Strażak
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.94 / 5.00
liczba ocen: 21218
Ilość stron (szacowana): 800
cena od: 27.30
Powiadom o promocji
Otrzymasz e-mail,
kiedy cena spadnie poniżej np. 27.30 zł
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
27.30 zł
30.73 zł
31.98 zł
33.15 zł
39.00 zł
Pozostałe księgarnie
39.00 zł
31.58 zł
32.37 zł
33.15 zł
33.93 zł
34.31 zł
35.10 zł
35.10 zł
35.50 zł
39.00 zł
39.00 zł
Opis:

Spektakularna powieść autora „Rogów” i „NOS4A2”! Kiedy ludzkość pogrąża się w płomieniach i szaleństwie, na horyzoncie pojawia się tajemniczy Szalony Strażak... Joe Hill, syn wielkiego Stephena Kinga, postanowił napisać własną wersję „Bastionu” – „nasączoną benzyną i podpaloną”.

Nikt nie wie dokładnie, kiedy i jak to się zaczęło. Przez kraj przetacza się przerażająca plaga, która uderza w kolejne miasta: Boston, Detroit, Seattle. Lekarze nazywają to Draco Incendia Trychophyton. Dla wszystkich innych to Dragonscale, wysoce zakaźny, śmiertelny zarodnik. Najpierw na ciele pojawiają się piękne czarno-złote plamy, a następnie ludzie stają w płomieniach. Zakażają się miliony, ogień wybucha wszędzie. Nie ma antidotum. Nikt nie jest bezpieczny.
Pielęgniarka Harper Grayson opiekowała się setkami zainfekowanych pacjentów, zanim jej szpital całkowicie spłonął. Teraz złote plamy odkryła na własnym ciele. W szpitalu widziała wiele matek, które rodziły zdrowe dzieci, więc wierzy, że jej dziecko też takie będzie... jeśli sama dożyje dnia porodu. Bardziej niż ognia musi jednak unikać zbrojnej Bojówki Kremacyjnej, samozwańczego oddziału ścigającego bezwzględnie wszystkich tych, którzy ich zdaniem noszą w sobie zarodniki. Gdy ludzkość pogrąża się w płomieniach i szaleństwie, na horyzoncie pojawia się tajemnicza i fascynująca postać: człowiek w brudnej, żółtej kurtce strażaka, noszący żelazny pręt. Szalony Strażak, przemierzający ruiny New Hampshire, zainfekowany Dragonscale, zdołał kontrolować w sobie ogień i używa go jak tarczy, broniąc ściganych, i broni, gdy mści się za skrzywdzonych. Harper musi poznać jego tajemnicę, nim ogarną ją płomienie.
Zachowajcie zimną krew, nadchodzi STRAŻAK!

„Przerażająca historia. «Władca much» dla pokolenia Twittera: po części postapokaliptyczna baśń, po części satyra społeczna. Inteligentna i wciągająca – ta książka daje solidnego kopa!” – Joanne Harris.

Recenzje blogerów
Media prześcigają się w przekazywaniu informacji. Według stacji FOX zarazę uwolniło ISIS, wykorzystując zarodniki stworzone przez rosyjskich naukowców. Zdanie MSNBC jest inne. Według nich wszystko wskazuje na to, że Draco incendia trichopython, potocznie zwana smoczą łuską, była dziełem inżynierów z Halliburton, wykradzionym przez członków chrześcijańskiej sekty, którzy sfiksowali na punkcie Apokalipsy św. Jana. Przez całe lato na przeróżnych stacjach telewizyjnych toczyły się debaty na na temat tego, kto odważył się zrobić coś takiego i po co. Jednak kiedy Glenn Beck spłonął żywcem w trakcie swojego internetowego programu na oczach widzów eksperci zmienili temat debaty - nareszcie skupili się na tym co zrobić, by się nie zarazić...

Mogło być znacznie gorzej. (...) Mogliśmy zachorować na coś, co objawiałoby się ropiejącymi wrzodami albo upławami z miejsc intymnych. Mogła nas dopaść jedna z tych chorób, od których gnije ciało i odpada kawałkami. Nie ma niczego seksownego w świńskiej grypie. Idę o zakład, że to najbardziej seksowny patogen w dziejach ludzkości. Myślę, że dzięki niemu wyglądam jak tygrysica! Gruba, tandetnie ubrana tygrysica. Jak Kobieta-Kot w naprawdę kiepskiej formie.


