próbując poskromić ich szaleństwa i coraz to nowsze i śmielsze wymysły. Nie brakuje im jednak swego rodzaju nostalgii i smutku, serc szalejących z miłości i umysłów myślących tylko o zemście. Myśli Urszuli bardziej niż alchemiczne zapędy męża zaprząta swego rodzaju klątwa, która spoczęła na domu Buendiów – mianowicie nieodparta i wciąż powracająca miłość do osoby z tej samej rodziny. Temu obłędowi ulega Rebeka, która mimo iż z cierpienia zjada ziemię i wapno ze ścian, w końcu pada w ramiona swojego brata. Amaranta całą swoją młodzieńczą miłość do włoskiego tancerza przeleje na siostrzeńców, a Amaranta Urszula, porzuci męża, aby z Aurelianem spłodzić tego ostatniego z rodu, mimo iż jest jego ciotką – i który w końcu urodzi się ze świńskim ogonem. Żeniaczka z osobą tej samej krwi jest wciąż powracającą do rodu Buendiów klątwą, tym silniejszą, że przez swoje burzliwe miłosne relacje nie są w stanie się przed nią uchronić. Swoją drogą te zawiłości genealogiczne okazują się nie lada wyzwaniem dla czytelnika, który podczas lektury musi sumiennie notować pochodzenie bohaterów i związki, w które wstąpili, aby nie zgubić się w tej zagmatwanej fabule – jako przykład takiego „drobnego” utrudnienia mogę podać 17 synów pułkownika Aureliana Buendii, z których każdy nosi imię swojego ojca.

Wielowymiarowy w tej powieści jest wątek samotności, który zostaje rozbudowany o wiele dalej, niż cierpienia z powodu niespełnionej miłości. Samotna jest przecież nie tylko Amaranta, która już w młodzieńczym wieku utraciła siostrę, z której uczyniła swoją rywalkę, a następnie poza ukochanym Crespim straciła nadzieję, że cokolwiek się zmieni, ale samotna jest też Urszula, z którą najpierw nikt się nie liczy, bo jest kobietą, a później z powodu sędziwego rodu każdy traktuje ją jak wariatkę. Wariuje też w końcu Jose Arcadio, przywiązany do kasztana, potrafiący pod koniec swoich dni porozumiewać się tylko z łaciną i rozmawiać tylko z duchami. Ale tak samo samotny jest Aureliano, który jako syn Mauricio Babiloni na swoje nieszczęście zostaje zamknięty w pokoju Melquiadesa, całymi dniami pogrążając się w jego zapiskach, które zwierają zapowiedź przyszłości. Samotny jest Jose Arcadio wśród pieniędzy, które wiele lat po śmierci Urszuli udało mu się znaleźć i wniebowzięta "Piękna Remedios". Warto też zwrócić uwagę na pułkownika Aureliana Bunedię, osamotnionego w swojej wojnie, bo motyw latynoamerykańskiego przywódcy jest przecież nierzadkim motywem w powieściach Marqueza. Aureliano płodzi 17 synów, może mieć każdą kobietę, a i tak jest samotny. Całe dnie spędza w warsztacie, wyrabiając każdego dnia 17 złotych rybek, a osiągając tę liczbę, stapia je, aby mieć pracę na kolejny dzień.

Musiał zorganizować trzydzieści dwie wojny, musiał pogwałcić wszystkie swoje pakty ze śmiercią i tarzać się jak wieprz w gnojowisku sławy, aby odkryć, prawie z czterdziestoletnim opóźnieniem, przywileje życia prostego.

Chociaż bohaterowie mieszkają razem, tak naprawdę się nie znają, nic o sobie nie wiedzą – mijają się w drzwiach. Każdy z nich mieszka w odrębnym świecie, w swoim mikrokosmosie, który wciąż na nowo muszą odbudowywać. Każdy inaczej czuje też czas, bowiem w świecie Marqueza nie istnieją zegary. Upływ czasu mierzy się za pomocą pogody („- ale deszcz! - jesień”), wydarzeń (przybywający do miasteczka co roku Cyganie, śmierć i narodziny, śluby i zaręczyny), a także za pomocą wojny, która zdaje się trwać w nieskończoność.

Ciekawym motywem jest sam dom Buendiów, który nie tylko odzwierciedla stan rodziny, ale całego miasteczka. Na samym początku zdaje się wydawać nijaki, tak jak dopiero co założone Macondo i rodzina Josego Arcadia, ale z biegiem czasu rozkwita, panuje w nim szczęście, a wszelkie kłopoty rozgrywają się za górami, a więc nie dotykają bezpośrednio z Macondo. Ale wraz z następnymi pokoleniami dom coraz bardziej podupada, tak jak gubi się beztroska wioski, zastępowana przez strach i nędzę. Kolejni bohaterowie starają się dbać o czystość domu, przeprowadzają remonty, tapetują nawet jego ściany pieniędzmi – co odwzierciedla rozwój ekonomiczny i społeczny Macondo – ale wraz z ich upadkiem, i on upada. W końcu staje się wrakiem, ruiną.

...historia rodziny jest mechanizmem nieuchronnych powtórzeń, kołem, które obracałoby się w nieskończoność, gdyby nie postępujące i nieodwracalne zniszczenie osi.

Marquez w 18 miesięcy stworzył powieść ponadczasową i uniwersalną, powieść totalną, którą sam Vargas Llosa nazwał arcydziełem. Mnóstwo tutaj elementów realizmu magicznego, doskonale odzwierciedlających kulturę, wierzenia i różnorodność krajów iberoamerykańskich (wniebowzięcie Pięknej Remedios, pojawienie się w Macondo Bestii, niesamowita moc płodności Petry Cotes itd.), ale nie brakuje też tła realnego, które z pewnością trafi w gust najwybredniejszego czytelnika. To powieść niesamowicie mądra, nie tylko ze względu na mnogość motywów, metafor i analogii, ale również ze względu na drobiazgowo odrysowane tło historyczne Kolumbii, które bardziej obeznanym w ciekawy sposób wyjaśni pewne zjawiska i przekaże spojrzenie na sprawę – na ten przykład – masakry robotników plantacji bananowej. To nie tylko bardzo dobra, choć wymagająca rozrywka intelektualna, ale też wyjątkowa uczta dla duszy. Kilka lat temu, rozumiejąc z tej książki połowę mniej stwierdziłam, że jest ona tak piękna, że stanie się jedną z moich ulubionych. Dziś trwam w tym przekonaniu, będąc jeszcze bardziej urzeczoną magią opowieści Marqueza. Warto przemyśleć i przeczytać, a przede wszystkim pamiętać, że:

Plemiona skazane na sto lat samotności nie mają już drugiej szansy na ziemi.

Ocena: 6/6
©Niebieska Papużka
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć