Motylek
ebook: mobi (kindle), epub (ipad)

średnia ocena: 3.66 / 5.00
liczba ocen: 2924
cena od: 15.90
Powiadom o promocji
Otrzymasz e-mail,
kiedy cena spadnie poniżej np. 15.90 zł
Rekomendowane przez UpolujEbooka.pl
-44% 15.90 zł
-34% 18.72 zł
23.62 zł
23.90 zł
Pozostałe księgarnie
-22% 20.16 zł
22.46 zł
23.62 zł
23.89 zł
23.90 zł
24.21 zł
25.92 zł
25.92 zł
26.78 zł
28.79 zł
28.80 zł
29.90 zł
Opis:

Doskonale skonstruowany kryminał, gęsta atmosfera małej społeczności i zagadki z przeszłości, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego.

W mroźny zimowy poranek na skraju mazurskiej wsi zostaje znalezione ciało zakonnicy. Początkowo wydaje się, że kobietę potrącił samochód. Szybko okazuje się jednak, że ktoś ją zabił i potem upozorował wypadek. Kilka dni później ginie kolejna osoba. Ofiary nie wydają się być ze sobą w żaden sposób związane. 
Zaczyna się wyścig z czasem. Policja musi odnaleźć mordercę, zanim zginą następne kobiety. 
Śledztwo ujawnia tajemnice mrocznej przeszłości zakonnicy, przy okazji odkrywając też mniejsze lub większe przewiny mieszkańców sielskiej – tylko na pozór – miejscowości. 

Puzyńska z równą starannością portretuje zarówno postaci pierwszego, jak i drugiego planu. Intryga do końca przykuwa uwagę. Autorka stosuje sprawdzony chwyt rodem z prozy Christie – w małej społeczności niemal wszyscy są podejrzani, każdy coś ukrywa, kłamie i kluczy, bo ma na sumieniu mniejsze lub większe grzeszki, więc istotne jest nie tylko główne pytanie: kto zabija?, ale również wyświetlanie tajemnic kolejnych bohaterów. Debiutująca autorka ma już świetnie opanowany warsztat prozy kryminalnej i ewidentny talent do wymyślania kryminalnych historii.
Robert Ostaszewski

Katarzyna Puzyńska (ur. 1985) – z wykształcenia psycholog, z zawodu nauczyciel akademicki na wydziale psychologii, z powołania pisarz. Wielbicielka Skandynawii i Hiszpanii. „Motylek” to jej debiut powieściowy. Pracuje już nad kolejnymi częściami cyklu o policjantach z Lipowa.

CYTATY:
Nie zawsze trzeba być efektownym, aby być efektywnym.
Recenzje blogerów
Naczytałam się pozytywnych opinii o tej książce, do tego sama postać autorki wzbudziła we mnie sympatię, więc w końcu książkę kupiłam. Lubię kryminały, a ten zapowiadał się bardzo obiecująco. Książka czekała na swoją kolej kilka miesięcy, zanim wreszcie po nią sięgnęłam. Cudna, trochę ponad sześćset stron, ładne wydanie, prawdziwa gratka.

Motylek wciągnął mnie już od pierwszych stron. Lekkie pióro autorki pozwoliło przebrnąć przez początkowe podrozdziały, w których poznajemy bohaterów książki, a wierzcie mi, trochę ich jest. Bez zbiorowego bohatera, nie ma według mnie dobrego kryminału. Żeby dobrze się bawić podczas czytania takiej książki, musimy mieć kogo podejrzewać o morderstwo, a im więcej podejrzanych, tym lepiej. I tak jest właśnie u Katarzyny Puzyńskiej.

We wsi Lipowo ginie zakonnica. Zostaje znaleziona tuż przy drodze i wszystko wygląda tak, jakby potrącił ją jakiś samochód, a kierowca zbiegł z miejsca zdarzenia. Niestety okazuje się, że kobieta została zamordowana, a na domiar złego kilka dni później ginie kolejna osoba. W małej wsi takie rzeczy się nie zdarzają, więc mieszkańcy zaczynają się denerwować. Kim jest morderca? I czy obie ofiary zostały zamordowane przez jednego sprawcę? Co miały ze sobą wspólnego? I dlaczego zginęły?