Nikt nie wie, kiedy i jak to się zaczęło. Media przy pomocy ekspertów toczą spekulacje. A plaga nie zatrzymuje się i ogarnia kolejne miasta. Jest coraz więcej przypadków zarażenia chorobą. Śmiercionośne zarodniki błyskawicznie się rozprzestrzeniają i pokrywają ciała zarażonych przepięknymi "tatuażami". Później jednak zamieniają swoje ofiary w żywe pochodnie...

Harper Grayson, pielęgniarka, która pracowała przy zarażonych, zachodzi w ciążę. Oczywiście nie mogła wybrać sobie lepszego momentu, prawda? Mimo wszystko zamierza urodzić dziecko. W szpitalu widziała, że zarażone matki rodziły zdrowie dzieci, więc może i jej się uda. Nikt nie może odebrać jej nadziei. Przecież tylko to pozostało ludziom, gdy świat się kończy... Do Harper jednak los się uśmiecha. Dziewczynie, która nie może liczyć na swojego ukochanego, może pomóc Strażak, który już raz uratował jej życie.

To takie tandetne, kiedy ludzie mówią "kocham cię". To jak etykieta na buteleczce tabletek zawierających burzę hormonów i odrobinę lojalności. Nigdy nie lubiłem tego mówić. Wolę powiedzieć: Jesteśmy razem, teraz i na wieki. Jesteś wszystkim, czego potrzeba mi do szczęścia. Dzięki tobie czuję, że wszystko jest jak należy.


Joe Hill bardzo, ale to bardzo mnie zaskoczył. Oryginalna wizja apokaliptyczna, świetny pomysł i fantastyczne wykonanie. Jak dla mnie Joe przerósł Mistrza, którego z kolei twórczość nie przypada mi zbytnio do gustu, ale myślę nad daniem Kingowi jeszcze jednej szansy. Autor Strażaka skradł moje serce już na samym początku. Czym?

Inspiracje:

Ray Bradbury, któremu ukradłem tytuł;
mój ojciec, któremu ukradłem całą resztę

Właśnie tym zyskał w moich oczach ogromną sympatię. Być może to w jakimś stopniu przyczyniło się do tego, że nastawiłam się do lektury bardzo pozytywnie. Podobało mi się również to, że Joe Hill w swojej książce od razu przechodzi do konkretów. Nie tak jak Stephen King, gdzie akcja na dobrą sprawę rozpoczyna się dopiero, gdy mamy za sobą już 3/4 książki, a nawet więcej. Zanim się przebrnie przez te tysiące nieistotnych wątków odechciewa się wszystkiego. (Uwaga: To są tylko moje odczucia).

Strażak stał się jedną z moich ulubionych książek apokaliptycznych. Świetnie wykreowane postacie, które znalazły się w tragicznym położeniu, obraz dozgonnej miłości, która podczas epidemii przyjmuje całkowicie odmienne oblicze, ale przede wszystkim ludzie i próba zachowania krzty człowieczeństwa. A od książki nie sposób się oderwać. Jak na dość poważną książkę to sposób narracji i przedstawiana przebiegu wydarzeń jest niezwykle lekki i przystępny. Rewelacyjna, odważna i w żadnym wypadku nie nużąca. O dziwo, do Strażaka nie mam żadnych zastrzeżeń. Cieszę się, że autor nie zamknął całej historii w dwustu, trzystu stronach, a przedstawienie całego tragizmu sytuacji zajęło mu aż 800 stron. Czytając tę pozycję bawiłam się świetnie. Dawno nie czytałam czegoś na tak wysokim poziomie jeśli chodzi o literaturę apokaliptyczną.

Podsumowując, Joe Hill spisał się świetnie! Książka wciąga, zaskakuje i momentami zapiera dech w piersiach. Ponadto jest świetnym studium psychiki ludzkiej, niekoniecznie zaś horrorem z krwi i kości. Strażaka polecam szczególnie fanom thrillerów i książek apokaliptycznych oraz tym, którzy chcą zacząć przygodę z tymi gatunkami. Nie zawiedziecie się! A ja? Ja zamierzam sięgnąć po inne książki Hilla.

