Jeszcze jeden oddech
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 4.36 / 5.00
liczba ocen: 59864
Ilość stron (szacowana): 232
Powiadom o promocji
Otrzymasz e-mail,
kiedy cena spadnie poniżej np. 16.14 zł
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
21.52 zł
22.06 zł
22.32 zł
26.90 zł
26.90 zł
Pozostałe księgarnie
26.90 zł
-29% 16.14 zł
-6% 21.44 zł
21.45 zł
22.06 zł
22.33 zł
24.21 zł
24.21 zł
24.50 zł
25.02 zł
26.90 zł
26.90 zł
Opis:

Poruszająca historia genialnego neurochirurga, który zmierzył się z chorobą jako pacjent. Chwytająca za gardło opowieść o odchodzeniu w zgodzie z sobą i ze światem. Międzynarodowy fenomen wydawniczy. Numer 1 na liście bestsellerów „New York Timesa”.

Paul Kalanithi był jednym z najzdolniejszych amerykańskich neurochirurgów i ogromnym miłośnikiem poezji. W wieku 36 lat, po blisko 10-letniej pracy w charakterze neurochirurga i pod koniec wyczerpującej rezydentury, w momencie gdy Paulem zaczęły interesować się najważniejsze instytuty badawcze i najbardziej prestiżowe kliniki, młody lekarz usłyszał diagnozę IV stadium raka płuc.
W jednej chwili Paul zmienia się z lekarza ratującego życie w pacjenta, który sam podejmuje walkę z chorobą. I zaczyna pisać. Wytrwale, strona po stronie, niezależnie od trudności, jakie przynosiła postępująca choroba.
„Jeszcze jeden oddech” to szczera, wzruszająca historia wybitnego lekarza, który stanął twarzą w twarz ze śmiercią. Zapis determinacji i świadectwo walki.
Paul Kalanithi zmarł w marcu 2015 roku, niemal do ostatniej chwili pracując nad tekstem. Ta niedokończona książka doskonale oddaje ulotność naszego życia.
„Jeszcze jeden oddech” bije rekordy popularności na całym świecie. Książka niemal natychmiast po wydaniu znalazła się na 1 miejscu listy bestsellerów „New York Timesa” i, mimo upływu kolejnych tygodni nadal je zajmuje. Książka podbiła też rynek brytyjski (w Wielkiej Brytanii „Jeszcze jeden oddech” miał już 16 dodruków!), kanadyjski, włoski i niemiecki. W sumie prawa sprzedano do niemal 40 krajów, między innymi: Danii, Norwegii, Tajwanu, Izraela, Chin, Indonezji, Portugalii, Rosji.

„Jest w tej niezwykłej książce takie piękne zdanie: Bohater podjął decyzję, by nie odwracać wzroku od śmierci. To zdanie i ta książka są drogowskazem dla wszystkich, którzy znaleźli się w ekstremalnej życiowej sytuacji, a przy tym piękną opowieścią o miłości małżeńskiej w czasie największej próby – śmiertelnej choroby” – Jerzy Stuhr

„Poruszająca i mądra prawdziwa opowieść o rodzinie, medycynie i literaturze. Wyciska łzy i ogromnie inspiruje” – „The Washington Post”

„Ta książka w piękny i mądry sposób przekonuje nas, że każdego dnia konfrontujemy się ze śmiercią... Ale prawdziwe pytanie brzmi nie JAK DŁUGO, lecz JAK będziemy żyć – odpowiedzi na to pytanie nie znajdziemy w żadnym podręczniku...” – „Guardian”

