Making Faces
ebook: pdf, mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.37 / 5.00
liczba ocen: 37529
Ilość stron (szacowana): 344
cena od: 31.92
Powiadom o promocji
Otrzymasz e-mail,
kiedy cena spadnie poniżej np. 31.92 zł
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
31.92 zł
Pozostałe księgarnie
31.92 zł
31.98 zł
Opis:

W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young — błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym — to dla niego za mało. Ich wspólna historia mogłaby nigdy nie powstać, gdyby pewnego dnia nie wybuchła wojna. Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi z miasteczka wyruszył do Iraku. Wrócił sam, ciężko ranny. Stracił nadzieję, ale nie Fern. Jej uczucie do niego wciąż trwało, choć już wkrótce okazało się, że miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta. To historia małego miasteczka, piątki przyjaciół i opowieść o wojnie, z której wrócił tylko jeden. To piękna bajka o miłości jak z kart romansów, o zwykłej dziewczynie, która pokochała zranionego wojownika. Tej historii nie można było piękniej napisać. Czy masz odwagę spojrzeć w utraconą twarz? Amy Harmon — autorka bestsellerów, mówca motywacyjny, nauczycielka i mama. Dorastała w wiejskiej okolicy, a pisanie od zawsze sprawiało jej ogromną przyjemność. Jej książki opublikowano w siedmiu krajach, zdobyły wiele nagród i wyróżnień (Wall Street Journal Bestseller, New York Times Bestseller, Whitney Award, Swirl Award i wiele innych). W wolnych chwilach Harmon śpiewa w chórze Saints Unified Voices. W Polsce ukazały się jej dwie powieści — „Prawo Mojżesza” oraz „Pieśń Dawida” (wydawnictwo Editio).

CYTATY:
Walka jest zwycięstwem.
Nie ma smutku, jeśli wcześniej nie było radości.
Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia.
Jeśli Bóg stworzył wszystkie nasze twarze, czy śmiał się, kiedy tworzył mnie?
Czy tworzy nogi, które nie mogą chodzić i oczy, które nie widzą?
Czy skręca włosy na mojej głowie aż zbuntują się w dzikim sprzeciwie?
Czy zamyka uszy głuchego człowieka, aby był bardziej zależny?
Czy to jak wyglądam, to zbieg okoliczności, czy po prostu zrządzenie losu?
Jeśli stworzył mnie w ten sposób, czy to w porządku, aby go winić za to czego nienawidzę?
Za skazy, które wydają się pogarszać za każdym razem, kiedy widzę lustro,
Za brzydotę którą widzę we mnie, za nienawiść i za strach.
Czy rzeźbi nas dla własnej przyjemności, z jakiegoś powodu, którego nie widzę?
Jeśli Bóg tworzy wszystkie nasze twarze, czy śmiał się, kiedy tworzył mnie?
Każdy jest dla kogoś głównym bohaterem...
Recenzje blogerów
Making faces to moje trzecie i mam nadzieję, nie ostatnie spotkanie z Amy Harmon. W Polsce póki co dostępne są trzy tytuły. Jakiś czas temu pisałam wam o Prawie Mojżesza oraz Pieśni Dawida. Ten tytuł różni się jednak od nich. Już śpieszę z wyjaśnieniem.

Narratorem jest ktoś trzeci. Nie mówi w książce żaden bohater, tak jak w przypadku wspomnianych pozycji. Rozdziały zatytułowane są w nawiązaniu do ich treści. Autorka wciąż wykazuje się lekkością pióra. Bohaterowie są rzeczywiści. Idealni w swej nieidealności.

Czytając historie Fern oraz Ambrosa poznajemy też innych cudownych bohaterów. Ok, nie wszyscy są cudowni. Jednak ta powieść bez Baileya nie byłaby tak piękna. Przyjaźń między nim, a dziewczyną jest niezwykła. Bailey jest takim słoneczkiem, nie tylko dla bohaterów, a również dla czytelników. Dość liczne retrospekcje pomagają w lepszym zrozumieniu emocji młodych ludzi. Na szczęście nie wprowadzają zamieszania.

Zaczynając czytać Making faces bohaterowie kończą szkołę średnią. W trakcie są dosyć spore przeskoki czasowe. Spędzamy w tym małym miasteczku kilka lat. Widzimy jak nastolatkowie zmieniają się w dojrzałe osoby. Miłość Fern dojrzewa tak samo jak kobieta. Na szczęście w porę Ambrose uświadamia sobie, że odwzajemnia jej uczucia. Może nie tyle sobie uświadamia, ile pozwala sobie na emocje. Ich przyszłość nie jest taka oczywista. Na drodze do szczęścia spotkają jeszcze wiele przeszkód. Cały czas muszą też radzić sobie z traumami i żałobą. Życie nie jest łatwe. Czy miłość przezwycięży demony?