Ocena: 5,5/6
©Książkomaniacy Recenzje
Choć Joe Hill (właściwie: Joseph Hillstrom King) odciął się, poprzez pseudonim, od szybkich skojarzeń z ojcem, Stephenem Kingiem, który jest bodaj najsłynniejszym współczesnym twórcą horrorów, widać, że w panach płynie ta sama krew. Niewątpliwie łączy ich talent do tworzenia przerażających, a równocześnie fascynujących światów, obaj tworzą też powieści z pogranicza horroru, fantastyki i sensacji. „Strażak” Joe Hilla mimo wszystko wyróżnia się spośród innych powieści autora, gdyż bezpośrednio nawiązuje do „Bastionu” Stephena Kinga. Choć syn Króla twierdzi, że nie było to jego zamiarem, w trakcie pisania wyraźnie ujrzał, że jego historia ma coraz więcej wspólnych punktów z wielkim dziełem ojca. Jak powiedział Hill: „Masz dwie możliwości, widząc wpływ rzucający cień na twoją własną pracę. Możesz od niego uciekać albo odwrócić się i przyjąć go w objęcia. Zawsze lepiej jest wziąć w objęcia i dobrze się pobawić. Wziąłem więc i naniosłem w tekście pewne zmiany”*.

Przez Amerykę przetacza się okropna plaga, spopielając kolejne stany. Lekarze nazywają ją Draco Incendia Trychophyton, a wszyscy inni – Dragonscale. Zarazić jest się niezwykle łatwo, bowiem zarodniki przenoszą się w popiele, a ten, kto się go nawdycha, zauważa u siebie złote plamy na ciele, układające się w przerażające, a równocześnie piękne wzory. Prędzej czy później następuje samozapłon i człowiek ginie w płomieniach, które wytwarza jego ciało. Lekarstwa brak, a jedynym pewnym sposobem na przeżycie wydaje się unikanie kontaktu z zakażonymi. Co jednak ma zrobić matka, gdy zachoruje jej własne dziecko, co mąż, gdy złote plamki pojawią się na ciele ukochanej żony?

Pielęgniarka Harper Grayson uważa, że jej powinnością jest pomagać chorym, więc choć jej samej nie dopadła choroba, opiekuje się tymi, którzy mieli mniej szczęścia. Personel medyczny zachowuje najwyższą ostrożność, nosi stroje ochronne i nie dopuszcza do kontaktu z popiołem, i wszystko zdaje się być mniej więcej pod kontrolą, dopóki pacjenci szpitala nie zaczynają płonąć jeden za drugim, a popiół i dym nie spowijają całego miasta. Pacjenci, lekarze, pielęgniarze i przypadkowe osoby, wszyscy mieszają się w spanikowanym tłumie, a gdy popiół opada, okazuje się, że jest wielu nowych zarażonych. Nikt już nie panuje nad plagą…
Harper odkrywa, że jest w ciąży, a niedługo potem, że ma „smoczą łuskę”, co budzi jej uzasadniony lęk o bezpieczeństwo dziecka, krążą jednak pogłoski, że nawet potomstwo osób zarażonych rodzi się czasem zdrowe, więc postanawia dbać o siebie i za wszelką cenę nie spłonąć przed porodem. Być może jedyną nadzieją jest tajemniczy Strażak, który posiadł władzę nad ogniem i wie, jak nie dać się strawić płomieniom.

Dobrze się bawiłam, tropiąc podobieństwa pomiędzy „Bastionem” a „Strażakiem”, a było mi tym łatwiej, że obie lektury dzielił niewielki odstęp czasu: tę pierwszą czytałam w styczniu, tę drugą – w marcu. Mrugnięć okiem jest mnóstwo, zaczynając chociażby od niemego chłopaka imieniem Nick czy nielubianego przez innych Harolda, który pisze w ukryciu dziennik, a kończąc na oczywistym wniosku, że obie powieści przedstawiają postapokaliptyczną wizję świata. I tu, i tam, ludzie gromadzą się we wspólnoty, choć u Hilla mniej wyraźny jest podział na tych dobrych i tych złych: w „Strażaku” grupa daje ukojenie i służy pomocą, choć gdy jeden przywódca zostaje zastąpiony przez drugiego, napięcie w obozie rośnie. Mimo wszystko we wspólnocie każdy dąży do tego, by grupa czuła się dobrze i bezpiecznie, i nikomu nie zależy na zagładzie świata, tak jak to było w „Bastionie”, który był skonstruowany wokół odwiecznej walki dobra ze złem. Co prawda i tu nie zabrakło czarnego charakteru, którym jest Marlboro Man i grupy zwane Oddziałami Kremacyjnymi, likwidujące „palniki”, czyli zarażone osoby, jednak wszyscy dotknięci „smoczą łuską” trzymają się razem.