Młodszy aspirant Daniel Podgórski, szef policji w Lipowie, prowadzi śledztwo, w trakcie którego wychodzą na jaw sekrety i sekreciki mieszkańców. Jak się okazuje, nie ma we wsi człowieka, który nie skrywałby jakichś tajemnic, każdy z nich ma na sumieniu mniejsze i większe przewinienia, czasem poważne, czasem zupełnie błahe. Przy tym nie ma tutaj postaci bezbarwnych. Każda ma swoją historię, wady i zalety i swoje życie, takie czy inne. Poznajemy ich wszystkich, co wcale nie jest nużące, choć zdawać by się mogło, że przy tak licznym bohaterze, wszystko nam się pomiesza. Książka jest jednak na tyle przejrzysta, że mnie osobiście nic się nie mieszało, a czytało się z prawdziwą przyjemnością.

Co do samych bohaterów, to mimo ich mnogości, z łatwością możemy wyłuskać spośród nich tych, po których stronie znajduje się sympatia autorki, a zarazem pewnie i nasza. Należy do nich już wspomniany wyżej Daniel Podgórski oraz całkiem nowa mieszkanka Lipowa – Weronika. Weronika Nowakowska niedawno się rozwiodła i wyprowadziła z Warszawy. Właśnie wprowadziła się do małego dworku w Lipowie, gdzie obecnie się urządza i rozpakowuje. Dworek wymaga nieco pracy, podobnie stajnia i wybieg, ponieważ Weronika chce sprowadzić do Lipowa swojego konia. Marzy o konnych przejażdżkach po okolicznych lasach. Bardzo polubiłam Weronikę, głównie ze względu na jej zamiłowanie do starych dworów i zwierząt. Pies i koń – moje dwa ulubione zwierzęta, nie miałam wyjścia, musiałam ją polubić.

Igor ruszył przodem, machając radośnie ogonem. Lancelot był pobudzony i rwał się do biegu. Chciała dać mu chwilę na rozgrzanie (…). Koń podnosił wysoko nogi w głębokim puszystym śniegu i rozglądał się ciekawie. Kiedy wyjechali na szeroki leśny trakt, dała mu sygnał do galopu. Poczuła przepełniająca ją radość. Od prędkości napłynęły jej łzy do oczu. Koń bryknął rozbawiony. Poklepała go po szyi uspokajająco.

Lekkość czytania sprawia, że ten sześćsetstronicowy kryminał czyta się migiem i nie ma w nim ani jednej sceny, która okazałaby się nudna, nużąca lub zbędna. Lubię książki, w których każdy dialog posuwa akcję choć minimalnie naprzód, a tutaj właśnie tak jest. Autorka podzieliła powieść na dłuższe rozdziały, których w sumie mamy tu trzydzieści cztery, a każdy z nich to kilka lub nawet kilkanaście krótszych podrozdzialików, czasem czterostronicowych, czasem dwu-, a czasem nawet krótszych. Taki podział pozwala dobrze poznać bohaterów, a jednocześnie pozwala uniknąć znudzenia konkretnymi sytuacjami, a z jednej sceny do drugiej przechodzimy płynnie, bo w każdej dzieje się właśnie coś ciekawego, do czego chcemy koniecznie wrócić.

Natrafiłam w Motylku na sentymentalną dla mnie scenę, gdy mowa jest o pewnym kościele na warszawskim Ursynowie.

Jest tam taki kościół z cegły (…). Pod kościołem otworzono uroczy park z fontanną.

Mieszkałam tam! Przez ponad dwadzieścia lat! Kościół i park mijałam praktycznie każdego dnia, nie mówiąc o tym, że pamiętam czasy, kiedy kościół dopiero był w budowie, a o parku tylko wówczas się mówiło. Wspomniana jest nawet ulica Pięciolinii, którą znam doskonale, bo bywałam w tych okolicach prawie codziennie. Normalnie poczułam się bliżej autorki.

Wróćmy jednak do Lipowa. Tutaj wszyscy się znają. To dość charakterystyczne dla małych miasteczek, gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Ale jest ktoś, kto wie jeszcze więcej. Otóż, ktoś w Lipowie prowadzi bloga nasze-lipowo, gdzie opisuje najświeższe ploteczki i zdarzenia. Nikt nie wie, kto owego bloga prowadzi, a sam autor nie chce i nie zamierza zdradzać swojej tożsamości. Oczywiście bloga czytają wszyscy, zarówno kury domowe, jak i bogate żony bogatych mężów, policjanci i dzieciaki. Mało tego, zdaje się, że blogger dowiaduje się wszystkiego znacznie szybciej niż inni mieszkańcy Lipowa. Niezależnie od tego czy chodzi o nową fryzurę sąsiadki, czy też o zabójstwo. Wprawdzie Podgórski domyśla się tożsamości autora, ale na razie zatrzymuje tę wiedzę tylko dla siebie. Osobiście domyśliłam się w końcu, kto jest owym tajemniczym bloggerem, ale też Wam tego nie zdradzę.