CYTATY:
Praca lekarza przypomina łączenie fragmentów torów, które umożliwią choremu wygodną i sprawną podróż.
Śmierć to sprawa jednorazowa; śmiertelna choroba to proces.
Ciężka choroba nie zmienia życia, ona w jednej chwili całkowicie je niszczy.
Czasem złe wieści stanowią tak wielki szok, że w mózgu dochodzi do spięcia. Fenomen ten jest znany jako syndrom "psychogenny", skrajny przypadek omdlenia, którego ludzie doświadczają po usłyszeniu tragicznych wiadomości.
Jeśli brzemię śmiertelności ciąży nam zawsze tak samo, to czy można się do niego przyzwyczaić?
Kłopot z chorobą polega na tym, że kiedy człowiek się z nią zmaga, nieustannie zmieniają się jego wartości. Nie wystarczy raz ustalić, co jest w życiu najważniejsze - trzeba to robić na bieżąco.
Na tle potęgi gór, Ziemi, wszechświata człowiek malał do rozmiarów nic nieznaczącego pyłku, a mimo to wciąż czuł pod stopami twardy grunt - potwierdzenie obecności pośród majestatu.
Recenzje blogerów
Przedwczoraj kolega Hiszpan powiedział mi, że jego przyjaciel owego ranka zmarł na raka a on nawet nie wiedział o jego chorobie. W Santiago był na wymianie, sam pochodził z innego regionu kraju. Kilka dni przed wyjazdem do Galicji, chory przyjaciel chciał się z nim spotkać, ale mój kolega odpowiedział – skądinąd zgodnie z prawdą – że nie ma czasu, bo praca, bo musi się spakować, bo chce się dobrze pożegnać z dziewczyną. Kiedy dowiedział się o śmierci przyjaciela, nie mógł sobie tego darować. Opowiedział mi o tym, a ja nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Są dwie rzeczy, o których nie potrafię rozmawiać ani po polsku, ani po hiszpańsku: fizyka i śmierć, powiedziałam półgłosem.

Śmierć prędzej czy później zapuka do drzwi każdego z nas, pacjenta, lekarza… Taki jest nieunikniony los wszystkich żywych organizmów. Większość z nas za życia podchodzi do śmierci biernie – to po prostu coś, co przydarza się nam i ludziom w naszym otoczeniu. Jednakże obaj z Jeffem pobieraliśmy nauki, żeby przeciwdziałać jej w sposób aktywny, brać się z nią za bary jak Jakub z aniołem i tym samym stawać twarzą w twarz z sensem istnienia. Wzięliśmy na siebie uciążliwe brzemię – brzemię śmiertelnej odpowiedzialności. Choć życie i tożsamość pacjentów była w naszych rękach, ostatecznie zawsze wygrywa śmierć. Możesz być doskonały w tym, co robisz. Co z tego, skoro świat taki nie jest? Sekret leży w tym, by – mając świadomość, że gra jest ustawiona, a porażka to kwestia czasu, bo w końcu musi podwinąć ci się noga – walczyć bezkompromisowo o życie pacjenta. Nie da się osiągnąć absolutnej perfekcji, ale warto wierzyć, że człowiek nieustannie się do niej zbliża.

Czytając Jeszcze jeden oddech autorstwa Paula Kalanithiego starałam się, wraz z narratorem – autorem, zrozumieć fenomen śmierci. Kalanithi nie tylko potrafił o niej mówić; całe jego życie – jako człowieka, jako lekarza a potem także jako pacjenta, zorientowane było na badanie tajemnicy umierania. Muszę przyznać, że zazwyczaj nie sięgam po tego typu literaturę czy film – zbyt często zdarza się, że czyjaś tragedia staje się pożywką dla mediów i że grając na uczuciach, przede wszystkim na ludzkiej empatii i litości, promowane jest dzieło, którego treść pozostawia wiele do życzenia. W tym przypadku nie miałam jednak takiego poczucia.

Paul Kalanithi – autor i główny bohater powieści (choć zastanawiam się, czy w roli głównej nie występuje tu tak naprawdę śmierć) zaprasza czytelnika do swojego życia, począwszy od okresu szkolnego, głównie licealnego, po śmierć, która przychodzi zdecydowanie za wcześnie (Kalanithi umiera w wieku trzydziestu ośmiu lat). Autor opisuje swoją fascynację literaturą i naukami biologicznymi, które dopiero z czasem splotły się w jedną drogę mającą na celu zrozumienie momentu, w którym przychodzi nam rozstać się z życiem. W tym celu studiuje literaturę na Uniwersytecie Stanforda i medycynę w Cambridge. Poznając kolejne dzieła literackie, chce poznać śmierć i towarzyszące jej nadchodzeniu uczucia. Zgłębiając tajniki medycyny, pragnie być świadkiem początku i końca życia i w ten sposób odkrywać tajemnice umierania. Literatura i biologia, moralność i nauka – autor ma świadomość, iż dopiero w połączeniu tych aktywności ludzkich można liczyć na osiągnięcie celu lub choć zbliżenie się do niego. Mimo to, kiedy – już jako lekarz, ceniony neurochirurg, przed którym drobiazgowo zaplanowana kariera otwierała kolejne drzwi – dowiaduje się o swojej chorobie, stwierdza, że wcale nie jest na nią przygotowany a sama śmierć jest mu zupełnie obca. Kalinithi przechodzi wszystkie psychologiczne stadia choroby (choć, jak sam przyznaje, w odwrotnej kolejności: od akceptacji po wyparcie), podejmuje walkę z rakiem – dzięki swojej determinacji i rodzinnemu wsparciu i literaturze udaje mu się żyć dalej. Wraca do pracy, zostaje ojcem, pisze. Autor opowiada o trudach życia z rakiem, ale stara się też pokazać, że mimo świadomości własnej śmiertelności i nieuchronności śmierci (a może właśnie dzięki niej) można realizować swoje człowieczeństwo.

