Kiedy odszedłeś
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

Kategoria: /
średnia ocena: 3.71 / 5.00
liczba ocen: 76792
cena od: 29.99
Powiadom o promocji
Otrzymasz e-mail,
kiedy cena spadnie poniżej np. 29.99 zł
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
Pozostałe księgarnie
29.99 zł
Opis:

GDY COŚ SIĘ KOŃCZY, COŚ NOWEGO SIĘ ZACZYNA.

Nie myśl o mnie za często…
Po prostu żyj dobrze.
Po prostu żyj.
Will

Tyle że Lou nie ma pojęcia, jak to zrobić. I trudno jej się dziwić.
A jednak Kiedy odszedłeś to nie tylko historia o podnoszeniu się po utraconej miłości, lecz także inspirująca opowieść o nowych początkach. Pamiętając o obietnicy złożonej ukochanemu, Lou stara się znajdować nowe powody, dla których warto czekać na każdy kolejny dzień.
*
Miłośnicy pisarstwa Jojo Moyes odnajdą w tej książce to, co najbardziej cenią w jej twórczości: ujmujący humor, autentyzm i zapadających w serce bohaterów. A ci, którzy jeszcze nie znają tej autorki, mogą być pewni, że po lekturze Kiedy odszedłeś popędzą do księgarń, by jak najszybciej nadrobić zaległości.

Jojo Moyes to ulubiona autorka milionów czytelników, a jej pisarstwo jest światowym fenomenem wydawniczym. Udało jej się wyrównać rekord należący do Harlana Cobena i Stephena Kinga – trzy jej książki znalazły się równocześnie na listach bestsellerów „New York Timesa”. Na listach najlepiej sprzedających się tytułów wyprzedza Marie Kondo, Paulę Hawkins czy George’a R. R. Martina.
Poprzednia książka o perypetiach Lou Clark sprzedała się w ponad 5 milionach egzemplarzy (w Niemczech utrzymywała się na pierwszym miejscu list bestsellerów przez rekordowe 46 tygodni). Film na jej podstawie trafia właśnie na ekrany kin.

CYTATY:
Kiedy z naszego życia nagle znika ktoś, kogo kochamy, często jest nam potem bardzo trudno robić plany. Niekiedy ludzie czują, że stracili wiarę w przyszłość, albo robią się przesądni.
Dzieląc się z innymi naszymi wspomnieniami, smutkami i drobnymi zwycięstwami, uczymy się przede wszystkim, że smutek to nic złego. Że można czuć się zagubionym. Albo rozgniewanym. Że nie ma nic złego w odczuwaniu mnóstwa rzeczy, których inni ludzie być może nie rozumieją, i to przez długi czas.
Często zdarza się, że mężczyźni zapytani, jak silny jest ich ból w skali od jednego do dziesięciu, odpowiadają „jedenaście”.
Czasami zwykłe przeżycie kolejnego dnia wymaga niemal nadludzkiej siły.
Niewykluczone, że wszelka wolność - fizyczna, osobista - możliwa jest kosztem kogoś albo czegoś innego.
Zbyt wielu ludzi goni za szczęściem i nie zastanawia się ani przez chwilę, jaki chaos pozostawiają za sobą.
Znacznie łatwiej jest tkwić w swojej dołującej robocie i na nią narzekać. Znacznie łatwiej jest nie ruszać się z miejsca, nic nie ryzykować i zachowywać się tak, jakbyś nie mogła nic poradzić na to, co ci się przytrafia.
Recenzje blogerów
Nie wiem czy jest to kwestia masochizmu czytelników, czy po prostu garniemy się do lektur, które zapewniają nam emocjonalną przejażdżkę w nieznane, ale od dłuższego już czasu rekordy popularności biją książki, które przygniatają swym smutkiem. W których ulubiony bohater ginie śmiercią tragiczną, zapada na powoli wyniszczającą go chorobę czy też na własnych zasadach odchodzi z tego świata. Jego bliscy przez chwilę cierpią, chociaż (oczywiście!) pogodzeni są z losem, a później... Później historia się urywa, zaś czytelnik ma wierzyć, że osoba, która została opuszczona, radzi sobie całkiem dobrze i gotowa jest dalej żyć.
Problem w tym, że rzadko kiedy jest dobrze.
A właściwie... Nigdy nie jest.