A co z mordercą? Po przeczytaniu mniej więcej jednej czwartej książki, uznałam że chyba wiem, kto nim/nią jest. Podejrzewałam trzy osoby. Tylko że im dalej zagłębiałam się w akcję, tym więcej mieszkańców Lipowa wydawało mi się dziwnych lub podejrzanych. Zanim dotarłam do końca i do rozwiązania, nie byłam już niczego pewna, a lista podejrzanych niebezpiecznie się wydłużyła. Łatwiej było mi wskazać tych, którzy na pewno mordercami nie są, niż tych, którzy mogliby nimi być. I to jest największa zaleta tej książki.

Samo wydanie: super. Intrygujący tytuł, rewelacyjna okładka, boska czcionka – czyta się świetnie. Znalazłam jeden błąd rzeczowy, gdzie pomylono imię zamordowanej zakonnicy.

Czy książka ma wady? Ma, bo poza Złodziejką książek nie ma książek idealnych. Drażniły mnie powtarzające się stopnie funkcjonariuszy policji. Młodszy aspirant Daniel Podgórski, starszy sierżant Marek Zaręba, aspirant Janusz Rosół, komisarz Klementyna Kopp – przeszkadzało to w nawiązaniu z nimi takiej bliższej znajomości bohater-czytelnik. Moim zdaniem niepotrzebne są aż tak często powtarzane te stopnie, choć nie jest to coś, co jakoś mocno przeszkadza w czytaniu.

Niezwykle irytowała mnie matka Podgórskiego, która również pracuje w komisariacie. Nadopiekuńcza, nadskakująca, wpycha w syna ciągle te swoje ciasta, których on chwilami ma dosyć, potrafi go wręcz besztać przy kolegach z pracy (co dla mnie jest niezrozumiałe i niedopuszczalne), skarcić na posterunku, co dla niego samego jest po prostu niezręczne i krępujące. Nie wzbudziła we mnie sympatii. Oczywiście nie jest to absolutnie wada książki, bo taka akurat jest ta postać i taka ma być. To tylko moje osobiste odczucie.

Akcja książki, przyspieszająca wyraźnie pod koniec, kiedy jesteśmy coraz bliżej rozwiązania, również wcześniej trzyma w napięciu. Autorka potrafi wprowadzić atmosferę tajemnicy i dreszczyku, które tak bardzo lubię w kryminałach i thrillerach. Lubię, kiedy ktoś gdzieś tam się czai i nie wiadomo, kiedy i jak da o sobie znać.

W końcu ciekawość okazała się nie do opanowania. (…) szybkim ruchem otworzył kopertę. Teraz już nie mógł się wycofać. Za późno. W środku znalazł jedną białą kartkę rozmiaru A4. Nic niezwykłego, zaśmiał się trochę zawiedziony. Przez chwilę poddał się atmosferze tajemnicy i wyobraził sobie, że w środku znajdzie coś dziwnego lub przerażającego. Nic bardziej mylnego. Była tam jedynie zwykła biała kartka. Na środku ktoś napisał jedno słowo.

Dynamiczna końcówka, z polotem, choć zupełnie nieoczekiwana, zaskakująca, zostawiająca czytelnikowi poczucie, że tyle szczegółów przeoczył, że przecież powinien na tyle rzeczy wpaść sam, bez pomocy. Brawo dla autorki za naszpikowaną klasyką intrygę, za kryminał w takim właśnie klasycznym i wciągającym wydaniu. Zostaję wierną fanką, w planach mam kolejne książki pani Puzyńskiej, a Motylka polecam wszystkim miłośnikom kryminału, bo jak widać w Polsce też mamy się czym pochwalić. Prawdziwych kryminałomaniaków książka na pewno nie zawiedzie.

Ocena: 5/6
©Papuzie pióro
Moda na kryminał trwa. Półki w księgarniach uginają się pod ciężarem tego typu publikacji. W „morzu zbrodni” coraz trudniej znaleźć coś zaskakującego, poruszającego, nieprzewidywalnego. Tym bardziej warto doceniać tych autorów, którym trudna sztuka skupienia na książce uwagi czytelnika, się udaje.

