Był sobie pies. Ten świat jest naprawdę pomerdany
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 4.26 / 5.00
liczba ocen: 483
cena od: 15.21
Powiadom o promocji
Otrzymasz e-mail,
kiedy cena spadnie poniżej np. 15.21 zł
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
15.21 zł
21.18 zł
22.06 zł
26.90 zł
26.90 zł
Pozostałe księgarnie
15.31 zł
20.18 zł
22.51 zł
22.87 zł
24.21 zł
24.21 zł
24.45 zł
26.90 zł
26.90 zł
Opis:

Wszystkie psy idą do nieba, chyba że mają niedokończone sprawy na ziemi... Książka, która przez cały rok królowała na listach bestsellerów „New York Timesa”, teraz wchodzi na ekrany kin! Zanim obejrzysz film, koniecznie przeczytaj opowieść o Baileym, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha.

Bailey to uroczy kundel, który po serii niefortunnych zdarzeń odchodzi z tego świata. Ku swemu zdziwieniu odradza się ponownie jako złotowłosy szczeniaczek i trafia w ręce ośmioletniego Ethana. Wkrótce stają się nierozłącznymi przyjaciółmi, a Bailey dożywa szczęśliwej starości u boku chłopca w poczuciu, że spełnił swoje powołanie. Jednak jego misja dopiero się zaczyna…
Bailey jest zszokowany – po krótkim i smętnym życiu, jakiego doświadczył w postaci bezpańskiego psiaka odradza się w ciele niesfornego szczeniaka. Kiedy trafia pod opiekę ośmiolatka Ethana, który kocha go całym sercem, odkrywa nowe oblicze – dobrego, poczciwego pupila. Jednak życie u uwielbianej rodziny to nie koniec przygód Baileya. Ponownie odradza się w postaci kolejnego psa!
„Był sobie pies” to pokrzepiająca i pomysłowa historia. Doprowadza czytelnika do łez – zarówno tych ze śmiechu, jak i wzruszenia.
Ta książka w piękny sposób pokazuje, że miłość nie zna granic oraz że nasi najbliżsi zawsze są przy nas.

CYTATY:
Za każdym razem, gdy już wydawało mi się, że poukładałem sobie życie, wszystko nagle się zmieniało.
Ludzie są dużo bardziej skomplikowani od psów i mają dużo ważniejszy sens życia.
Psy mają ważne obowiązki, jak na przykład szczekanie, gdy dzwoni dzwonek u drzwi, natomiast koty są w domu ogólnie bezużyteczne.
Życie przydarza ci się, kiedy jesteś zajęty robieniem planów.
Porażka nie wchodzi w grę, jeśli jedyne, co trzeba do osiągnięcia sukcesu, to włożenie w coś więcej wysiłku.
Stwierdzam, że sensem mojego pieskiego życia było dodawanie otuchy chłopcu, kiedy tylko jej ode mnie potrzebował.
Ludzie byli zdolni robić tyle niesamowitych rzeczy, a mimo to tak często siedzieli bezczynnie, wypowiadając tylko słowa.
Nie ma możliwości porażki, jeżeli sukces zależy wyłącznie od większego wysiłku.
Recenzje blogerów
Odkąd tylko nauczyłam się czytać, pasjami pochłaniałam książki o zwierzętach. Niemal na pamięć znałam "Kocią mamę", marzyłam o odwadze i przygodach dziewczyn z Klubu Ratowników Zwierząt, a "Pies, który jeździł koleją" prawie doprowadził mnie do histerii. Od tego czasu minęło kilka(naście) lat i zdążyłam poznać chyba każdą książkę, która choć w niewielkim stopniu zahaczała o zwierzęta, a już zwłaszcza o moje ukochane psy. I gdy widmo braku kolejnej "psiej" powieści zaczęło niebezpiecznie pojawiać się na beztroskim do tej pory horyzoncie, z odsieczą, niczym książę w lśniącej zbroi, ruszyło ku mnie Wydawnictwo Kobiece, które postanowiło wznowić bestsellerową powieść W. Bruce'a Camerona.
I tak w moim czytelniczym życiu pojawił się Bailey.

Bailey jest psem. I - jak każdy pies - ma misję.
Jednak jego misja, w odróżnieniu od tej innych psów, jest długa. I trudna. I zajmuje zdecydowanie więcej czasu niż jedno psie życie. Dlatego też Bailey (niczym kot) zyskuje kolejne szanse i kolejne wcielenia. Bezdomny szczeniak, kochany nade wszystko golden, dzielnie walcząca o życie innych suczka - każda z tych ról jest inna, a każda wyjątkowa.
Kim będzie później? Do czego służą koty? I gdzie- do diaska! - jest Ethan?
Jedno jest pewne. Życie psa nie jest łatwe.

"Był sobie pies", pierwotnie wydany jako "Misja na czterech łapach", to obowiązkowa pozycja dla każdego psiarza. O tyle też nietypowa, że jej narratorem jest nie kto inny jak właśnie pies. Oczywiście zdarzało mi się już czytać takie powieści (bo podobny zabieg zastosował m.in. Garth Stein w swojej "Sztuce ścigania się w deszczu"), żadna jednak nie była w tym tak prawdziwa jak książka Camerona. Bailey nie jest intelektualistą, nie raczy nas pełnymi metafor przemyśleniami ani nie udaje, że pozjadał wszystkie rozumy. Wręcz przeciwnie - otwarcie przyznaje, że często nie rozumie ludzi, a świat nieustannie go zadziwia. Bruce Cameron pisze bardzo prostym, dokładnie takim, jakim posługiwałby się pies, językiem (gdyby, rzecz jasna, potrafiłby mówić i pisać :D ). Obserwujemy świat widziany oczami Baileya i jesteśmy świadkami rozkwitu prawdziwej przyjaźni. Śmiejemy się do rozpuku, ganiamy za pewną bezmyślną klaczą i nie lubimy z dziwnym podrzucakiem, a wszystko to z merdającym ze szczęścia ogonem.
Psie życie to jednak nie tylko radość. Razem z Baileyem przeżywamy kryzysy jego ukochanego chłopca, razem z nim się boimy i kilka razy - niestety - "patrzymy" jak wierny i dzielny psiak opuszcza ten świat. I choć strata kilku łez z całego ich zasobu jest nieunikniona, to "Był sobie pies" (mimo wszystko!) jest szalenie ciepłą i optymistyczną książką. Powieścią, którą bez wahania podsunęłabym swojemu dziecku i którą sama podczytywałabym (co też zresztą robiłam :D ) z zapałem.

Historia Baileya może nie dostanie Pulitzera. Może nigdy nie otrzyma nominacji do National Book Award, a jej ekranizacja nawet nie będzie miała szansy, by powalczyć o Oscara. Być może. Najważniejsze jednak, że jego historia podbijała i wciąż na nowo podbija czytelnicze serca. Że cieszy i sprawia, że jeszcze bardziej kochamy swoje psy i możemy (choć na chwilę) powrócić do czasów dzieciństwa i przypomnieć sobie, że śmierć naszego przyjaciela to nie koniec jego drogi.
W końcu wszystkie psy idą do nieba.

Tylko nie każdy z nich trafia tam od razu.

Ocena: 4/6

©Półka na książki
Gdy usłyszałam o książce, w której pies jest nie tylko głównym bohaterem, ale i narratorem wiedziałam, że muszę ją mieć. Uwielbiam wszelkie zwierzęta i nie mogę się powstrzymać przed głaskaniem wszystkich, które staną mi na drodze. Zawsze też mówię im cześć, przez co właściciele często patrzą na mnie jak na kogoś z obcej planety. Ale co ja poradzę na to, że nieuprzejmie byłoby przejść tak całkiem obojętnie oprócz psa czy kota? Zanim zaczęłam czytać nasłuchałam się sporo pozytywnych opinii o Był sobie pies, więc upewniłam się w tym, że to będzie coś dla mnie. To był strzał w dziesiątkę. Kilka godzin i siedziałam zalewając się łzami. Spodziewałam się tego, a jednak nie mogłam się powstrzymać. Psy zawsze niesamowicie mocno mnie wzruszają - przez wzgląd na swoją wierność i przywiązanie. Główny bohater Był sobie pies jest idealnym przykładem tego, że te zwierzęta są niesamowite i z całą pewnością można powierzyć im własne życie.

Bycie szczeniakiem nie jest czymś przyjemnym. Nieproporcjonalna budowa ciała, niewykształcone do końca instynkty... Koszmar. Po przeżyciu raz pies ma tego dosyć, a co dopiero wtedy, gdy po śmierci budzi się jako inny pies i musi jeszcze raz przetrwać te szczenięce miesiące? I jeszcze raz? Główny bohater sam nie wie, po co jest na świecie i dlaczego odrodził się po swoim krótkim życiu jako bezpański pies w całkiem innym miejscu. Teraz zostaje własnością ośmioletniego Ethana. Bailey odkrywa, że jego głównym celem w życiu jest kochanie chłopca i bycie przez niego kochanym. Uczy się przy tym nowych rzeczy i czuje się naprawdę spełnionym psem. Jest pewny, że to właśnie z tego powodu odrodził się na nowo. Wie jednak, że każde życie w pewnym momencie się kończy i ma nadzieję, że będzie to już ostateczny koniec...

„- Nie ma złych psów, Bobby. Są tylko źli ludzie.”

Bailey jest psem niesamowicie inteligentnym. Zapewne ma na to wpływ fakt, że pamięta on wszystko, czego nauczył się w poprzednim życiu i nie musi od nowa uczyć się rozumieć tego, co chcą od niego ludzie. Nie jestem pewna, czy jego światopogląd jest podobny do tego, jaki naprawdę mają pieski, jednak wydał mi się całkiem realistyczny, co jest sporym plusem. Ciężko było mi wgryźć się na początku w lekturę z powodu patrzenia na świat oczami szczeniaka, który dopiero uczy się, jak żyć. Z czasem jednak przyzwyczaiłam się do oglądania otoczenia z wysokości kolan i zakochałam się w Baileyu. Fakt, że jest on wyłącznie wymysłem W. Bruce'a Camerona boli niemiłosiernie. Chciałabym znaleźć duszę Baileya w jakimś psiaku i zabrać go do domu, chociaż jestem zdecydowaną kociarą.

Nie jest on jednak jedyną postacią, która przypadła mi do gustu. Jakoba pokochałam od razu, gdy tylko pojawił się w Był sobie pies. Trzymałam mocno kciuki, by życie przestało dawać mu w kość i by podniósł się po tym, co przeszedł. Bailey pojawiał się na świecie z bardzo ważnymi misjami, a wszystkie one polegały na tym samym: na ratowaniu ludzi przed nimi samymi. Nie było to dla mnie żadną niespodzianką, chociaż ostatnie rozdziały troszkę mnie zaskoczyły. Nie oczekiwałam tego, gdyż biorąc do ręki tę książkę liczyłam po prostu na przyjemną lekturę i nic więcej. Cameron stworzył jednak coś, co nie jest zwykłą historią, o której zapomina się po przeczytaniu. Jestem pewna, że jeszcze niejednokrotnie wezmę ją do ręki i jeszcze nie raz nad nią zapłaczę. W trakcie przypomniałam sobie o jednym z moich ulubionych filmów. Mój przyjaciel Hachiko jest dużo bardziej wzruszający, jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że i ten film i ta książka mają ze sobą jedną wspólną cechę: zawsze będę na nich płakać jak małe dziecko.

„Ludzie są dużo bardziej skomplikowani od psów i mają dużo ważniejszy sens życia. Ostatecznym zadaniem psa jest być przy nich, trwać u ich boku bez względu na wszystko, nieważne, jak potoczy się ich życie.”

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że fabularnie ta książka jest prosta i dosyć przewidywalna, jednak myślę, że nie chodzi tu o to, by zaskakiwać czytelnika milionami niespodzianek, a o dobre serce Baileya i o jego ogromne poświęcenie, które jest dla niego naturalne jak oddychanie. Tutaj liczy się ten główny bohater i jego zachowanie, a nie to, by śledzić z zapartym tchem wydarzenia. Czasami się śmiałam, kiedy czytałam reakcje Baileya na różne nowe rzeczy, często płakałam, gdy świat się walił mu na głowę i przychodził koniec. Teraz całkiem inaczej patrzę na psy i ich zachowanie i jestem pewna, że kiedyś się zdecyduję na szczeniaka. Jestem tylko pewna jednego: kiedy już przyjdzie na niego czas mogę się po tym nie pozbierać. Za bardzo i za szybko się przywiązuję.

Niedługo do kin wchodzi film na podstawie Był sobie pies i z pewnością go pooglądam. Jestem świadoma tego, że pewnie będę płakać - płakałam nawet na Dzwoneczku i bestii z Nibylandii - i to tak porządnie, jednak nie mogę sobie darować zobaczenia tego wszystkiego jeszcze raz, oczami reżysera. Mam w głowie obraz tego, jak chciałabym, by ta ekranizacja wyglądała i mam nadzieję, że nie zawiodę się zbyt mocno. Zwiastun podoba mi się i to bardzo, jednak - według mnie - zdradza zbyt wiele z całej fabuły i nie radzę go oglądać, jeśli planujecie zapoznać się z książkową wersją. Polecam jednak to zrobić, a jeśli nie macie ochoty na czytanie, to wybierzcie się do kina. Tę historię trzeba poznać - nieważne, w jaki sposób.

Nie patrzę na Był sobie pies tak, jak na inne książki. Nie oceniam jej pod względem fabuły, kreacji bohaterów, tego, jak jest napisana... Patrzę na nią przez pryzmat moich uczuć i tego, jak bardzo boli mnie teraz serce, bo najchętniej zaczęłabym czytać od nowa. Już mi brakuje Baileya i jego innych wcieleń. Czuję się tak, jakbym straciła najlepszego przyjaciela. Mówcie sobie co chcecie, ale ja już jestem pewna, że ta książka będzie jedną z lepszych przeczytanych w 2017 roku. Może nie grzeszy ambicją, może nie jest niesamowicie oryginalna i nie przekazuje nie wiadomo jak wydumanych mądrości o świecie. Zawiera jednak w sobie to, co najważniejsze: prostą prawdę, którą łatwo przegapić w codziennej bieganinie. Zwraca uwagę na to, że zwierzęta również mają uczucia i należy się z nimi liczyć, wychowywać je, a nie deptać ich poczucie wolności przywiązując do płotu. Cameron pokazuje nam, że nie jest trudno zrozumieć swojego zwierzęcego przyjaciela. Trzeba tylko czasem opaść na kolana i poczuć się jak on.

Ocena: 5/6
©Papierowe Miasta
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Zabawna, wzruszająca, piękna - jak najbardziej polecam!

Inne proponowane
Warto zerknąć