Historia, którą stworzyła Amy Harmon niesie nadzieje. Pokazuje, że brzydota może być piękna. Udowadnia, że w życiu najważniejsze jest życie w zgodzie ze sobą. Przypomina, że miłość jest najważniejsza. Piękna, wzruszająca i zapadająca w pamięć.
Osobiście nie mogę doczekać się innych powieści. Chciałabym więcej i więcej. Autorka potrafi zaczarować. Na pewno jeszcze nie raz wrócę do tego tytułu. Serdecznie wszystkim polecam.

Ocena: 5/6
©Lotta w świecie książek
Kiedy tylko dowiedziałam się, że będzie polska premiera kolejnej powieści Amy Harmon, nie zastanawiałam się ani sekundy. Po Prawie Mojżesza i Pieśni Dawida wiedziałam, że mogę liczyć na kosmiczną dawkę wspaniałych emocji, chwile zadumy i satysfakcji z bardzo dobrej książki. Zacierałam rączki w oczekiwaniu, a kiedy już przyszła, od razu ją porwałam. I jak mi z nią było?

W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young - błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym - to dla niego za mało.

Chociaż książkę przeczytałam już kilkanaście dni temu, do teraz nie mogłam zebrać się w sobie, żeby napisać tę recenzję. Nadal nie do końca wiem, jak powinnam ją napisać, aby w pełni oddać to, co chcę poprzez nią przekazać.

Z całą pewnością Amy Harmon miała wspaniały pomysł na fabułę. Z pozoru małe miasteczko i jeszcze bardziej niepozorni mieszkańcy. Ot grupa uczniów z jednej szkoły i ich rodziny. Nic poza tym. Jednak już na początku autorka funduje łamiącą serce scenę, w której to matka uświadamia synka, dlaczego musi umrzeć. To było mocne, naprawdę mocne. Nie wyobrażam sobie, jak mogłabym swojej własnej córce powiedzieć: "kochanie, Ty niedługo umrzesz, ponieważ jesteś chora". Oczywiście autorka nie użyła takich słów jak ja, jednak na samą myśl szklą mi się oczy. Po tej scenie już miałam pewność, że moje emocje zostaną poddane ogromnej próbie...

Bohaterowie to chyba najmocniejsza karta przetargowa Amy Harmon. Za każdym razem potrafi ich wykreować perfekcyjnie. W moim sercu na dobre zagościł Bailey. Jest tak mądrym i inteligentnym chłopakiem, że głowa boli! Zaskoczył mnie nie raz i nie dwa. Pierwszy raz naprawdę tak bardzo polubiłam, która teoretycznie nie była tutaj najważniejsza. Dla mnie była i myślę, że właśnie ze względu na niego za jakiś czas chętnie do tej książki wrócę. Cieszę się, że autorka w tak doskonały sposób radzi sobie z portretami psychologicznymi swoich bohaterów. Dzięki temu mamy szansę zapomnieć, że to tylko literacka fikcja.

Mnogość wątków może wydać się początkowo przytłaczająca. Jest ich naprawdę dużo. Młodzieńcze zauroczenie, prawdziwa miłość, poważna choroba, wojna, przyjaźń, troska o bliskich, poświęcenie, oddanie, miłość do dziecka, akceptacja, śmierć i wiele innych. Po przeczytaniu tej książki można zauważyć, że każdy z nich był ważny i łączył się z kolejnym. Dostajemy sieć wątków, które przeplatając się tworzą zgrabną całość.

Tym razem jednak coś mi w całości nie pasowało. Fabuła mnie wciągnęła, wątki zaskoczyły, a bohaterowie potwierdzili wspaniałość autorki. Jednak teraz momentami odnosiłam wrażenie, jakby Amy Harmon opowiedziała komuś swoją historię, a ten nie do końca umiejętnie by ją spisał. Zabrakło mi pewnego pióra autorki, które przecież dwa razy porwało mnie bez pamięci. Uczucia i emocje są, ale na tak dobrej fabule nie uroniłam ani jednej łzy. Może to nie był odpowiedni moment na tę książkę? Może moje oczekiwania były zbyt wygórowane? Nie wiem dlaczego, ale czułam niedosyt, choć treść do dziś mam w pamięci i raczej o niej bardzo długo nie zapomnę.

Making faces to książka przepełniona uczuciami i emocjami. Mówi o wielkiej miłości, przyjaźni, akceptacji, poświęceniu, oddaniu, śmierci. Historia wciąga od pierwszej strony i nie pozwala się oderwać, a pamięć o niej pozostaje w świadomości na długo po skończonej lekturze. Choć tym razem czegoś mi zabrakło, to i tak polecam. Jestem pewna, że z tej powieści wiele można wynieść i wysnuć pewne refleksje.

Ocena: 5/6
©Kraina Książką Zwana
Po ciekawych książkach 'Pieśń Dawida' i 'Prawo Mojżesza', nabrałam wielkiej ochoty na najnowszą, wydają w Polsce, książkę tej autorki pt. 'Making faces'. Na okładce całująca się para, troszkę za mgłą, co wróżyło dobry romans, a poprzednie książki kazały mi spodziewać się wzruszeń przy czytaniu. Książka ukazała się 5 stycznia 2017 roku w wydawnictwie Editio.