„Motylek” to pierwsza, przeczytana przeze mnie powieść, autorstwa Katarzyny Puzyńskiej, ale dobra na tyle, że zamówiłam już kolejną część opowieści o policjantach z Lipowa.

Ano właśnie! Akcja „Motylka” dzieje się na wsi. Polska wieś kojarzy mi się raczej z ciszą i spokojem, ewentualnie z nudą, z tym większym zainteresowaniem sięgałam po tę książkę. Nie zawiodłam się.

Zaczyna się całkiem… niewinnie (jeśli można to tak ująć), przy drodze odnalezione zostaje ciało zakonnicy. Początkowo wszystko wskazuje na to, że kobieta została potrącona i nikt z mieszkańców, ale też nikt spośród stróżów prawa nie podejrzewa, że mogło to być morderstwo. W krótkim odstępie czasu ginie jednak kolejna kobieta, a wyniki sekcji zwłok zakonnicy potwierdzają, że na jej ciele znajdują się obrażenia, jakie nie mogły powstać w wyniku potrącenia przez samochód. W niewielkim Lipowie rośnie niepokój, a lokalni policjanci wraz z ekscentryczną panią komisarz z komendy powiatowej, rozpoczynają poszukiwania groźnego zabójcy.

Zawiła intryga, umiejętnie dawkowane napięcie i niezwykle plastyczny obraz wiejskiej społeczności sprawiają, że czytelnik szybko daje się porwać opowieści, z uwagą zaczyna śledzić nie tylko próby rozwikłania zagadki śmierci kobiet, ale i losy bohaterów.

Opis Lipowa i jego mieszkańców to zdecydowanie najmocniejszy atut „Motylka”. Doskonałe tło dla powieści kryminalnej stanowi bowiem specyficzna, momentami duszna atmosfera małej miejscowości, w której wszyscy wszystko o sobie wiedzą, a największą atrakcją jest, prowadzony przez nieznaną osobę, plotkarski blog. W całość zgrabnie wplecione zostają historie poszczególnych bohaterów.

Choć to nowa mieszkanka Lipowa - Weronika Nowakowska oraz szef miejscowego komisariatu Daniel Podgórski zdają się być głównymi postaciami, w rzeczywistości niemal wszyscy mają w tej książce swoje pięć minut. Dzięki temu czytelnik ma szansę obdarzyć każdego z bohaterów jakimś uczuciem – niechęcią, współczuciem, nieufnością, sympatią. Katarzyna Puzyńska tworzy postaci niezwykle ludzkie – pełne wad, słabości, niejednoznaczne, zmagające się z błędami przeszłości lub z brutalną codziennością.

Przy okazji nie zabrakło ważnych społecznie problemów jak: wykorzystywanie seksualne nieletnich, alkoholizm, przemoc, zażywanie środków odurzających czy kult młodości. Na szczęście autorka nie występuje tu w roli moralizatora, jedynie sygnalizuje obecność tych zjawisk wśród mieszkańców Lipowa.

Rzecz niezwykle wciągająca . Polecam.

Ocena: 6/6
©okiemwariata.com
Komentarze dotyczące oferty:
  • Awatar

    Niezłe, ale jednak dla mnie zbyt kobiece, podobnie jak w przypadku Camilli Lackberg. Niemniej jednak dobrze napisane.

  • Awatar

    To pierwszy kryminał, który mnie tak bardzo wciągnął. Pierwsza część serii. WOW, jestem pod wrażeniem. Niesamowite, jak autorka prowadzi przez całą akcję. Już myślę że jestem na tropie, że wiem co sie wydarzyło naprawdę i kto zabił. Jednak nie, prawda jest inna, zaskakująca. Niesamowite. Wielki szacunek dla autorki. Polecam każdemu, kto chce się wciągnąć w coś nowego i och. Brak słów. Świetna książka. Jest ochota na więcej. Ilość komentarzy chyba potwierdza moją opinię. Jeszcze raz, szczerze polecam każdemu.

  • Awatar

    Miłe zaskoczenie, bardzo poprawnie napisany kryminał. Jak na debiut - obiecująca. Polecam.

