Król
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.01 / 5.00
liczba ocen: 2201
Ilość stron (szacowana): 432
Powiadom o promocji
Otrzymasz e-mail,
kiedy cena spadnie poniżej np. 22.55 zł
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
26.29 zł
26.32 zł
26.98 zł
29.62 zł
32.90 zł
Pozostałe księgarnie
-24% 22.55 zł
23.03 zł
-12% 23.69 zł
25.66 zł
26.27 zł
26.32 zł
27.31 zł
27.61 zł
27.97 zł
27.97 zł
29.62 zł
30.27 zł
32.90 zł
32.90 zł
Opis:

Żydowski gangster. Polskie piekło. Warszawa 1937.

Nowa powieść Szczepana Twardocha

Piękne samochody, kobiety, zimna wódka i gorąca krew. Boks, dzielnice nędzy i luksusowe burdele, błoto Woli i eleganckie ulice Śródmieścia. Żydzi i Polacy. Getto ławkowe i walki uliczne. Etniczny, społeczny, religijny i polityczny tygiel Warszawy 1937 roku. A ponad wszystkimi podziałami  zasady gangsterskiego świata, w którym siła jest najcenniejszą walutą.

Wszystko zaczyna się w zatłoczonej sali Kina Miejskiego, gdzie rozentuzjazmowana publiczność przygląda się walce bokserskiej. Trwa ostatnie starcie w meczu o drużynowe mistrzostwo stolicy. Polscy kibice dopingują reprezentanta Legii — znanego falangistę Andrzeja Ziembińskiego. Z żydowskich trybun dobiegają okrzyki na cześć zawodnika klubu Makabi Warszawa, Jakuba Szapiry. Ten wieczór należy do niego. Wśród wiwatów jednych i gwizdów drugich, triumfowi Szapiry przyglądają się siedemnastoletni Mojżesz Bernsztajn oraz Kum Kaplica — stary bojownik PPS, socjalista i król warszawskiego półświatka.

Czterdzieści lat później, w Tel Awiwie, emerytowany żołnierz Mosze Inbar pochyla się nad maszyną do pisania, by powrócić do wieczoru, w którym po raz pierwszy ujrzał na ringu pięknego, zuchwałego i niezmiernie pewnego siebie boksera. Wówczas nie wiedział jeszcze, że w 1937 roku to właśnie Szapiro, prawa ręka Kaplicy, zabił jego ojca z powodu niespłaconego długu. Nie przypuszczał też, jak wiele w jego życiu zmieni jeden wieczór i spotkanie z Kumem Kaplicą…

Targani namiętnościami bohaterowie, żywe konflikty i emocje, wciągająca akcja i jej nieprzewidywalne zwroty. Do tego pierwszy w polskiej powojennej literaturze tak ciekawy i wolny od mitologizowania portret żydowskiego bohatera oraz pasjonujące realia Warszawy lat 30. XX wieku. Literacki knock-out.

CYTATY:
Kupuję książki lekarskie. Przeglądam i wycinam zdjęcia i szkice. Układam z nich wielką całość. To moje dowody na to, że nie ma człowieka. Nie ma czegoś takiego jak człowiek.
Recenzje blogerów
Twardoch znowu w formie. Każda jego powieść to u mnie od razu zakup obowiązkowy. I mimo iż Król na twardochowe podium nie trafia, to czwarte miejsce ma pewne.