Lou i Will.
Will i Lou.
Teraz...Teraz jest już tylko Lou. Lou, która nie ma pojęcia, jak dalej żyć. Która wciąż tkwi w przeszłości i nie daje sobie szansy na przyszłość. Opłakując utraconą miłość, tkwi w marazmie, z którego przecież tak bardzo pragnął wyciągnąć ją Will. Pozostaje ślepa na jutro i głucha na dawne marzenia.
Do czasu.
Nieszczęśliwy wypadek (a może nieudana próba samobójcza?) zmusza ją do wyjścia ze swojej "strefy rozpaczy" i zmierzenia się - w końcu naprawdę - z nową rzeczywistością. Tylko czy można na powrót poskładać strzaskaną doszczętnie duszę...?
"Żyj. Po prostu żyj", mawiał Will.
Co jednak, jeśli ona nie ma pojęcia jak?

"Zanim się pojawiłeś" to wyjątkowa książka. Poznałam ją tuż po premierze, gdy mało kto zdawał sobie jeszcze sprawę z jej istnienia, i z miejsca pokochałam. Pokochałam dosłownie wszystko, chociaż wylałam przy niej nie morza, a oceny łez i do dziś, przy randomowo wybranych fragmentach, krwawi mi serce, a łzy spływają po twarzy szybciej niż potrafiłby pędzić bolid Formuły 1. Trudno było (i wciąż jest :< ) pogodzić się z decyzją Willa, chociaż równie trudno byłoby ją kwestionować. Niezależnie od tego czy jego czyn był aktem miłości, czy przejawem egoizmu, pozostawił on kochającą go osobę; osobę, która będzie musiała dalej żyć ze świadomością, że pozwoliła mu odejść. Zakończenie "Zanim się pojawiłeś" pozwoliło nam uwierzyć, że Lou w miarę dobrze poradzi sobie ze śmiercią Willa, że otrząśnie się i będzie żyła tak, jak jej radził i tak, jak by chciał. Nie uważacie jednak, że takie zakończenie - choć dosyć szczęśliwe, trzeba przyznać - byłoby, lekko mówiąc, nierealne i niemożliwe? I właśnie kroplą realizmu w całej tej historii staje się "Kiedy odszedłeś", sequel bestsellerowego "Me before you". Sequel, który przez jednych jest ignorowany, a przez innych uznawany za "totalną klapę" i niepotrzebną kontynuację.
Niepotrzebną...?

Osobiście niesamowicie się cieszę, że Jojo Moyes zdecydowała się opowiedzieć nam o dalszych losach Lou. Tak wiele jest powieści o stracie, a tak mało o prawdziwym bólu i życiu po niej. Przeczytałam kiedyś, że to nie umieranie jest straszne, ale bycie pozostawionym przez umierającego, a Moyes tylko to udowadnia. Pokazuje nam rozbite w drobny mak życie Lou, która ani nie ma na siebie pomysłu, ani nie ma też sił, by wykrzesać z siebie jakikolwiek entuzjazm. Tkwi w depresji, której nie dostrzega, a którą początkowo próbuje zagłuszyć przygodnym seksem. Wraca do punktu wyjścia i nie chce (a może nie potrafi?) na nowo uwierzyć, że warto żyć. Nie potrafi zaufać innym, a sama myśl, że może kiedyś kogoś pokocha, wydaje się najbardziej absurdalnym pomysłem na świecie. Bo po co kogoś kochać i podejmować jakiekolwiek ryzyko, skoro nie ma się pewności, że ta osoba pewnego dnia cię nie zostawi i znów nie zostaniesz sama? Po co znowu skazywać się na taki ból?
"Kiedy odszedłeś" nie da się porównać z "Zanim się pojawiłeś", ba, moim zdaniem robienie tego jest całkowicie nieuzasadnione i bezsensowne. Jeśli "Me before you" jest dziełem, to "After you" jest postawieniem "kropki nad i", długim epilogiem, który zgrabnie zamyka całą opowieść i daje nam prawdziwe (a nie oczekiwane czy wymarzone) zakończenie. Moyes wciąż jest zabawna, wciąż tworzy świetne dialogi, a nowe w tej części postaci są nie dość, że dobrze wykreowane to jeszcze pełne indywidualnych, tak charakterystycznych tylko dla siebie, cech. I chociaż chcę dla Lou jak najlepiej, chociaż naprawdę ją lubię, to... Czułam jej dylematy. Naprawdę. Gdy Lou bała się, że pozwalając sobie na nową miłość, zdradzi Willa, to ja czułam dokładnie to samo (no, może prawie :D ), czułam się nielojalnie za każdym razem, gdy potencjalna nowa miłość Louisy wzbudzała we mnie iskierki sympatii. A wzbudzała - i to całe mnóstwo.