  • Awatar

    „Motylek” to powieść, która broni się swoją atrakcyjnością intrygi i przede wszystkim bogactwem lustrzanego odbicia fragmentu współczesnej społeczności, której jesteśmy członkami. Niezależnie od wielkości miejscowości, w której przyszło nam żyć. To książka, której nie trzeba oceniać przez pryzmat debiutu pisarskiego, bo jest na tyle dopracowana, że śmiało uznać ją można za pisarski znak kierujący nas na kolejny nowy, i ciekawy zarazem, szlak na polskiej kryminalnej mapie literackiej. Sprawia to także, że będziecie czekać, podobnie jak ja, na kolejną powieść Katarzyny Puzyńskiej.
    www.kryminalnapila.blogspot.com

  • Awatar

    Gdyby kiedykolwiek przyszło mi do głowy napisanie kryminału, a tym bardziej kryminału pretendującego do miana bardzo dobrych, pewnie przygotowałbym się w odpowiedni sposób do tej twórczości. Moim zdaniem, nie wystarczy stworzenie jedynie odpowiedniej historyjki, należy dać jej jeszcze wiarygodną otoczkę. I właśnie tej, w miarę wiarygodnej otoczki brakuje w powieści kryminalnej zatytułowanej „Motylek”.

    Gdyby wizja świata policyjnego, roztoczonego przez Katarzynę Puzyńską, była choć minimalnie prawdziwa, to nasz kraj byłby pewnie, jeśli nie najbezpieczniejszym, to pewnie jednym z bezpieczniejszych państw na świecie. No bo co ma pomyśleć statystyczny obywatel, który czyta, że we wsi zabitej dechami, nie dość że istnieje komisariat, to jeszcze pracuje w nim czterech policjantów, a sama „metropolia” podzielona jest na dzielnice?!! Piątym nieetatowym funkcjonariuszem zaś jest mamusia jednego z dzielnych mundurowych, która oczywiście dopuszczona jest do wszelakich tajemnic prowadzonego śledztwa. A ten biedny, statystyczny obywatel, kiedy ostatni raz wezwał funkcjonariuszy policji, do swojej kolizji, to czekał na nich jedynie sześć godzin. Więc na wieść, że na wsi ciężko tyra aż czterech, doprowadza go do ciężkiej zazdrości i zgrzytania zębów.

    A jak pięknie pracują ci dzielni niebiescy, sama słodycz i radość posiadać tak mało zbiurokratyzowaną pracę. Nikt tam za bardzo nie używa długopisów i żadnych protokołów. No, może nieraz ktoś coś tam kątem zapisze w jakimś notesie, to wtedy pewnie nawet ołówkiem. Bo dzielni funkcjonariusze Komisariatu Policji w Lipowie, prowadząc swoje śledztwo czy tam dochodzenie, nieważne właściwie jak go zwać, to używają „mechanizacji” i wszystko pięknie ciągle nagrywają. Baaaa, potrafią sami nawet ustalić adres IP podejrzanego komputera. Przecież to nic trudnego!! A jak się ciągle pięknie tytułują. Stwierdziłem w pewnym momencie, że jeśli autorka nie używałaby non stop szarż policyjnych swoich bohaterów, książka mogłaby być w jednej trzeciej krótsza, czy tam cieńsza. A w ten sposób do wymiotów mamy starszego sierżanta, młodszego aspiranta, czy też komisarz kryminalną Klementynę Klopp. A uwierzcie mi kochani, komisarz kryminalna Klementyna Klopp to niebanalna postać. Zresztą jak większość postaci, odgrywających swoje role w Motylku. Niebanalność właśnie, była pewnie zamiarem autorki, a wyszło niestety trochę inaczej. Kiedy poznajemy każdego z bohaterów, ma on właściwie od razu na czole przyklejoną etykietkę: „Ja jestem ZŁY!!”, bądź „Ja jestem DOBRY!!”.

    No dobra, koniec pastwienia. Teraz może coś o lepszej stronie powieści, bo taką na szczęście też można znaleźć. Stworzona na potrzeby książki historia jest w miarę spójna i dość ciekawie pomyślana a mnogość wątków potrafi skołować czytelnika i sprawić by zakończenie było również zaskoczeniem. Uważam, że to dobry znak i wcale nie przekreślam Motylka, naklejając na niego etykietkę ZŁY!! Wiem, że to debiut literacki i pokładam nadzieję, że przy tworzeniu następnej książki, autorka wykona więcej pracy, potrzebnej do przygotowania się do pisania powieści. Nie sztuką jest przecież napisać, że przepraszam za wszystkie błędy, które powstały wyłącznie z mojej winy. Sztuką jest pozbawienie swojej pracy jak największej ilości takich błędów, czego osobiście w przyszłości Pani Katarzynie Puzyńskiej życzę.
    Ocena: 3,5/6.

Inne proponowane
Warto zerknąć