Rewelacyjna, emocjonująca historia z Warszawy 1937 roku z nadchodzącą apokalipsą w tle. Mięsista proza, którą zbyt wielu internautów-czytelników deprecjonuje „ponieważ brak tej metafizyki co w "Morfinie" i "Drachu" była” a Twardoch „się stępił bo wszedł na salony”. No tak, tym razem Twardoch jest trochę mniej metafizyczny, co nie znaczy, że można Króla potraktować tylko jako zwykłą powieść o warszawskiej żydowskiej gangsterce. Jest to powieść nie tylko o żydowskim społeczeństwie w okresie swego przedwojennego warszawskiego dekadentyzmu, kiedy to Żydzi łudzili się jeszcze nadzieją że może wszystko będzie dobrze, czując jednocześnie już mocno na plecach mroźny powiew swastyki, której forpocztę stanowiła polska antysemicka organizacja RN-R Falanga. Bo czyta się to oczywiście świetnie, jako wspomnienia pewnego człowieka, który pod koniec lat osiemdziesiątych próbuje za pomocą swej zawodnej pamięci zrekonstruować wydarzenia, które były dla niego życiowym punktem zwrotnym i swoje decyzje, które podjęte wtedy, w 1937 roku, uczyniły go dokładnie kim jest teraz. Takie dosłowne spojrzenie na Króla nie powinno jednak zasłonić pewnej drugiej warstwy, której ciężko nie zauważyć.

Można w sumie stwierdzić, że jak to tradycyjnie u Twardocha, powieść ta traktuje o poszukiwaniu tożsamości. Nie tylko w ujęciu narodowościowym lecz też ludzkim. Te wszystkie etykiety narodowościowe, etniczne przypinane wszystkim dookoła i będące trampoliną do wszelkich uprzedzeń, szykan i krzywdzących stereotypów są jednym z najgorszych ludzkich wynalazków. Jakie znaczenie może mieć to, że ktoś urodził się Żydem, Polakiem lub Niemcem? Dla bohaterów prozy Twardocha to znaczenie jest nie do pominięcia, kreuje zbyt wiele czynników kształtujących ich życia, za mocno wpływa na ich decyzje. A przecież tak naprawdę to wszystko jest warte funta kłaków, bo narrator w wieku sześćdziesięciu ośmiu lat nie jest tym samym człowiekiem, którym był pięćdziesiąt lat wcześniej, w czasach który próbuje uporczywie sobie przypomnieć. Tamten człowiek istnieje tylko w jego własnych wspomnieniach, jako wypadkowa emanacji niezawodnie zawodnej ludzkiej pamięci. A współczesny narrator bezskutecznie goni za definicją samego siebie, uświadamiając sobie prawdę i kłamstwo o sobie samym w bardzo emocjonującym zakończeniu.

U Twardocha bóg nie istnieje, bo nie istnieje człowiek. To karkołomne na pozór stwierdzenie, odczytywane jako pewna metafora, doskonale ilustruje to co według mnie jest sednem książki. Bóg jest tylko sztuczną kreacją, a tak naprawdę to w sumie nie wiadomo kto go kreuje. Gdzie się człowiek zaczyna a gdzie kończy? Nie ma człowieka, bo nie ma jednoznacznej jego definicji, a to co nosi jego miano to maska nałożona na myślące mięso. Są za to myśli, wyobrażenia, etykietki, zawodna pamięć, zamarzanie przeszłości w postaci zniekształconych wspomnień teraźniejszej myśli i Jonaszowe zagubienie we wnętrzu Lewiatana.

No właśnie - kaszalot nie daje mi spokoju. Znaczy coś więcej niż artystyczny chwyt, czy nie?

Ocena 5/6
©Niekoniecznie jasno pisane
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Rzekłbym, że to błyskotliwa opowieść o menelach półświatka, bezwzględnych mordercach i tak jest, ale to również opowieść o końcu kraju, który jeszcze nie dorósł, nie okrzepł a elity tak naprawdę nie różnią się od kryminalnych meneli, no może tym, że jedzą kawior. Czy coś mi to przypomina? Jako żywo, gdyby autor nie wrzucił czytelnika do jasno określonych ram czasowych, byłoby to o dzisiaj opowiadanie. Świetna rzecz, czyta się łatwo i nie wyczekuje na przerwę. Przeczytałem w dwa dni, na jednym oddechu. I moim skromnym zdaniem było naprawdę warto! Polecam.

Inne proponowane
Warto zerknąć