Choć u Hilla nie brakuje momentów pełnych grozy (szczególnie w początkowej części, gdzie konfrontują się ze sobą postawy Harper i jej męża), całościowa wymowa jest mniej gorzka niż w „Bastionie”. Młody King wykazuje więcej optymizmu niż jego ojciec, gdy mówi: „Nie jestem pewien, czy ludzkość tak szybko się cofnie. Jesteśmy bardzo uczuciowymi małpkami, lubimy się przytulać. Nawet jeśli stajemy wobec najgorszego, wielu z nas nadal znajduje czas na śmiech i dobry humor”*. Zdecydowanie widać to w „Strażaku”, którego można nazwać postapokalipsą light.

Niestety Joe Hill ma nie tylko zalety swego ojca, ale też i wady: jeden i drugi często nie wie, kiedy się zatrzymać i tworzy powieściowe grubasy, które nic by nie straciły (a może wręcz by zyskały), gdyby wyciąć z nich lekką ręką jakieś 200 stron. Tak „Bastion”, jak i „Strażak” nie ustrzegły się dłużyzn, bardzo mocno rozbudowanych wątków obyczajowych, które, choć ważne, momentami zbytnio spowalniały akcję, jakby King senior i junior nie mogli się zdecydować, czy piszą powieść obyczajową czy horror. Gdyby nie lekkie pióro, mogłabym mieć problem z płynnym przebrnięciem przez tak długą powieść, jednak przyjemny styl rekompensuje potknięcia w konstrukcji. Podsumowując: „Strażak” to solidna powieść postapo okraszona sporą dozą obyczajowości i świetnie zarysowująca psychologię bohaterów. To już wyznacznik prozy Kingów, więc jeśli ktoś lubi taki styl to z pewnością da się porwać nurtowi powieści, tak jak ja. Nie przesłoniło mi to jednak małych minusów (jak spowalnianie tempa akcji, zbytnie rozgadanie), które momentami wybijały mnie z lektury. Mimo to bardzo lubię twórczość obu panów, i choć ma ona słabsze i mocniejsze momenty, trzyma jednak pewien poziom i zapewnia godną rozrywkę.

Ocena: 4/6
©tanayah czyta
Draco Incendia Trychophyton, pierwszym symptomem infekcji są pojawiające się na ciele piękne czarno-złote plamy, później ludzie stają w płomieniach. Śmiertelny zarodnik, zwany smoczą łuską zbiera swoje żniwo w całych Stanach Zjednoczonych, zakażają się miliony. Ogień wybucha wszędzie. Nikt nie wie jak się rozprzestrzenia, nikt nie znalazł antidotum i nikt nie może czuć się bezpieczny.

Harper Grayson, pracuje jako pielęgniarka, opiekując się codziennie setkami zainfekowanych pacjentów. Sama po jakimś czasie na swoim ciele odkrywa złote plamy, a jej strach jest tym większy, że jest w ciąży. Pracując w szpitalu była świadkiem jak zarażone kobiety rodziły zdrowe dzieci i wierzy, że w jej przypadku będzie podobnie. Musi jednak przeżyć do dnia porodu. Harper grozi nie tylko śmierć w płomieniach, bardziej niebezpieczne mogą być dla niej Bojówki Kremacyjne, samozwańcze oddziały, ścigające tych, którzy noszą w sobie zarodniki.
Na horyzoncie dla Harper i jej nienarodzonego dziecka pojawia się ratunek. Tajemniczy człowiek, ubrany w brudną żółtą strażacką kurtkę, noszący przy sobie żelazny pręt. Szalony Strażak, który przemierza New Hampshire, jest zainfekowany smoczą łuską, ale potrafi kontrolować płonący w nim ogień, używając go jak tarczy, broniąc ściganych. Harper musi poznać jego tajemnicę, nim stanie w płomieniach.