Kalinithi to dla mnie wzór literaturoznawcy i lekarza. Literaturoznawcy, bo książki i prezentowane w nich, nierzadko wzniosłe, idee nie przysłoniły mu życia tu i teraz. Bo pisząc o nadziei i o pacjentach, sięga do etymologii tych słów; bo czyta Becketta, Elliota i innych po to, by łatwiej mu było zmagać się z chorobą. Bo nieobca był mu filozofia (uczęszczał na wykłady Richarda Rorty’ego (!), w książce przytacza m.in. myśli Heideggera). Lekarza, bo ważne było dla niego nie tylko ciało, ale i dusza pacjenta i jego bliskich. Bo dążył do precyzji po to, by dawać innym nadzieję. Bo każdy zabieg wykonywał z powołania traktując pacjentów jako ludzi z ich historiami, których kontynuację trzeba im umożliwić, nie jako statystyki i przypadki medyczne.

Mimo iż zawsze chciał napisać książkę, odkładał to w czasie z uwagi na jego brak. Dopiero, gdy dowiaduje się, że jest chory, zaczyna pisać. Czytelnik otrzymuje dzieło nieukończone przez samego autora, ale czytając je, ma się poczucie, że chyba właśnie takie miało być. Autor chce, by coś po nim zostało, nadal przyświecają mu te same cele – pragnie pomóc innym w przeżywaniu cierpienia a przy tym spełnić się jako pisarz. Wyrażając prawdę o raku, o wycieńczeniu jakie niesie, o zwątpieniu, o nieprzewidywalności kolejnych nawrotów choroby, niczego nie upiększa. Godnie przeżywa ostatnie chwile swego życia, decydując się na odejście w chwili, gdy jasnym staje się, że nie będzie w stanie dłużej żyć o własnych siłach. Myślę, że nikogo nie oburzę wyjawiając, że przed zakończeniem książki autor umiera. Po dwóch latach zmagania się z rakiem, choroba zwyciężyła. Wiedziałam o tym przed rozpoczęciem lektury, ale ani przez chwilę nie zastanawiałam się, czy w takim razie warto po nią sięgnąć. W finalnej formie, na książkę, którą trzymam w ręku składa się przedmowa napisana przez bliskiego autorowi pracownika wydawnictwa, z którym wspólnie planowali publikację, prologu Kalanithiego i dwóch rozdziałów także jego autorstwa (W dobrym zdrowiu zaczynam i “Nie ustanę aż po grób) oraz epilogu napisanego przez jego żonę, Lucy Kalanithi.

Jeszcze jeden oddech to poruszająca historia człowieka wrażliwego na życie, a więc także na jego naturalną kolej, jaką jest śmierć. Człowieka wiodącego świadomą egzystencję, podejmującego walkę z jej trudami, po to, by zaakceptować życie takim, jakim jest. Paradoksalnie, nadzieję daje nie możliwość oszukania śmierci czy zapowiedź tego, co mogłoby po niej nastąpić, ale właśnie pogodzenie się z tym, że na koniec to ona zwycięży a mimo tego warto jest podjąć trud istnienia.
Jeśli jeszcze wahacie się, czy warto sięgnąć po tę książkę – zachęcam do obejrzenia krótkiego, oficjalnego jej zwiastuna (to zwiastun książki, nie filmu): https://www.youtube.com/watch?v=wkWxlbYQesw

Ocena: 5/6
©do dzieła
Komentarze dotyczące oferty:
Warto zerknąć