Kontynuacja nigdy nie dorasta do pięt pierwowzorowi. Tak mówią.
Ale czy koniecznie trzeba je do siebie porównywać? Czy nie można po prostu potraktować tej drugiej jak dopełnienia, jak możliwości powrotu do lubianych przez siebie bohaterów?
Jeśli nie będziecie oceniać "Kiedy odszedłeś" przez pryzmat "Zanim się pojawiłeś", ufam, że odnajdziecie w tej książce to, co ja. Nadzieję, że i najgorsze chwile da się przetrwać. Siłę, która pozwoli Wam przezwyciężyć największą nawet przeszkodę. Odwagę, dzięki której śmiało spojrzycie w przyszłość. I wiarę w to, że i Was jeszcze znajdzie szczęście.

Ocena: 5/6
©Półka na książki
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Pozwól mu odejść Luiso
    Dziś nadszedł ten długo oczekiwany przez wielu czytelników moich recenzji moment, kiedy z ogromną przyjemnością spieszę, by podzielić się z Wami moimi wrażeniami po lekturze kontynuacji utworu Jojo Moyes „Zanim się pojawiłeś”. Książkę przeczytałam już dosyć dawno temu i jak możecie się przekonać byłam nią zafascynowana. Jak zapewne wiecie jakiś czas temu ta wspaniała historia doczekała się swojej ekranizacji za przyczyna czego ponownie stało się o niej bardzo głośno. Musicie wiedzieć, że jednym z moich osobistych wyznaczników dobrej książki jest to by zapadła mi ona głęboko w pamięci a emocje z nią związane powracały za każdym razem kiedy o niej wspomnę nawet mimo upływu czasu. Tak też jest w przypadku tego tytułu. Dlatego kiedy ku mojej ogromnej radości na rynku wydawniczym ukazała się jej kontynuacja „Kiedy odszedłeś” wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać.

    Zapewne każdy z Was zgodzi się ze mną, że śmierć bliskiej osoby jest najbardziej trudnym i bolesnym przeżyciem jakiego doświadczamy. Tak bardzo trudno pogodzić się z myślą, że osoby którą kochaliśmy już z nami nie ma, a my musimy żyć dalej. Ostatnio niestety sama doświadczyłam śmierci w rodzinie i doskonale wiem, co wtedy zazwyczaj słyszy osoba pogrążona w żałobie od wszystkich wkoło „Wiemy, że jest Ci ciężko,ale nie możesz się załamywać. Musisz myśleć o sobie. Takie są koleje życia, każdego z nas to czeka”.
    Z pewnością osoby, które to mówią czynią to z dobrego serca, ale to niestety nie pomaga. Prawda jest taka, że każdy z nas musi sam przeżyć swoją żałobę a czas jej trwania jest kwestią indywidualną.

    „ Nie myśl o mnie za często… Po prostu żyj dobrze. Po prostu żyj.”

    To właśnie te słowa Willa nieustannie tkwią w pamięci Lou mimo, że od jego śmierci minęło już dwa lata. Niestety prośba chłopaka okazuje się bardzo trudna do spełnienia. Dziewczyna pogrążona w smutku i bólu nie wie jak dalej żyć. Co gorsza czuje, że zawiodła ukochanego ponieważ nie potrafi spełnić ostatniej jego ostatniej prośby. Nie jest w stanie ostatecznie się z nim przegnać. Nadal żyje Willem. Rozmawia z nim, nieustannie o nim myśli, a co najgorsze obwinia się o to, że być może nie zrobiła wszystkiego, by zapobiec śmierci ukochanego. Choć sama sobie i swojej rodzinie chce udowodnić, że od tego bolesnego momentu w życiu wielu osób sama osiągnęła już bardzo wiele. Jednak są to tylko stwarzane pozory, co uświadamia jej pojawienie się w życiu naszej bohaterki Lili i Sama. Kim są i co wniosą w życie Luisy tego oczywiście nie zdradzę, Powiem tylko, że to, co będzie się działo za ich sprawą zdecydowanie zmieni zarówno ją samą jak i jej życie.

    Jest to niezwykle poruszający zapis przeżywanej żałoby. Historia o podnoszeniu się po stracie ukochanego, niezwykłej miłości. Ale również o próbie nowych początków i szukania powodów, by żyć na nowo.

    Książkę polecam z głębi serca ze względu na jej autentyzm. Czytając ją nie czułam, że jest to tylko fabuła kreowana na potrzeby książki, która przecież jest fikcją lecz historia która dzieje się gdzieś obok mnie. Co więcej zapewniam Was, że mimo trudnej tematyki autorka w żaden sposób nie przytłacza czytelnika. Zapewniam, że przeczytacie ją w mgnieniu oka nie mogąc porzucić lektury choćby na chwilę. Tym niemniej muszę przyznać, że według mnie ta pozycja jest odrobinę słabsza od pierwszej części lecz nadal wspaniała.

    Moja ocena to: 9/10

    Pozdrawiam,
    Agnieszka Kaniuk

Inne proponowane
Warto zerknąć