Muszę przyznać, że nie rozczarowałam się książką! A jeśli chodzi o książki o miłości, to jestem wymagająca, bo albo mnie bohater denerwuje, albo jest za ckliwie, albo za drętwo, albo coś jeszcze.
Tym razem po raz kolejny Amy Harmon udowodniła, że potrafi pisać dla każdego.

Bohaterami książki jest w zasadzie czwórka przyjaciół: Fern i jej niepełnosprawny kuzyn Bailey, jej piękna koleżanka Rita i ulubieniec szkoły, przystojny i wysportowany, a przy tym czytający poezję Ambrose Young.
Akcja zaczyna się w czasie licealnym bohaterów, a kończy się, gdy są dorośli. Widzimy co się z nimi stało, jaki ich spotkał los, kto odnalazł swoją miłość, a kto nie.

Książka kojarzyła mi się z amerykańskimi serialami o problemach nastolatków, typu 'Jezioro marzeń', jakie uwielbiałam oglądać, będąc młodsza. Gdy czytam książkę o miłości nastolatków, to zwracam uwagę na wartości, jakie reprezentują. Jestem w gruncie rzeczy romantyczna, chyba, bo lubię, gdy miłość jest piękna, gdy się rozwija powoli, gdy uszlachetnia bohaterów, gdy nie wskakują sobie do łóżka już po pierwszej randce. Fern jest nieładna i taka się czuje: mała, ruda, w okularach i aparacie ortodontycznym. Ambrose i jego koledzy z drużyny zapaśniczej nie biją się o nią, a jednak zdobywa ona sobie ich szacunek. Ale droga do tego jest długa. Po pierwsze Fern przyjaźni się i opiekuje niepełnosprawnym Baileyem, który jest synem trenera i pomimo, że nie może trenować, to z chęcią uczestniczy w treningach. Po drugie Fern pisze dla pięknej Rity liściki miłosne, czym ujawnia swoją wrażliwość.
Miej więcej w połowie książki czasy licealne się kończą, a zaczyna się dorosłość. Role się odwracają, bo najpopularniejsze osoby z liceum w dorosłym życiu wcale nie radzą sobie najlepiej. Uroda nie jest już tak istotna. Liczy się lojalność, wytrwałość i to, co sobą reprezentujemy. Każdy z nich musi dorosnąć i zdać egzamin z życia. Rita musi zmierzyć się z błędami młodości. Ambrose jedzie do Iraku i wraca zmieniony, Fern ciągle pisze i wciąż kocha Ambrose, a Bailey wie, że umrze, ale każdą chwilę chce wykorzystać godnie, pomagając tym, którym kocha.

Powieść składa się z rozmów, listów, trudnych myśli i traumatycznych wydarzeń. Jest wiele romantyzmu i wzruszeń. Książka pokazuje, że każdy ma szansę na miłość, bo tak naprawdę liczy się to, jacy jesteśmy dla innych, co dajemy z siebie bliskim. 'Making faces' pokazuje, że to nie uroda, ani atrakcyjność fizyczna się liczy, ale uczucie, że prawdziwa miłość pokona wszystkie przeszkody, że miłość sprawi, że z Brzydkiego Kaczątka wyrośnie piękny łabędź i że ważne jest co mamy w środku. Pokazuje też, że dorosłość jest trudna i pełna problemów, z którymi jedynie przy wsparciu najbliższych można się uporać. A przede wszystkim książka pokazuje, że miłość jest piękna i nadaje sensu życiu. I pokazuje, że jednak można pisać o miłości ciekawiej niż w książkach o Greyu.

Ocena: 3/6
©Literackie zamieszanie
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    książka napisana żywym, plastycznym językiem. Barwne postaci, z których każda jest dobrze wyodrębniona i ma swój własny rys. I to tyle suchych faktów, bo dalej są już tylko emocje... Młodzi, zbyt młodzi mężczyźni, którzy podjęli nie do końca świadomą decyzję o wyjeździe na wojnę do Iraku. Młodziutka dziewczyna, naiwna, o dobrym sercu, która zakochała się w jednym z nich. Młody, chory na atrofię mężczyzna, który walczył ze swoją chorobą poprzez optymizm, wiarę i wiedzę... Wszystkich ich łączy jedno, chęć bycia kimś ważnym dla drugiej osoby. Głównymi bohaterami są Ambrose - oszpecony po wybuchu bomby, Fern - cudowna w swojej naiwności i życzliwości dziewczyna oraz Bailey, który dla mnie jest nośnikiem tej historii. Polubiłam tego chłopaka natychmiast i cieszę się, że autorka pozwoliła mu "rozwinąć skrzydła", znaleźć przyjaciół i kochających go ludzi. Gdyby jeszcze przy tym schorzeniu był samotny i odrzucony, to już bym tego nie zniosła. Bólu w tej książce jest wystarczająco dużo,...

Inne proponowane
Warto zerknąć