"Strażak" Joe Hilla jest postapokaliptyczną wizją świata, która jak przyznaje sam autor, jest jego własną wersją "Bastionu" Stephena Kinga, ale dodatkowo nasączoną benzyną i podpaloną. I faktycznie w trakcie lektury czuć wyraźną inspirację twórczością Kinga, ale nie tylko, ponieważ wyczuwa się również wpływ takich powieści jak "451 stopni Fahrenheita" Ray'a Bradburego, "Drogi" Cormac'a McCarthy'ego, czy "Władcy Much" Williama Goldinga.

Joe Hill prowadzi nas przez świat, który gwałtownie obraca się w popiół, w którym każdy dzień jest dla ludzi jedenastym września. "Strażak" to nie tylko znakomita postapokalipsa z elementami horroru, to także niezwykłe studium psychologiczne człowieka, znajdującego się w sytuacji ekstremalnej jakim jest śmiertelna epidemia i konieczność przystosowania się do nowych warunków. Stany zagrożenia zwykle prowadzą do przemocy, walki o władzę, zdrad, czy nawet fanatyzmu pseudo-religijnego. Joe Hill nie tylko prezentuje te wszystkie elementy, łączy je z imponującym efektem, od czasu do czasu nasycając je oprócz benzyny patosem, czasem zachwycając scenami tragikomicznymi, często nawiązującymi przy tym do popkultury.

"Strażak"to świetnie nakreśli bohaterowie, poczynając od Harper, zafascynowanej Mary Poppins i musicalami z Julie Andrews heroinę, która stanowi mieszankę wewnętrznej siły, spokoju, wrażliwości i dobroci. Każda z postaci, którą na swej drodze spotyka Harper to w pełni rozwinięty bohater, które ma jasno określone motywacje, skrywające własne tajemnice. Najciekawiej według mnie prezentują się czarne charaktery jak Jakob, mąż Harper, który pokazuje swoją prawdziwą twarz, gdy dowiaduje się o chorobie żony, czy Malboro Man.

Joe Hill w swojej powieści zwraca uwagę na fakt, że epidemia nie stanowi dla ludzkości bardzo odległego zagrożenia, jest natomiast czymś, co codziennie infekuje mikrokosmos naszego codziennego życia. To coś z czym musimy się zmagać przez cały czas, walcząc z przeciwnościami udowadniamy jakimi ludźmi w rzeczywistości jesteśmy. W "Strażaku" oczami Harper możemy obserwować jak przeciwności, tutaj w postaci smoczej łuski, mogą wydobywać najlepsze i najgorsze cechy naszego gatunku. O człowieczeństwie świadczą tutaj najprostsze gesty, które w warunkach walki o przetrwanie stają się rzadkością.

W "Strażaku" najważniejszą rolę odgrywają ludzie i ich postępowanie, które jest świadectwem zachowania przez nich człowieczeństwa. W centrum uwagi Hilla znajdują się relacje międzyludzkie i pytanie które przy okazji stawia pisarz, co oznacza być przyzwoitym człowiekiem i jak daleko może się posunąć człowiek, by zapewnić ochronę i bezpieczeństwo sobie i tym którym kochamy. Z powieści wysnuwa się bardzo smutny wniosek, największym zagrożeniem dla człowieka nie jest epidemia, czy ogień, największe niebezpieczeństwo stanowi drugi człowiek.

Joe Hilla rozpala w czytelniku ogień, który tli się przez całą lekturę powieści, wzbudzając emocje i przerażając. Postapokalipsa, która wciąga, trzyma w napięciu, uderza i wzrusza dzięki eksploracji ludzkich relacji. "Strażak" to niezwykła oda do prostych rzeczy, najprostszych gestów, które świadczą o naszym człowieczeństwie. Banalnych, jak łyżeczka cukru, która czasami potrafi zdziałać cuda.
Gorąco i ogniście polecam.

Ocena: 5/6
©Cuddle up with a good book
Komentarze dotyczące oferty:
Inne proponowane
Warto zerknąć